Wiosenne kocięta

Darmowy!
4 miesiące temu Brak komentarzy

W Fundacji Feliksiaki mamy pod opieką dwie kocice karmiące - jedna ma dwójkę maluchów, a druga czwórkę plus "przyszywanego synka", czyli piątkę razem. Do tego 3-miesięczne kociątko, bez matki. Przedstawiam Feliksiakowe maluchy!

W niedzielny, senny i gorący poranek dzwoni fundacyjny telefon - to nie może zwiastować radosnej nowiny... Dzwoni dziewczyna, która odkryła, że w komórce na działce okociła się kotka, są 4 maluchy a matki nie widać. Czy możemy przyjąć? Nie możemy, ale przyjmujemy :) Przecież nie możemy pozwolić im umrzeć. Kociaki mają ok. 5-6 tygodni więc już samodzielnie jedzą. Nie jest źle. Poniedziałkowa wizyta w lecznicy ujawnia ich ogólnie dobrą kondycję oraz początki kociego kataru. Podejmujemy leczenie.

Jeszcze dzień się nie skończył, oj nie! Ponownie dzwoni telefon - Pan już do nas jedzie z kociątkiem podrzuconym na teren, gdzie stróżują dwa duże psy, niezbyt przyjazne do małych kociąt. Myślę sobie - ok, jakoś damy radę. Ale kiedy okazuje się, że maluch ma ok. 10-14 dni i dopiero otwiera oczy przychodzi chwila zwątpienia, czy damy radę. Szczególnie, że mały nie chce jeść z butelki. Ponowna wizyta u veta, antybiotyk, glukoza, zapas kociego mleka dla malca. Walczymy!

Kolejny telefon (zaczyna mi cierpnąć skóra na ten dźwięk), ale tym razem dobra wiadomość - udało się złapać matkę od czwórki niedzielnych kociąt. Kotka przyjechała, powąchała dzieciaki, zjadła swoją kolację, położyła się na boku i... zaczęło się wielkie karmienie. Całej piątki, bo i swoich czworaczków jak i najmniejszego, jeszcze ślepego malucha. Ufff!!! Odetchnęłam z ulgą. Bo już się bałam, że do rana może być z nim kiepsko (nadal nie chciał butli, a druga kotka nie chciała go karmić).

A w domu/kociarni już jest Fiona - koteczka znaleziona pod drzewem przez dzieci wracające ze szkoły. Oczko z kociego kataru już wyleczone. Teraz przed nami szczepienia i w przyszłości sterylizacja.

Jest też Mateczka Teresa ze swoją córeczką Fridą (czarna). Rodzinka przyjechała z Pabianic, gdzie od społecznej karmicielki otrzymała pierwszą pomoc i wsparcie. Tereska przygarnęła też małą znajdkę, znalezioną w trawie. Oto przyszywany braciszek Fridy - Diego (czarno-biały).

Wszystkie kocięta zostały odrobaczone, mają też za sobą pierwszą wizytę kontrolną u weterynarza. Zakupiliśmy mleko dla kociąt wraz z butelkami i smoczkami. Dla tych, które już jedzą samodzielnie kupiliśmy odpowiednią dla ich wieku karmę. I tym sposobem, w ciągu kilku dni wydaliśmy ok. 2 tysiące złotych. A to dopiero początek przecież. Mamy tylko nadzieję, że uda się uratować wszystkie maluchy, które są pod naszą opieką, że będą zdrowe. Na ich dalsze leczenie i utrzymanie potrzebujemy jeszcze kilka tysięcy złotych, szacujemy że 5 tysięcy złotych. Bardzo prosimy o pomoc i wsparcie. Każda kwota wpłacona na ich leczenie jest dla nas bezcenna. Można też zakupić bezpośrednio karmę dla nich - z góry SERDECZNIE DZIĘKUJEMY w ich imieniu.

Trwa ładowanie...