Aleksandra Wądołowska

W Patronite od 30.09.2020

Ranking Autorów

Miesięczne wsparcie:

Liczba Patronów:

Zostań Patronem
0 patronów
0 miesięcznie
0 łącznie
Jako osoba chora na depresja, nerwicę, bezsenność i co najgorsze ataki paniki, bardzo często poruszam temat zdrowia psychicznego w swoich wierszach, postach na portalach społecznościowych. Ostatnie dwa lata poświęciłam na pisanie książki o swojej chorobie, którą chciałabym samodzielnie wydać.

O Autorze

Nigdy nie jest łatwo mówić o swojej chorobie. Komukolwiek. Jakkolwiek. Jednak mówienie o niej, jest pierwszym krokiem do walki z nią. do pokonania jej.

 

 

Do 2020 roku Polska zajmie pierwszą pozycję wśród ludzi chorych na depresję! 

Jako osoba, która sama od kilku lat zmaga się z ciężką depresją, nerwicą, bezsennością i co najgorsze nagłymi atakami paniki, sama dobrze wiem, jak poważnie jest bagatelizowanie nas, chorych. W naszym kraju coś takiego, jak depresja prawdę mówiąc nie istnieje, ba nawet jeśli ktoś o niej słyszał, to jedyne co zrobi to mlaśnie językiem i pójdzie dalej. STOP!  Niestety nie posiadam żadnej fundacji, ani firmy. Nie posiadam żadnej organizacji na rzeczy w walce z tym oto właśnie problemem, lecz mam w sobie siłę, którą chciałabym przekazać innym poprzez swoje pisanie. Chciałabym swoimi słowami leczyć ludzi, choć odrobinę, choć na moment. Jeśli bym mogła, to ocaliłabym cały świat od tego zła, ale nie mogę. Nie bez wsparcia osób trzecich, bo przecież mi też zdarzają się dni, kiedy choroba bierze w górę i znów myślę o samobójstwie. Leczę się farmakologicznie już drugi rok, uczęszczam na terapię, lecz doskonale pamiętam te stany, w których byłam przed leczeniem. Osoba, która na to nie choruje niestety często nie zdaje sobie sprawy, że to co mamy w głowie to ciemność. Nawet jeśli świeci słońce, to w nas samych jest ciemność. Tutaj, w środku już od dawna umieramy. 

Codziennie z powodu depresji umiera 3 800 osób. Co 40 sekund na świecie zabija się człowiek. W Polsce problem ten jest mało dostrzegany, mimo, że każdego dnia, aż 16 Polaków odbiera sobie życie.

Każdego dnia, może to dotknąć nie tylko ciebie, lecz twoją rodzinę, znajomych, przyjaciół bądź nawet nieznajomych, których właśnie mijasz na przejściu przez ulicę. 

Proszę, pomóż mi temu zapobiec. 

Proszę, razem ze mną nie pozwól by tak się stało. 

Ostatnie dwa lata poświęciłam na pisaniu książki o swojej chorobie, spotkaniach z terapeutą, obawach, próbie samobójczej i pobycie w szpitalu psychiatrycznym. Było to ciężkie, większość dni przepłakałam, chowałam się wśród czterech ścian i bałam się żyć. Było to okropne, spróbować wytłumaczyć pozostałym, co dzieje się w moim umyśle, kiedy nawet sama ja nie wiedziałam. I nikt nie mógł mi do czasu pomóc, dopóki nie dopuściłam do samej siebie myśli, że być może tej pomocy potrzebuję. Moim marzeniem jest samodzielne wydanie tej książki, bo żadne wydawnictwo w Polsce zajmujące się prozą, poezją, autobiografią, biografią, faktami nie było zainteresowane jej wydaniem, Niestety nie stać mnie na sfinansowanie jej wydania, dlatego piszę to tutaj, łudząc się, że może kogoś zainteresuje moja twórczość, bądź ktoś kto szuka pomocy i będę wstanie mu jej udzielić. 

 

Chciałabym na koniec podzielić się kawałkiem swojej twórczości. 

