Strefa Patrona:

Kidderminster
Obserwuj
Podziel się ze znajomymi
NAPISZ WIADOMOŚĆ
1

patron

10 zł

miesięcznie

20 zł

łącznie

Lomcia– urodziłam się w 1989 roku. Obecnie mieszkam w Anglii. Matka i żona. Rysowaniem interesowałam się już od najmłodszych lat. Ukończyłam weterynarię. Pracowałam jako wolontariuszka w sklepie z pamiątkami gdzie projektowała wzory na kubki, koszulki. W 2007 miałam własną wystawę w jednej z wiejskich galerii sztuki zatytułowaną "Dwa Światy".

ZOSTAŃ PATRONEM

Cele

0%
100%
osiągnięto 0%
cel: 1500 zł miesięcznie
brakuje 1490 zł
Celem jest przetrwanie!
Mój cel jest prosty. Przeżyć. A z przeżyciem wiąże się jedzenie. Chciałabym żyć z pasji. Bycie niepełnosprawną ruchowo ogranicza moje możliwości znalezienia pracy więc taka praca byłaby idealna! Dziękuję za wsparcie!

O Autorze

Obecny projekt jaki prowadzę to komiks w stylu manga "Kroniki Laosu"

Historia jest prosta .Laos, wspaniała kraina, w której głównymi mieszkańcami są elfy i krasnoludy. Elfy zamieszkują powieszchnię a krasnoludy podziemia. Pewnwgo razu ma dojść do porozumienia dwuch wielkich imperium elfickich poprzez małżeństwo księżniczki Separhin De'la Hurshk'haka z królem południowych granic Juninem Zamoria Serina. Niestety w momencie, gdy właśnie tego dnia miało dojść do zaślubin i poznania się obu stron, główne miasto rodu De'la Hursk'haka zostało doszczętnie spalone i zniszczone przez hordę Mepleye( wyżutków z Czarnoziemi). Na ich czele stał wielki, czarny smok. Jedyną osobą, która przeżyła była sama księżniczka. Odnaleziona przez ludzi króla Junina została sprowadzona do jego miasta. Ślub miał nadal się odbyć, lecz nie do czasu aż wrogie siły Mepleye zostaną pokonane. Ale jak zabić ich przywódcę? Smoka? Istnieje legenda o Kwiecie Paproci co spełnia życzenia. Ale czym tak na prawdę jest ten kwiat? Pierwsza część z serii Kwiat Paproci - Kroniki Laosu. Historia wojen, polityki i odrobiny romansu.

Przykładowe stronki pierwszego rozdziału:

Rozdziału 4:

 

 





OBECNIE rysuję komiks dla HellGaming. Szukam więcej zleceń.

 

 

Również rysuję komiksy z Uniwersum Mass Effect:

 

 

 

 

 

Piszę opowiadania własne (Gilbis). 

 

Fragment Opowiadania:

"

Poczuła zimno. Przeszywało ją. Myślała, że zamarza. Po chwili usłyszała syk. Kapsuła otworzyła się. Dziewczyna próbowała otworzyć oczy, strasznie głowa ją bolała. Widziała nad sobą jedną ze swoich sióstr, najstarszą – Ewę. Towarzyszyła jej pielęgniarka.

- Wstawaj Marta.

- Już... - wymamrotała otwierając szerzej oczy i siadając. Jej kombinezon był wilgotny. Czuła się trochę pijana. Wie, że nie powinna. Kapsuły nie dawały skutków ubocznych, jednak ona je miała. Pielęgniarka pomogła jej wyjść z kapsuły. Marta usiadła na krześle obok. Pielęgniarka sprawdziła jej ciśnienie.

- Masz niskie ciśnienie, napij się tego. - Podała dziewczynie dwudziestu mililitrowy kubeczek z zieloną substancją. Dziewczyna wypiła, skrzywiła się.

- Ohyda. - Wymamrotała. Siostra dziewczyny przytuliła ją.

- Dotarliśmy. Prawda? - Zapytała Marta. - Nie obudziłam się za wcześnie? Nic się nie stało?! - Zaczęła panikować. Ewa pogłaskała ją po głowie.

- Wszystko jest jak powinno być. Spałaś dziewięć lat a dalej masz piętnaście. Niesamowite. - powiedziała siostra. - Zobacz, nic się nie zmieniłyśmy. Może tylko włosy nam urosły i paznokcie u rąk i nóg. - Zaśmiała się. Marta też się zaśmiała. Pielęgniarka podziękowała i powiedziała jak mają się udać do sali lądowań. Do wylądowania na Europie zostało im około trzech godzin. Marta wytarła się ręcznikiem, przeczesała swoje długie, rude włosy i związała w warkocz.

- Anna wstała? - zapytała.

- Tak. Już czeka w sali lądowań. Jest podekscytowana. Nie pamiętam kiedy tak ostatnio raz cieszyła się.

