“Trzecia Droga” – anatomia Tureckich wpływów w Afryce - Franciszek Kopczewski

Obrazek posta

Analizy dotyczące Afryki często pomijają najciekawszego gracza ostatnich dwóch dekad. Turcja, od wieków funkcjonująca na styku Europy i Azji, dziś otwiera trzeci kierunek swojej geopolitycznej ekspansji – Afrykę, budując własny model wpływów poza schematem zachodniego paternalizmu i chińskiej dyplomacji długu.

 

Jak to możliwe, że głęboki kryzys walutowy w Ankarze nie zdusił tych ambicji, lecz stał się głównym motorem ewakuacji prywatnego kapitału na kontynent?

 

Pomimo kryzysu w stolicy, prywatny biznes skutecznie wdziera się w głąb Afryki, coraz częściej wygrywając w rywalizacjach o najważniejsze przetargi z Chinami czy Europą. Dla zobrazowania skali tureckiego zaangażowania należy, spojrzeć na skumulowaną wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych, która w tureckim wykonaniu wzrosła z poziomu 100 milionów USD w 2003 roku do ponad 10 miliardów USD, czyniąc Ankarę kluczowym w skali kontynentu inwestorem. Bezpośredni handel na linii Afryka - Turcja zgodnie z projekcjami do 2026 roku osiągnął poziom około 45 miliardów dolarów.

 

Współpraca i inwestycje owocują się zwiększaniem lokalnych miejsc pracy, co w odróżnieniu od chińskiej metody ekstrakcji stanowi ogromny przeskok, bo w  odróżnieniu od Chińczyków tureckie spółki budują lokalny rynek pracy, pozostawiając po sobie nie tylko miejsca pracy, ale też umiejętności.

Sztandarowym przykładem współpracy jest Tosyali, firma, która realizuje w Algierii projekt o wartości 2,5 miliarda USD, którego celem jest zwiększenie produkcji stali o zawrotne 3 miliony ton rocznie. Turecki projekt wprowadził pierwszą na świecie instalację bezpośredniej redukcji żelaza, w stu procentach opartej na wodorze. Ponadto Tosyali buduje wokół kompleksów przemysłowych panele słoneczne; tym samym cały projekt oparty jest na odnawialnych i niskoemisyjnych źródłach energii.

 

Inwestycje nie dotyczą wyłącznie przemysłu ciężkiego, na przykład w egipskiej specjalnej strefie ekonomicznej tureckie spółki realizują 42 projekty tekstylne o wartości inwestycji przekraczającej 1,1 miliarda USD. Tureckie inwestycje cechują się wysokim, zachodnim standardem inżynieryjnym, opartym zazwyczaj o europejskie zaplecze technologiczne. Inwestorzy kładą nacisk na trwałość i jakość wykonywanych projektów, co przekłada się na budowę ich marki jako wiarygodnego partnera.

 

Stanowi to kontrast wobec chińskich projektów, których wytrzymałość pozostawia wiele wątpliwości. Kolejnym kontrastem wobec modelu chińskiego jest podejście do pracowników: podczas gdy Chińczycy tworzą z reguły zamknięte systemy pracownicze, ściągając własną siłę roboczą, tureccy inwestorzy stawiają na współpracę z lokalnymi podwykonawcami oraz zatrudnianie mieszkańców zapewniając im legalne miejsca pracy.

Tureccy inżynierowie stosują otwarte, proaktywne podejście do zatrudnionych. Podczas współpracy narzucają wspólny angielski język, tym samym eliminując wykluczanie i problemy komunikacyjne. Takie warunki to świadomy wybór, budujący zaufanie wśród elit kontynentu.

 

Kluczowym aspektem współpracy pozostaje transfer know-how; case study pozostaje projekt budowy kolei w Etiopii realizowanej przez firmę Yapi Merkezi, gdzie tureccy inżynierowie zaangażowali się i wyszkolili lokalnych pracowników, przygotowując ich do samodzielnego zarządzania powstającą infrastruktura.