Pisanie tej książki okazało się bardzo trudną lekcją, dzięki której nauczyłam się tego, aby zawsze dbać o swoje zdrowie psychiczne. Zawarte są w niej autentyczne zdarzenia, prywatne notatki, wypowiedzi, rozmowy a także wiadomości. Okazała się ona wspaniałą pomocą, do zrozumienia własnych lęków i motywacją w walce, którą wciąż toczę każdego dnia na nowo. Słowa napisane w niej były i dalej są dla mnie najpiękniejszą terapią, jaką udało mi się zacząć w pełni bez rezygnacji i przetrwać aż do samego końca. Po trzech latach samotnego zmagania się z myślami samobójczymi, autodestrukcją, stanami lękowymi i depresją, w końcu odważyłam poprosić o pomoc. Odważyłam się walczyć o swoje własne życie. Rozmowy z terapeutą i leki, i jakie biorę, dodają mi nadziei. Otuchy. Sprawiają, że z małego człowieka staję się wielkim. Silnym, Pełnym wiary. Podnoszą mnie z własnego łózka i próbują wyciągnąć z wody, w jakiej tonęłam od bardzo, bardzo dawna. Mówią, że przejdę przez to piekło. Choć nie najlepiej, to przyjdzie czas, kiedy będzie lepiej. Jeśli znasz kogoś, kto zmaga się z depresją, stanami lękowymi, nerwicą bądź innego tego typu zaburzeniem, nie pozostawiaj tej osoby w samotności. Bądź dla niej uprzejmy, ciepły. Nie pozwól by, ciemność sprawiła, że myśli samobójcze pochłoną jej głowę tak, jak gąbka pochłania krople wody. Bądź dla niej i nie pozwól jej zrezygnować. Poddać się. Bo właśnie rezygnacja jest tym, co w chorobie najgorsze. Pomóż jej uwierzyć, że przejdzie przez to. Nawet jeśli doskonale wiesz, że osoba cierpiąca na zaburzenia tego typu jest wykańczająca i pomoc, jaką jej ofiarujesz przez długi czas, może nie przynosić z początku skutków, proszę, spróbuj z całego serca jej pomóc. I zrozumieć tak bardzo, jak tylko się da. Uratować. Powiedzieć jej o poranku parę miłych słów. Życzyć miłych snów, bez strachu i niepewności. Kto wie, być może dzięki temu uratujesz dzisiaj komuś życie.

Koniec. 04.2019r.

