Dzienniki hurtownika zdarzeń (1). O walce naszej którą toczymy na plastikowe widelce zajumane z baru mlecznego.

Obrazek posta

Pomyślałem, że wiele się dzieje, a mój pęd do pisania szuka nowych dróg ujścia. Z różnych powodów, nie prowadzę otwarte dziennika, który miąłby pewne cechy notatek stricte osobistych. Publicystyka, bieżące komentowanie świata, literatury, grzebanie za historiami - to wszystko prawda, to mnie zajmuje. Do tego prowadzone wytrwale na dwa fronty notatki ukraińskie - jedne to te które piszę na bieżące, a te drugie to te, które wygrzebuję z przeszłości, kreślę, redaguję i podaję do wtórnej lektury Wam , tutaj albo czytelnikom Magazynu Suburbia. Pomyślałem, że wiele się dzieje i warto temu dawać też wyraz, aczkolwiek niech to będzie dostępne tylko dla tej garści osób, które tak trwale chcą wspierać moje pisanie i moje z wami tutaj bycie. Stąd ten dziwny dziennik. Ani on prywatny, ani on publiczny. Jak to u mnie. Zawsze coś pomiędzy.

Post dostępny tylko dla Patronów

Aby zobaczyć ten materiał musisz być zalogowany

Zostań Patronem Zaloguj się

Zobacz również

Czwarta czerwona linia. Dzień 196. Malcziki
Nowy wiersz.
Dzienniki hurtownika zdarzeń (2). Emerytowany Księgowy na Rowerze Strikes Back.