Poprzez skuteczną realizację projektów w oparciu o wysokie standardy nie tylko inżynieryjne, ale również pracownicze, Turcja skutecznie buduje soft power trwałego i sprawdzonego partnera, tym samym zabezpieczając dalszą współpracę.

 

W dwustronnych relacjach z afrykańskimi stolicami ogromną przewagę ustanawiają linie Turkish Airlines, które latają do 60 miast, będąc globalnym liderem. To właśnie tak prosty kontakt stanowi podstawę stabilnych relacji biznesowych. Ponadto, Stambuł stał się głównym hubem przesiadkowym dla afrykańskiego biznesu.

 

Dywersyfikacja u wrót Sahary i Rogu Afryki

 

Jednym z kluczowych motorów napędowych tureckich inwestycji stanowi energetyka. Turcja, jako państwo w 76% zależne od importu surowców energetycznych, aktywnie poszukuje sposobów na dywersyfikację źródeł i poszukiwanie alternatywnych partnerów. Kluczowym ogniwem dla tureckiego projektu dywersyfikacji stała się Somalia. W 2024 roku, podpisano historyczne porozumienie o współpracy, zgodnie z którym państwowy koncern Turkish Petroleum Corporation uzyskał wyłączne prawo do poszukiwań i eksploatacji trzech bogatych w ropę i gaz obszarów. Zgodnie z badaniami geosejsmicznymi tereny posiadają rezerwuar zasobów gazu i ropy na poziomie 30 miliardów baryłek. W lutym 2026 roku Ankara przeszła do działania, wysyłając swoje dwa okręty sejsmiczne i wiertnicze, tym samym rozpoczynając pierwszą misję poza wodami terytorialnymi.

 

Turecka energetyka wspierana jest również przez reżim w Libii, gdzie Ankara w 2019 roku pomogła w starciu z zbuntowanym generałem Haftarem. W zamian za szeroko zakrojoną pomoc militarną zagwarantowała sobie wyłączne prawo do eksploatacji wód terytorialnych Libii jak i wschodniej części morza Śródziemnego. Ponadto, tureckie firmy importują z Libii produkty ropopochodne na poziomie ok. 400 mln USD rocznie.

 

Oprócz współpracy nastawionej na węglowodory, Turcja aktywnie rozwija własne aspiracje w dziedzinie energetyki jądrowej. Budowany we współpracy z Rosjanami kompleks atomowy w Akkuyu to tylko początek aspiracji. Aby uniezależnić się i zabezpieczyć paliwo dla własnych reaktorów, prezydent Erdogan włączył się w globalną rywalizację o afrykański uran: głównym celem stał się jeden z największych producentów uranu na świecie – Niger.

Gdy w 2024 roku Niger wycofał koncesje dla francuskich i kanadyjskich firm na wydobycie uranu, Ankara błyskawicznie wypełnia próżnię: dzięki błyskawicznej ofensywie dyplomatycznej przeprowadzonej przez szefów MSZ i wywiadu podpisano porozumienie, na mocy którego tureckie firmy uzyskały dostęp do ośrodków wydobywczych oraz prawo do dalszych poszukiwań uranu. W zamian Turcja zaangażowała się w regionalną walkę z terroryzmem, nawiązując współpracę wywiadowczą oraz wprowadzając własne siły PMC – SADAT, których jednym z zadań była ochrona kopalni.

 

Turcja, pomimo znacznego importu węglowodorów, paradoksalnie jest kluczowym eksporterem energii dla rozwijających się państw Afryki. Robi to poprzez statki-elektrownie firmy Karpowership, które wpinają się do sieci państw dostarczając im energię elektryczną. Tym samym wspiera słabiej rozwinięte państwa - sztandarowy przykład stanowi zapewnianie 100 procent zapotrzebowania na energię elektryczną w Gwinei Bissau czy 60 procent w Gambii. Łączna moc produkowana przez te statki na kontynencie oscyluje na poziomie 6000 MW.

