800+ dla mikropsów
Patronite nie pobiera prowizji od zbiórek
O zbiórce
1 laska, 2 pedały, 1 rower i 800+ dla mikropsów.
17 sierpnia Otylia wsiądzie na rower w Zakopanem i ruszy w stronę Helu. Przed nią 820 kilometrów i 7 dni jazdy. Każdego dnia planuje pokonać od 80 do 120 kilometrów. Trasa prowadzi przez Rybna, Radomsko, Konstantynów Łódzki, Włocławek, Grudziądz i Gdańsk, aż do mety w Helu.
Brzmi jak sportowe wyzwanie? Trochę tak. Tyle że Otylia nie jest zawodową kolarką. Rowerem jeździ amatorsko, a na co dzień pracuje w prywatnej firmie. Nie będzie miała za sobą samochodu technicznego, ekipy, która poda jej wodę, naprawi rower czy przejmie część trasy. Jedzie sama. Z jednym rowerem i bardzo konkretnym powodem, dla którego zdecydowała się przejechać Polskę.
Dwa lata temu z powodzeniem przejechała trasę Warszawa-Gdańsk. Tym razem chciała zrobić coś więcej. Chciała połączyć swoją pasję do roweru z czymś, co od dawna jest jej bliskie - pomocą psom skrzywdzonym przez człowieka.
Otylia poznała Fundację Mikropsy i zobaczyła od środka, jak wygląda nasza praca. Zobaczyła psy, które przyjeżdżają do nas po przejściach, często chore, zaniedbane, przestraszone i pozbawione człowieka, któremu mogłyby zaufać. Zobaczyła też, że za każdym uratowanym psem stoi nie tylko historia, ale przede wszystkim codzienna praca i koszty, o których nie zawsze myślimy, kiedy mówimy „uratowaliście psa”.
Bo pies, który trafia do Fundacji, potrzebuje znacznie więcej niż jednego ratunku. Potrzebuje badań, diagnostyki, leczenia, leków, dobrej karmy, często operacji, rehabilitacji i opieki. Potrzebuje też czasu. Czasami kilku tygodni, czasami wielu miesięcy, a czasami domu tymczasowego na całe życie.
Właśnie dlatego powstała akcja 800+ dla Mikropsów.
Nazwa nie jest przypadkowa. Otylia przejedzie ponad 800 kilometrów, ale chcemy, żeby za tymi kilometrami poszły również realne pieniądze na pomoc naszym podopiecznym. Naszym celem jest zebranie 82 000 zł, które przeznaczymy na leczenie, wyżywienie i utrzymanie psów, które znalazły się pod naszą opieką.
Koszty pomocy są bardzo różne. Czasami potrzebne są „tylko” badania krwi i podstawowa diagnostyka. Czasami czipowanie, szczepienia czy zabieg sterylizacji. Innym razem pies wymaga skomplikowanej operacji, której koszt zaczyna się od 1200 zł, a może sięgnąć wielokrotnie wyższej kwoty. Albo długiego leczenia. Są też nasi psi seniorzy, których nie możemy już nikomu oddać i którzy potrzebują leków, specjalistycznej karmy i spokojnego miejsca do końca życia.
Przez siedem dni tej niezwykłej podróży chcemy opowiedzieć Wam o siedmiu psach. O siedmiu różnych historiach, które pokazują, dlaczego warto pomagać.
Pierwsza jest Śliwka. Ktoś wydłubał jej oko, a potem wyrzucił ją na ulicę. Przeszła operację i dziś dochodzi do siebie. Patrząc na nią, trudno uwierzyć, że człowiek mógł potraktować małe, bezbronne stworzenie w taki sposób.
Jest też Marlenka, chora neurologicznie, wyrzucona na ulicę. Jej choroba sprawiła, że potrzebuje stałego leczenia i leków. Mieszka w domu tymczasowym dożywotnio. To jeden z tych przypadków, kiedy „uratowanie psa” nie kończy się znalezieniem domu. Ratunek oznacza zapewnienie mu bezpieczeństwa już na zawsze.
Wiórka to psia staruszka, którą ktoś wyrzucił w dwóch workach. Była bardzo zaniedbana, miała krzywe łapki i nieoperacyjne zwichnięcie rzepek trzeciego i czwartego stopnia. Przeszła operacje i leczenie. Dziś jest zaopiekowana i może wreszcie żyć tak, jak powinna żyć każda psia seniorka - spokojnie i bez strachu.
Romuś został dotkliwie pogryziony przez inne psy. Jego ciało wciąż się goi, ale przed nim jest jeszcze jedna ważna rzecz - nauka zaufania do człowieka. Musi przekonać się, że ręka człowieka nie musi oznaczać bólu.
A jak Romuś to i Biedka - sunia z tego samego stada chorująca na bardzo rzadką i ciężką chorobę .
Zara jest młodą, pełną energii wariatką. Do nas trafiła bardzo wychudzona, po tym jak w schronisku dopadła ją depresja. Dziś odzyskała radość, której wcześniej została pozbawiona.
Buźka została znaleziona na ulicy z ogromną raną na grzbiecie. Bała się ludzi tak bardzo, że ze strachu gryzła. Dziś jest wyleczona i szczęśliwa. To jedna z tych historii, które przypominają nam, że czasem agresja psa jest tylko językiem jego strachu.
I jest Kropik - psi staruszek znaleziony na ulicy. Nie miał czipa ani adresatki, dlatego nie udało się odnaleźć jego właścicieli. Dziś nie ma już zębów, ale ma coś, czego wcześniej prawdopodobnie bardzo mu brakowało - bezpieczeństwo i opiekę.
To właśnie dla takich psów Otylia przejedzie Polskę.
Nie robi tego dla wyniku sportowego. Nie jedzie po medal ani rekord. Chce wykorzystać coś, co lubi, żeby zrobić coś dobrego dla tych, którzy sami nie mogą zawalczyć o swoje życie.
17 sierpnia ruszy z Zakopanego. Każdego dnia na naszych social mediach będziemy pokazywać Wam jej trasę, a razem z nią historię kolejnego psiego patrona. Będziecie mogli obserwować, jak kolejne kilometry przybliżają ją do Helu i jednocześnie pomagają nam zbliżać się do celu zbiórki.
Ale Otylia nie chce przejechać tej drogi sama.
A Wy możecie do niej dołączyć. Rowerem na trasie. Możecie wspierać ją przez swoje Social Media. Wysłać jej film oznaczony #GoOti. Możecie kibicować, udostępniać, opowiadać o akcji znajomym albo dorzucić swoją cegiełkę do zbiórki.
Bo Otylia jedzie sama, ale nie chcemy, żeby była sama w tym wyzwaniu.
820 kilometrów. 7 dni. 7 psów. 82 000 zł.
To będzie droga pełna kilometrów, zmęczenia, emocji i psich historii.
Dołączcie do Otylii. Dołączcie do Mikropsów. Razem jedźmy po 800+ dla Mikropsów. ❤️🐾🚲
Dziękujemy, że jesteście z nami <3
#GoOti #800PlusDlaMikropsów #800DlaMikropsów #OtyliaJedzieDlaMikropsów #Mikropsy #ZakopaneHel #820kmDlaMikropsów
Trwa ładowanie...