- Cieszę się razem z nią.- Powiedziała Marta, ale kłamała. Wcale się nie cieszyła, że opuścili Ziemię. Miała tylko piętnaście lat. Miała tam szkołę, przyjaciół. Teraz musiała zacząć nowe życie na Europie. Ojciec dziewczyn pracował tam w laboratorium nad odnalezieniem szczepionki dla ludzkości. Postanowił je mieć przy sobie i sprowadzić na Europę. Było to dla ich bezpieczeństwa. Zawsze tak powtarzał kiedy co trzy miesiące wracał na Ziemię w odwiedziny. Matka dziewczyn zmarła na ową chorobę. To zmobilizowało ich ojca do badań. Gdy tylko miał okazję współpracować z najlepszymi lekarzami zaraz ją wykorzystał, przeprowadzając się na Europę. Nie chciał by jego córki podzieliły jej los. Ponieważ sytuacja na Ziemi pogarszała się a wszelkie loty z Ziemi i na Ziemię były zawieszone, dużo się namęczył, by przemycić córki w jednym z promów medycznych.

Promy medyczne nie były tak szybkie jak statki wojenne i podróżne. Były stare i leciały swoim tempem. Z Ziemi do Europy leciało się około dziewięciu lat. W międzyczasie zatrzymywało się ze dwa razy na kosmicznych stacjach by do tankować prom. Załoga podlegała tymczasowej hibernacji by nie starzeć się za szybko. Co półtora roku budził się personel sprawdzając stan maszyn i śpiących pasażerów po czym wracał z powrotem do hibernatorów.

Czas na Europie też płynął wolniej. Dzień liczył kiedyś na Jowiszu jedenaście godzin, co miało wpływ na księżyce. W trakcie kolonizacji i wpływu ludzkości na planety, Europa zaczęła mieć trzydziestogodzinny tryb. Miało to dobry wpływ na rozwinięcie się Gilbisów. Odniosły z tego wielkie korzyści, właśnie dla tego zdecydowali się pomóc ludziom w odnalezieniu szczepionki na ich chorobę, przy okazji jeśli choroba miałaby ich też dopaść, lepiej było by się na to już przygotować.

Europa była mniejsza od Ziemi. Kolonie na niej nie były zbyt duże, skryte pod kopułami. Na Europie było mniej tlenu jak na Ziemi, ludzie mogliby się udusić. Jednak kopuły produkowały odpowiednie ilości tlenu. Większość obcych oddychała podobną ilością pierwiastka. Gilbisy mogły same się przystosować zmieniając kształty. Ich płuca, cała budowa była wielką zagadką."

 


Oraz piszę opowiadanie z Universum Dragon Age o Fenrisie:


FRAGMENT: 

- Przejdź do rzeczy, proszę. - Poprosił, to elfkę zszokowało. Pierwszy raz ją poprosił a nie rozkazał.

- Tara ta... o. To jest to co chciałeś wiedzieć. - Odpowiedziała po szybkim przewertowaniu stronnic listu. - „Jak uciekaliśmy w pustce na drodze stanął nam gigantyczny pająk..." ta ra ra „Hawke poświęciła się i walczyła z pająkiem, kiedy my uciekaliśmy do świata rzeczywistego. Inkwizytorka mówiła mi, że Hawke kazała ci przekazać, że jest jej przykro i przeprasza..." - Przerwała czytanie na chwilę, patrząc a reakcję elfa. Świecił się, ale na twarzy zachowywał spokój.

- Czytaj dalej.

- Ogólnie pan Varric pisze o pogrzebie Hawke, o tym że Strażników opętał jakiś pomiot magister i że szykują się do walki z nim. - Odłożyła list. - To tyle.

- Kiedy ten list został wysłany? - Zapytał elf. 

- Nie ma daty. Czemu pytasz? - Delphine czekała na choć jedno słowo wyjaśnienia ale go nie uzyskała.

Fenris znów łyknął wina. Zaczął nerwowo się rozglądać. Elfka znów starała się zakryć swoją twarz, wiedziała, że elf wiele razy ją widział, lecz dalej za dnia wstydziła się blizn. W sypialni jej to nie przeszkadzało, byli oboje zajęci przyjemnościami, że nie zwracał uwagi na jej wygląd. Fenris również posiadał blizny, na plecach, jakby ktoś wiele razy go biczował i wyrywał mu skórę żywcem. Delphine współczuła mu, musiał mieć ciężko. Nigdy nie rozmawiał o swojej przeszłości. Elfka też nie nalegała, choć była dociekliwa. Fenris też był z Tevinter i jego magister też był magiem krwi jak jej poprzedni właściciel. Właściciel – pomyślała i zaśmiała się w duchu. Teraz już nie ma właścicieli, teraz sama jest panią swego losu, choć dalej nie wie jak ułożyć sobie życie. Czy ratowanie innych to jedyne co chce robić?

Białowłosy znów pociągnął łyka z butelki i rzucił nią o ścianę."


Jak widać jestem dość pracowitą osobą :)
Moim celem jest choćby zarobić na internet i ewentualnie nowy tablem :) jakiś lepszy od tego co mam.

Wyszukiwarka

Wybierz