Dziś mam dwadzieścia lat i czuję się martwa. Pusta. Nic nieznacząca. Zapomniana. Zagubiona. Lekceważona. I co najgorsza niezrozumiana. Niezrozumiana nie tylko przez swoich bliskich i obcych mi ludzi, ale niezrozumiana również przez samą siebie. Mój umysł i ciało czują się tak bardzo zmęczone tym światem. Ludźmi, którzy nie potrafią odnaleźć w sobie empatii, zrozumienia dla drugiego człowieka, by spróbować choć raz spojrzeć na to, co wokół niego się znajduje obcymi oczami, myślami i uszami. Zmęczona tym, jak trudno nie tylko mi, ale i innym odnaleźć jest się choćby we własnym łóżku i pościeli, nie czując przy tym rezygnacji. Udawaniem, że moje myśli nie zabijają mnie na co dzień, każąc pozostać w łóżku przez jeszcze parę minut, które zamieniają się później w godziny. Dnie. Miesiące. Marzę wtedy o spokoju i ciszy. Takiej krwawej ciszy, by utopiła ona w sobie i moje żale i błędy. Złe nawyki i złudne nadzieje na lepsze jutro. Lepszą pracę. Lepszych znajomych i lepszy nastrój. Na lepsze cokolwiek, bo czuję jak tonę. Moja depresja jest dla mnie jak woda, pod którą, choć nie chcę, to wciąż się zanurzam, kiedy wiem, że nie potrafię pływać. Jest zbyt głęboko i wszystko przypomina mi wtedy ocean. Szum wody zagłusza moje wołanie o pomoc. Płuca od ataków paniki i bólu rozrywającego mnie w środku, którego nikt nie może dostrzec, ciągnie mnie od lat w przepaść. Tam, gdzie ciało nie ma już siły walczyć, a umysł zamyka się na otaczający 10 mnie świat. Tam, gdzie tylko śmierć jest w stanie mnie uratować, ona właśnie tam zabiera mnie każdej nocy. Zdarzają się dni, podczas których wspomnienia z przeszłości nie pozwalają mi zasnąć, sprawiając, że pod powiekami cienie witające mnie co ranek, stają się coraz większe i mimo to, mówię sobie, że jest w porządku, tak już niestety jest. Przypominają mi twarze ludzi, jakich kiedyś straciłam i którzy odeszli z tego świata. Ich śmierć odcisnęła na mnie piętno ciągłego cierpienia, bo choć sercu udało się zamknąć na moment, myśli wciąż jak oszalałe wirują. Są też dni, gdy potrzebuję uciec od ludzi mnie otaczających, by odizolować się od nich, tak jak najlepiej potrafię, ponieważ zabierają oni ode mnie zbyt wiele mojej energii, przez co robię się zmęczona. Smutna. Taka jak oni. Jednak nie potrafię uciec od samej siebie i wiem, że jest to dla mnie najgorsza rzecz na świecie. Bo kiedy nie mogę uciec od samej siebie, niszczę wszystko wokół. I zdarzają się dni, gdy czasem nie potrafię zapanować nad swoimi myślami. I uczuciami. Nie potrafię zapanować nad oddychaniem i płaczem, gdy histeria wygrywa nad moim ciałem i trucizna zaczyna wypełniać powoli moją głowę. Opowiadam wtedy swojemu terapeucie, co takiego się w niej znajduje. Mówię, jak myśli tną moją skórę w nocy i spoglądam wtedy na swoje odbicie w lustrze, zapadnięte oczy i czerwone policzki od łez i mówię sobie wtedy, tak już jest, tak już będzie. Jesteś niczym. Potworem. Beznadziejnością. Wrakiem. Zdarzają się też dni, gdy muszę sobie przypomnieć, jak to jest być szczęśliwym człowiekiem, choć przecież zapomniałam o tym bardzo dawno temu. Myślę o tym, jak to jest walczyć o to, co się kocha i w co się wierzy. Jak to jest podążać za marzeniami. Zdarzają się mi też dni, gdy nabieram odrobiny siły w sobie i zaczynam wierzyć w swoje możliwości, lecz nawet leki nie umieją opanować wtedy moich drżących dłoni. Rozmowy z lekarzem i antydepresanty nie mogą sprawić, bym nawet dzisiejszego dnia zmusiła się do wstania z własnego łóżka. Ubrała swoje ciało w coś ciepłego i miękkiego. Nie, nawet one nie potrafią zmusić mnie tego dnia, bym opuściła swoje mieszkanie i pozwoliła słońcu mnie powitać. Zdarza się, że ciężko mi odejść od ludzi, którzy nie są dobrzy dla moich 12 myśli i choć wiem, że nie potrafią mnie uszczęśliwić i być dla mnie takimi, jakimi chciałabym ich widzieć przez brak zrozumienia, te decyzje zdarzają się być najtrudniejszymi decyzjami w moim życiu, kiedy nie potrafię ich opuścić. Przepraszam, że zawiodłam. Przepraszam, że zrezygnowałam i poddałam się, choć nigdy tego nie chciałam. Nie zamierzałam. Przepraszam, że depresja i stany lękowe dopadły mnie, gdy nie potrafiłam poradzić sobie ze złamanym sercem, opuszczeniem, zawiedzeniem, narastającą wokół mnie presją i żałobą. Przepraszam, że znów jestem w punkcie wyjścia u terapeuty, kiedy rozmowa zdaje się wcale nie pomagać tak, jak bym tego chciała, bo słowa, jakie wypowiada, jedynie przypominają mi szum wody, w jakiej tonę, więc marzę, by chociaż leki polepszyły za jakiś czas stan moich myśli i wyciągnęły mnie na powierzchnię. Moja depresja i stany lękowe sprawiły, że stałam się człowiekiem, jakim nigdy nie chciałam się stać. Stałam się cieniem własnego cierpienia, który mogłabym porównać do agonii. Klątwy swoich demonów. Moje nadzieje umarły i spokój w sercu zastąpiła burza. Chaos wirujących lęków w głowie odepchnął ode mnie ludzi, jakich udało mi się zatrzymać kiedykolwiek na dłużej. Zniszczyła miłość, jaką udało mi się z innymi zbudować. Odepchnęła to, co dla mnie było najcenniejsze. I każda chwila mojego życia wydaje się taka sama, bo nic się w nich nie zmienia. Nic się nie dzieje. Moją pościel, w której chowam się każdego dnia od lat przykrywa zimna obojętność. I nigdy nie uda mi się pokochać samej siebie w pełni. Nigdy też nie pogodzę się z własnymi słabościami, które jak nóż co noc przebijają moje ciało z lekkością. Światła dnia już zawsze pozostaną w połowie zgaszone, a nadzieje zerwane z drzew rosnących pod samym oknem. Kolory nie przestaną być, wyblakłe i moje życie nie stanie się wspaniałe, takie, o jakim zdarzało mi się śnić i tworzyć we własnej głowie. Ja sama już na zawsze pozostanę jedynie dawnym wspomnieniem o pięknej skorupie. Już na zawsze, pozostanę wtyczką od radia, którą ktoś pewnego dnia nagle wyciągnął i od tamtej chwili nastała głucha cisza. Krwawa cisza. Najcichsza, jaką tylko znam

