W Patronite od 20.05.2020

Miejsce w rankingu Autorów

miesięczne wsparcie: 413

liczba Patronów: 641

10 patronów
480 zł miesięcznie
940 zł łącznie
Pomagam zwierzakom, bo kocham je, i kocham to co robię! Przygarniam chore, po wypadkach, wyrzucone, te, które potrzebują pomocy.. Leczę, sterylizuję, karmię, opiekuję się, daję im serce i szukam domów. Nie mam fundacji, ani stowarzyszenia... Po prostu tylko oczy szeroko otwarte i serce mocno bijące.

O Autorze

Azylowe Stado to ja, Monika i moi podopieczni - głównie koty, psy...czasem inne istotki, - bywa i gołąb, fretka, świnka morska.. Nie wiem dlaczego one staja na mojej drodze, prosząc o pomoc... Takie mam chyba przeznaczenie, taką misję - widzę je wszędzie, wyczuwam ich ból, ich chorobę.. To ciężkie brzemię...Tylko dzięki ludziom, takim jak WY - Patroni, mogę im pomagać. Bez Waszej pomocy - jestem tylko zwykłym szarym człowiekiem. Z Wami mogę być Aniołem Zwierząt, tak jak nazywaja mnie znajomi... Na dzień 15 maj 2020 - mam pod opieką 15 kotów i 1 psa (tylko dlatego, ze chwilowo mieszkam w bloku...) ;) W zeszłym roku wynajmowałam domek na wsi,gdzie było 26 kotów i 9 psów. Liczba podopiecznych jest zmienna z dnia na dzień...

Dziękuję za akcję PATRONITE - stwarza możliwości takim jak ja, ludziom ze swoją pasją...i takim jak Wy - Aniołom pasjonatów!

Marzy mi się prawdziwy AZYL, bezpieczny...gdzie będzie dużo miejsca, woliery dla zakaźnych kotów, i opcja weterynarza z dojazdem na miejsce.. Zapraszam Was do moich marzeń - może razem uda nam się stworzyć coś wspaniałego dla bezdomniaków ;)

https://www.facebook.com/AzyloweStado/

My, ludzie...jesteśmy w dużo lepszej sytuacji, niż bezdomne czy wolnożyjące zwierzęta. Mamy opiekę medyczną, możliwości leczenia, brania środków przeciwbólowych, możemy liczyć na pomoc bliskich i lekarzy.
Chory, dziki, czy bezdomny zwierzak może liczyć jedynie na to, że wypatrzy go dobry człowiek - odłowi i będzie mu w stanie pomóc, choćby zabierając do weterynarza....czasem już tylko w celu zakończenia jego cierpienia.. On nie ma jak i komu powiedzieć o swoim bólu...o tym, że każdy krok jest męką, że każdy oddech jest dramatem. Nie ma tabletki przeciwbólowej. Może TYLKO przyjmować swój los z pokorą. W milczeniu, w cierpieniu, w pokornej wierze, że może zaraz nadejdzie wybawienie...śmierć.
Widziałam wiele przez ostatnie kilka lat mojego działania.. Dziurawe jelita i żołądek w chłoniaku u kota, zgnity przewód pokarmowy po zatruciu trutką na szczury...obdarte ze skóry łapy w starciu z silnikiem auta, przebudowane nerki, połamane żuchwy, miednice i łapy, dziury w głowie, padaczki, mięsaki wrastające w tkanki...i chyba wszystko co mogło sie trafić biednemu zwierzu.. I jeszcze narządy wewnetrzne przemieszczone do klatki piersiowej... to z ostatnich tygodni... Że nie wspomnę o panleukopeniach u kocich maluszków, FIP-ach, Felv-ach, kocich katarach, grzybicach, świerzbach i poparzonych przełykach...i łańcuchach wrośnietych w szyję psa..
Nie wiem ile jeszcze moge znieść w tej swojej walce o ich dobro - chyba jest coraz gorzej na świecie, bo coraz więcej i więcej tragicznych przypadków. Już, już Ci sie wydaje, że udało się, że pomogłeś... i nagle natura mówi, że ma swoje plany... i śmierć zabiera podopiecznego... choć już śmiałaś się do słońca, że będzie dobrze.
Codziennie sobie powtarzam, że wytrwam, że silne babsko ze mnie i dam radę.. Gorzej jak przychodzi dzień, że budzisz się rano ze spuchnięta od płaczu głową i nie masz siły wstać z łóżka...   I wstajesz - tylko dla nich - leki, karmienie, kuwety - i odkrywasz, że kolejny słabnie, chociaż dostał wszystko co ma w zanadrzu medycyna niekonwencjonalna i konwencjonalna... Dlaczego? ...bo jest z chowu wsobnego, bo miał setki pasozytów, bo aż był głuchy od świerzba, bo nie wiadomo co przeżył, bo ma z półtora roku a wyglada na 6 miesięcy, bo nie da się wszystkich prześwietlić oczami, choć się bardzo chce. No i ...muszę zmobilizować siły, znowu podjąć walkę z chorobą i śmiercią....choć jeszcze nie otarłam łez po stracie... I tak już prawie długich 10 lat.

I działam nadal ile sił starczy. Bo widze też piękne przemiany! Gdzie z brzydkiego kaczątka wyrasta cudny łabądź... Gdzie z przerażonego ogonka robi sie radosny zwierzak. I to mi daje siłę!

W wolnych chwilach zajmuję się też rękodziełem - maluję, rysuję, tworzę figurki z gliny, obrabiam stare deski na półeczki, czy wieszaki ;) Moje dzieła wystawiam na bazarkach dla moich podopiecznych!

Dziękuję, że jesteście! Dziękuję, że pomagacie takim jak ja!

Monika i Stado

 

Zapraszam do mojej krainy - https://www.facebook.com/PracowniaMoniki/

Udostępnij

Pomóż, udostępniając profil!

Zostań Patronem
Najnowsi Patroni