Wiedźmiński Szlak

W Patronite od 25.06.2020

Miejsce w rankingu Autorów

miesięczne wsparcie:

liczba Patronów:

0 patronów
0 zł miesięcznie
0 zł łącznie
Kim i dlaczego tu jestem? Nazywają mnie SzaroBury i jestem założycielem Wiedźmińskiego Szlaku. Kto bywał, ten wie, lubię pisać i tworzyć różne historie osadzone w świecie Wiedźmina i nie tylko. Jeżeli jesteście złaknieni wiedźmińskich przygód, to Szlak jest idealnym miejscem dla każdego z Was!

O Autorze

Wiodło Cię przeczucie i nadzieja, na lepsze jutro, na nową przygodę, a może miłość swojego życia. Kto to wie lepiej jak nie ty? Pewnego dnia znużony codziennością spakowałeś plecak, sprzedałeś dobytek, zakupiłeś co potrzebne i ruszyłeś na szlak. Ruszyłeś na przygodę nie wiedząc, co czeka cię za pierwszym przebytym lasem, wzgórzami, czy w cieniu odległych gór. Takie jest właśnie życie - pomyślałeś sobie. Przewrotne i rzucające to trudnościami, to okazjami, w zupełnie przypadkowy sposób. Zaraz, czy aby na pewno przypadkowy?

Pewnego dnia dotarłeś pod Trzy Dęby, niegdyś święte, dzisiaj zapomniane miejsce. W cieniu trzech majestatycznych i rozłożystych drzew, rozchodziły się ścieżki w niemal każdą stronę świata. Były to wydeptane szlaki, ale i zarośnięte też ścieżki. Każda droga dokądś prowadzi - czyż nie? Odetchnąłeś głęboko i raz jeszcze powiedziałeś sam do siebie "Ruszam na przygodę!" i poszedłeś...

--

Cześć i czołem!

Jeżeli tu dotarłeś, znak to, że miałeś okazję być - albo i bywać - na Wiedźmińskim Szlaku. Dobrze główkujesz, jestem jego założycielem i zarazem stoję za popełnianym tam grafomaństwem. Oprócz nadmienionego Szlaku, odpowiadam za fanpage poświęcony Cyberpunk 2077 oraz za stronę Storycraft. Nazywam się Paweł Kępa, ale wśród swoich i powoli - w fandomie - nazywają mnie SzaroBury. Dlaczego? Ot, moje zamiłowanie do wszelkiej maści kotów i tych kolorów przylgnęło do mnie na tyle mocno, że taki właśnie przysposobiłem sobie pseudonim artystyczny. 


Przykładowe treści

"Wracających z lasu zbieraczy i myśliwych, zatrzymał widok chaty na uboczu. Wielu z nich upuściło na ziemie zebrane dobro. Kilkoro trwożliwie zwracało oczy ku towarzyszom. Paru splunęło za siebie i nakazali pozostałym ruszać. Nie szli jednak pewnie. Potykali się, rozkojarzeni niecodziennym widokiem.

Powszechnie wiedziano, choć o tym nie mówiono, co spotkało żyjącą tam rodzinę. Wszyscy domownicy popadli w szaleństwo i w akcie czystego chaosu, pomordowali się nawzajem. Od tamtego czasu minęło już sporo zim, lecz nikt nie miał w sobie na tyle odwagi by iść tam samojeden w nocy. Powiadano, że chata jest nawiedzona. Nocami można było tam zoczyć błądzące światła, a gdyby podejść bliżej, odgłosy kłótni. Nic więc dziwnego, że widok wyciekającego przez szczeliny w chacie światła i umykającego przez dziurę w dachu dymu, był dla wielu zaskoczeniem.

Nawojka obserwowała wracających z lasu ludzi. Wybiegła im na spotkanie. Uwielbiała słuchać ich opowieści. Może znowu wydarzyło się coś ciekawego – pomyślała. Opowiem im o naszym gościu. Ciekawe co powiedzą!

Wiedźmin otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz. Grupa idących do wsi ludzi wskazywała go palcami. Dało się usłyszeć podniesione głosy. Vesemir wzruszył ramionami i poszukał sobie miejsca przed domostwem. Znalazł starą ławkę. Rozsiadł się wygodnie, na ile było to możliwe, i wyjął fajkę wraz z tytoniem. Skoncentrował się i nieznacznym gestem drugiej dłoni, odpalił susz znakiem Igni. Zaciągnął się po brzegi płuc i wypuścił obłok dymu.

- Jakby tak jeszcze znalazła się wódka, taka zimna, prosto z piwniczki – rzekł sam do siebie i rozmarzył się. Czekała go praca, wiedział o tym, ale jak mawiał, przed każdym zadaniem należy oczyścić myśli."

---

"Przebudzenie.

Świadomość powraca do twojego umysłu. Pierwsze czego doświadczasz to ogromny ciężar, który tłumi ból, pulsujący niemal w każdym zakamarku ciała. Nie możesz oddychać. Z trudem otwierasz oczy. Obraz jest niewyraźny. Jesteś w jakimś pomieszczeniu? A może to jaskinia? Próbujesz złapać haust powietrza - towarzyszące temu cierpienie już nie otępia, nie pobudza palącego bólu. Nadludzkim wysiłkiem wyciągasz przed siebie ręce. Wpijasz palce w brudną, lepiącą się posadzkę. Łapiesz za krawędź kamienia i zaczynasz morderczy pojedynek. Wiesz, ze jeżeli tak pozostaniesz, to umrzesz. Nie możesz na to pozwolić! Napinasz mięśnie i z całych sił próbujesz wydostać się z pod gruzowiska. Ścięgna trzaskają potępieńczo. Chrząstki w dłoniach strzelają raz za razem. Czujesz jak całymi rękoma targa cierpienie. Ból jest niewyobrażalny. Zaciskasz zęby. Przymykasz oczy. Jeszcze ten jeden raz..."