 

Do tego czasu udało mi się opublikować dwa tomy prozy i poezji - ,, Ciernie '' jak i ,, Papierowe Sny" 

Znajdziesz mnie również na Instagramie jak i Facebooku oraz Ridero.eu gdzie dostępne są moje książki.

https://www.instagram.com/wadolowskaaleksandra/?hl=pl

https://ridero.eu/pl/books/papierowe_sny

 

Dziękuję, jeśli przeczytałeś to co napisałam. 

Dziękuję, że mnie wysłuchałeś. 

 


Ryzyko
Ryzyka - o czym należy pamiętać?

Chcielibyśmy Cię poinformować o ryzykach, związanych z Twoim zaangażowaniem finansowym. Przekazując środki na realizację pasji Twojego ulubionego Twórcy prosimy, abyś wziął/wzięła pod uwagę:

  • Ryzyko związane z tym, że Autor może nie zrealizować swoich celów (np. nie zbierze odpowiedniej kwoty, która pozwoli mu na realizację zamierzeń).
  • Ryzyko związane z tym, że Autor może nie zrealizować nagród, opisanych w progach (np. wysłanie pocztówki).
  • Autor może zmienić charakter swojej działalności, co może sprawić, że zmieni się Twój sentyment w stosunku do niego/niej (ludzie się zmieniają).
W jaki sposób Patronite stara się minimalizować te ryzyka:
  • Patronite weryfikuje tożsamość każdego z Twórców, zanim pozwoli na wpłacanie pieniędzy na jego cel. Zabezpieczamy także progi, które zostały wykupione przez Patronów - ich edycja jest możliwa jedynie po uzyskaniu zgody administratora serwisu.
  • W sytuacjach spornych działamy jak mediator między Twórcą a Patronem.
  • Monitorujemy działalność Autorów, zarejestrowanych na Patronite, starając się w jak najszerszym stopniu zapobiegać wystąpieniu czynników ryzyka, o których wspominamy powyżej.
  • Uruchomiliśmy specjalny formularz zgłoszeń nadużycia - mamy również aktywnie działającą grupę wsparcia Autorów, która pomaga nam w walce z ewentualnymi nadużyciami.

Jednak zanim zdecydujesz się na wsparcie Autora, weź pod uwagę, że w przypadkach spornych ewentualny zwrot pieniędzy może być obarczony znacznym ryzykiem.

Zgłoś użytkownika