Mrunia - cała w ranach...

Odłowiona w Zduńskiej Woli wraz ze swoim ostatnim dzieckiem. Bo że miała ich więcej to pewne. Kotka Mrunia od czerwca br. była widziana w tamtej okolicy - najpierw z wielkim brzuchem, na koniec z ostatnim maluchem, który przetrwał. Mrunia miała obrożę, która przy próbie zdjęcia lub przy zaczepieniu o przeszkodę (nie wiemy tego) poraniła ją okrutnie. Kotka rany ma straszne. Pod prawą pachą ma otwartą ranę. Na piersi ma skórę zdartą do żywego. Rany zaczynają ziarninować. Po odłowieniu od razu trafiła pod opiekę lekarzy - ma założony bandaż a pod spodem opatrunek hydrokoloidowy. Dostała antybiotyk, leki przeciwbólowe i przeciwzapalne. Pogoda (temperatury) i owady nie służą gojeniu. Jeszcze chwila a wdałyby się muchy... a maluch sam nie dałby rady - ma tylko ok. 3-4 tygodni 🙁 Mamy nadzieję, że kotka wyjdzie z tego. Trzymajcie kciuki 🙏

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...