 

Stalowe kotwice i morskie rygle. Anatomia dyplomacji budowlanej

 

Filarem tureckiej ekspansji w Afryce są projekty infrastrukturalne; zrealizowano bowiem 2000 projektów o łącznej wartości zbliżającej się do 100 miliardów USD. Wspomniana wcześniej firma Yapi Merkezi jest bezapelacyjnym liderem w budowie nowoczesnych linii kolejowych w standardzie SGR we wschodniej Afryce. Firma realizuje potężne projekty kolejowe w Ugandzie, Tanzanii czy Etiopii o łącznej długości 1875 kilometrów. Co ciekawe, w Ugandzie turecka firma wyparła chińską Harbour Enginering Company (CHEC) która przez osiem lat nie rozpoczęła planowanych prac. Tureckie przejęcie stanowi ogromny sygnał dla całego kontynentu, tym samym tworząc stabilną alternatywę dla współpracy z Chinami.

 

Firma Summa specjalizuje się w budowie infrastruktury o zastosowaniu cywilnym. Odpowiada za budowę międzynarodowego portu lotniczego w stolicy Nigru – Niamey; zarządza również senegalskim międzynarodowym lotniskiem Blaise Diagne. Oprócz infrastruktury lotniskowej, Summa wygrała przetarg na budowę budynku parlamentu w Gwinei Równikowej, oraz zrealizowała budowę 50-tysięcznego stadionu w Senegalu.

 

Projekty cywilne skupiają się na oddaniu pod klucz; tym samym państwa gospodarze często kontynuują współpracę przy ich konserwacji. Takie projekty i oparta na nich długoletnia współpraca stawiają strukturalne kotwice, dzięki którym przez wiele lat inwestorzy utrzymują wpływ wśród lokalnych władz.

Tureckie firmy biorą udział w przetargach o infrastrukturę morską, gdzie najcenniejszym łupem są somalijskie porty w Mogadiszu i Hobyo.

We współpracy z władzami w Mogadiszu i podziale zysków Turcja posiada wyłączną koncesję na operowanie i zarządzanie portem.

 

Kontrola nad portami wpisuje się w turecką doktrynę geopolityczną określaną mianem “Mavi Vatan” (Błękitna Ojczyzna). Doktryna opiera się na zapewnieniu kontroli nad krytycznymi szlakami handlowymi na Oceanie Indyjskim, w Zatoce Adeńskiej i na Morzu Czerwonym. Podczas gdy Chiny kontrolują port w Dżibuti, Turcja poprzez porty w Somalii panuje nad podejściem do cieśniny Bal al-Mandab. Poprzez kontrolę nad portem w Hobyo uzyskuje zdolność do zewnętrznego zaryglowania cieśniny od strony Oceanu Indyjskiego.

 

Paradoks liry: afrykański azyl dla korporacji

Strukturalna analiza tureckiej ekspansji w Afryce wymaga jednak zderzenia jej z brutalną rzeczywistością makroekonomiczną samej Turcji. Kraj ten od lat zmaga się z głębokim kryzysem; inflacja w 2024 roku sięgała poziomu 60 proc., lira ulega permanentnej deprecjacji, a budżet państwa został potężnie obciążony kosztami odbudowy po katastrofalnych trzęsieniach ziemi z 2023 roku (szacowanymi na blisko 10 proc. PKB). Te czynniki drastycznie ograniczyły zdolność tureckich instytucji publicznych do finansowania i kredytowania wielkich inwestycji zagranicznych.

Paradoksalnie jednak, ten sam kryzys makroekonomiczny stał się głównym katalizatorem dla tureckiego kapitału prywatnego. Restrykcyjna polityka monetarna w kraju, zamrożenie krajowej akcji kredytowej oraz państwowy przymus odsprzedaży 40 proc. wygenerowanych zysków dewizowych zmusiły tureckie globalne holdingi do ucieczki z toksycznego środowiska liry.

