Służbowy wyjazd, który kończy się... przywózką kolejnego kota!

Darmowy!
3 miesiące temu Brak komentarzy

Dzień wcześniej dostałam sygnał, że w Piszu małe kocięta mnożą się na potęgę i później giną z upału, zimna, głodu, pod kołami samochodów... Co ja tu będę się rozpisywać - wiecie jak jest. A jak nie wiecie to sami przeczytajcie: https://m.facebook.com/groups/1492386987646594/permalink/2901063803445565/).

Byłam stosunkowo blisko (co to jest 100 kilosów?), więc nie namyślając się długo - pojechałam. Zastałam "mały armagedon" - dorosłe kocice i kocury w liczbie ok. 10 sztuk, wszystkie nie kastrowane i nie sterylizowane. No i dwa mioty - jedne kocięta w wieku ok. 8 tygodni, ale drugie... może tydzień mają! No i dzikie kotki-matki, które nie dają się złapać. Do tego starsza Pani z demencją, która sama potrzebuje pomocy (jakie hasła tam wczoraj padały, od: "ja kocham kotki" po "oddajcie mi moje kotki!" i ciągłe pytanie czy my te kotki zabijemy? Zgroza!). Wiadomo, chorej osobie się nie wytłumaczy. Ale te kotki to jakby "jej kotki". W każdym razie zabrałam jeden miot (4 kotki i matka) i drugi miot, który "przygarnęła" już u mnie kotka karmiąca Celina. Razem 9 kotów!!! A na miejscu zostały jeszcze 2 kocice i (chyba) 3 kocury. Oczywiście, zajmiemy się jako Fundacja systemową pomocą dla tej gromadki. Ale w sumie, gdyby nie reakcja Beaty Lesiewicz, to mogłoby już ich nie być...

Miejcie oczy szeroko otwarte - takie rzeczy dzieją się obok nas, każdego dnia.

Naszą "nie-wesołą" gromadkę można wesprzeć przez: https://www.ratujemyzwierzaki.pl/wiosennekocieta

Z góry DZIĘKUJEMY WSZYSTKIM DARCZYŃCOM 🥰🥰🥰

Trwa ładowanie...