---

"Widzita go?! – Oburzył się Janko, chłop srogo po trzydziestce. Siedząca obok niego gawiedź zainteresowała się nagłym wybuchem złości. - To wiedźmin! Nie siadajta przy nim i nie patrzcie na niego. Jeszcze was czym zarazi! Powiadała mi raz matula, że jak wiedźmin do wsi zajechał, to zaraz po jego wyjeźdźcie ludzie chorować poczęli! Nie siadajcie, mówię wam, jeśli wam życie miłe!

A głupiś ty, a głupi… - Zdzisiek zatroskał się nad jego bezdenną głupotą. - Widać, żeście ciemni bo farmazony opowiadacie. Wiedźmin i owszem, zarazków nosicielem jest wszelakich, ale wystarczy jeno dobrze się obmyć, czosnku zjeść i gorzały napić, a żadne choróbsko was nie dosięgnie!

Ja pierdole… - rzekł wiedźmin i wyszedł."

---

"Wiedźmin przerwał swoją pracę. Usłyszał czyjeś kroki zmierzające w jego stronę. Podszedł do okna i ostrożnie wyjrzał na zewnątrz. Idących było dwoje – Lazar i Nawojka. Dziewczynka szła kilka kroków z z tyłu i nieustannie coś mówiła. Wojak odpowiadał co kilka chwil i bynajmniej, nie był znużony tą czynnością. Vesemir wrócił do swojej mikstury. Ubrał stare poplamione rękawice i ostrożnie zdjął naczynie z ognia, odstawił w cień i zanurzył ostatnie składniki.

- Czas przywitać gości – rzekł sam do siebie i ruszył w stronę drzwi. Niepotrzebnie. Mała Nawojka musiała wyprzedzić wojaka i z impetem wbiegła, a raczej wskoczyła do chaty, przez otwarte okiennice.

- Dobry wieczór, Panie Wiedźmak! – powiedziała z rozbrajającą szczerością dziecka. – Co tak wonieje? Zupę z trupa robiliście, czy co innego? – dziewczynka miała rację. W całej chacie woniało czymś co można było uzyskać z połączenia zastałej w fosie wody, kiszonki i alkoholu. Smród był potworny. Nawojka zatkała upstrzony piegami nosek i choć dzielnie walczyła, łzy podeszły jej do oczu.

- Wiedźminie – odezwał się u progu drzwi wojak noszący imię Lazar. – Musisz o czymś wiedzieć. Na Melitelle, co tu u diabła tak śmierdzi?

- Zupa z trupa! – odpowiedziała za wiedźmina Nawojka. Vesemir wzruszył ramionami i wskazał ręką na zewnątrz. Wojak w mig pojął i wyszedł, a wiedźmin razem z nim. Nie zauważyli, że Nawojka została w środku i zaczęła szukać domniemanej zupy z trupa."

---

"Ciepłe światło, niby kosmyki rozwianych włosów, okalały zbutwiałe deski chaty, wyciekały na zewnątrz przez liczne szpary i rozjaśniały mrok. Płomienie tańczyły pod niewielkim garnuszkiem, gdzie esencja wody parowała, zamieniając się w galaretowatą maź. Wiedźmin uważnie przyglądał się efektom swojego rzemiosła, swojej alchemii. We własnym mniemaniu uchodził za eksperta od przyrządzania eliksirów. Pomijając oczywiście alkohol, który wychodził mu nad podziw paskudny, ale mocny. W osobnym naczyniu trzymał utarte na papkę owoce berberki. Obok zaś stała niewielka flasza, wypełniona krystalicznie czystym spirytusem. Czekał.

Mikstura jaką sporządzał miała wyostrzyć jego wzrok, dlatego też nazywaną ją „Okiem Kota”. Ten cudowny eliksir był nieodłącznie kojarzony z wiedźmińską profesją. Nic dziwnego, albowiem to właśnie on umożliwiał im widzenie w całkowitych ciemnościach, dokąd często prowadziły wiedźmińskie zlecenia.

Esencja zabulgotała, był to znak na dodanie pozostałych składników. Wiedźmin dolał odrobinę alkoholu i wymieszał całość. Następnie dodał berberki i ciągle mieszając, wypełnił naczynie spirytusem. Teraz należało całość zagotować i kolejno, odstawić do ostygnięcia w dobrze zacienionym miejscu, wkładając uprzednio do naczynia kilka zmiażdżonych, świeżych owoców i liści berberki. Mikstura musiała odleżeć co najmniej pół dnia, a najlepiej, całą dobę. Dopiero wówczas zyskiwała swoją niesamowitą moc. Wiedźmin pochwalił swoją przezorność. Dobrze wybrał porę. Jeżeli nic nie zakłóci procesu, jutro przed północą będzie mógł zażyć eliksiru. Potrzebował go. Przyjął niejasne zlecenie na oczyszczenie okolicznych kopalni. Nie wiedział jednak co zalęgło się w kopalnianych szybach, a musiało to być nieliche monstrum, skoro przegnało na cztery wiatry tak liczną kompanie górników i straży."


A to wierzchołek góry lodowej

Na Wiedźmińskim Szlaku znajdziesz dużo, dużo więcej tekstów, róznorodnych historii, które będą portalem do wielobarwnego świata Wiedźmina.

Chcesz mnie wesprzeć i pomóc współtworzyć niesamowity świat Wiedźmińskiego Szlaku? Dołącz do grona moich patronów! Niech wieść się niesie!

Va fail! Bene vale! Do zobaczenia na Szlaku!

Udostępnij

Pomóż, udostępniając profil!

Zostań Patronem