Przenoszenie fabryk i inwestycji do Afryki (jak gigantyczne kompleksy Tosyali w Algierii czy holding Hayat Kimya w Egipcie za 700 mln USD) to w istocie arbitraż geograficzny i walutowy. Turecki biznes stosuje hedging, lokując moce produkcyjne w afrykańskich strefach wolnocłowych i specjalnych strefach ekonomicznych (jak QIZ w Egipcie), aby generować zyski w stabilnej walucie poprzez bezcłowy eksport na rynki zachodnie. Afryka przestała być dla Turcji opcjonalnym kierunkiem dyplomatycznym, a stała się ekonomiczną tratwą ratunkową dla jej największych korporacji.

Problemy wewnętrznej gospodarki odbijają się na inwestycjach w Afryce. Aspiracje prywatnych firm zderzają się z niemożliwością uzyskania odpowiedniego kredytowania. Sytuacja wymusza stosowanie inżynierii finansowej, opartej na tworzeniu konsorcjów kredytowych z bankami zachodnioeuropejskimi. Pozwala to afrykańskim stolicom na dywersyfikację swoich kredytów, jednocześnie uniemożliwiając Turkom pełną niezależność od zewnętrznych partnerów. W przypadku, gdy afrykańskie państwa nie dysponują wystarczającymi rezerwami, finansowanie projektów zostaje rozciągnięte na wieloletnie umowy, między innymi w ramach opisanego wcześniej zarządzania obiektami.

Lekcje z Ankary: czego nad Wisłą nie rozumiemy o Afryce?

Niebagatelny sukces tureckiej “trzeciej drogi” w Afryce to podręcznik dla średnich mocarstw chcących powiększać tam swoje wpływy. Tymczasem Polska skrupulatnie wytraca możliwości inwestycyjne w Afryce, realizując fasadowe misje gospodarcze, których realna korzyść dla prywatnych inwestorów równa się zeru. Lekcje z Ankary dostarczają ogromu wiedzy, z której najwyższy czas zacząć czerpać nad Wisłą.  

Po pierwsze, turecki model obala mit braku wystarczającego kapitału w starciu z silniejszymi gospodarkami w Pekinie czy Paryżu. Turcja udowadnia, że to nie ilość pieniędzy, lecz ich elastyczność, proaktywność i wysoki standard inżynieryjny stanowią realny kapitał. Polskie firmy dorównują tureckiemu potencjałowi, jeśli czasem nawet go nie przewyższają; problem nie leży w naszej jakości, lecz w systemie wsparcia. Państwo powinno służyć jako polityczny lodołamacz, który oprócz pełnego wsparcia na miejscu ułatwia inwestorom współpracę w formie konsorcjum z zachodnimi bankami.

Po drugie, coraz większe znaczenie ma inkluzja. Afrykańskie stolice coraz częściej odrzucają zachodni model paternalizmu, jak i enklawowy model chiński, wybierając partnerów pokroju Turcji, zaangażowanych i proaktywnych. Polska poprzez brak przeszłości kolonialnej ma czystą kartę, którą śladem tureckim może wykorzystać poprzez transfer know-how, lokalną produkcję i realne partnerstwo. Wymaga to bardziej podmiotowego patrzenia na cały kontynent, przy porzuceniu postrzegania Afryki jako wyłącznie rynku zbytu dla gotowych produktów.

Polska pasywność na pozaeuropejskich obszarach rywalizacji ekonomicznej jest dobrowolnym skazywaniem się na rolę peryferium. Jeśli Warszawa nie nauczy się wchodzić w strukturalne próżnie pozostawiane przez silniejszych, pozostanie jedynie podwykonawcą.

🫵 Jeżeli dotarłeś/aś do tego momentu, wypełnij krótką ankietę poniżej i zostaw komentarz ze swoją refleksjąChcemy poznać Twoją perspektywę 💬

Ankieta

Czy artykuł był dla Ciebie ciekawy?

Możesz wybrać 1 odpowiedź

Zaloguj się, aby móc oddać głos

Zobacz również

Szczyt NATO w cieniu presji USA i ambicji Turcji - Eugeniusz Romer
Pogłębiający się kryzys paliwowy w Rosji: dlaczego Białoruś i Kazachstan nie są w stani...
AfD przygotowuje się do sprawowania władzy - Patrycja Tepper

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...