𝔈𝔭𝔦𝔰𝔱𝔬ł𝔞 𝔡𝔬 𝔚𝔦𝔢𝔯𝔫𝔶𝔠𝔥 𝔗𝔬𝔴𝔞𝔯𝔷𝔶𝔰𝔷𝔶
𝔐𝔬𝔦 𝔑𝔞𝔧𝔡𝔯𝔬𝔷𝔰𝔦 𝔐𝔦𝔢𝔰𝔷𝔨𝔞𝔫𝔠𝔶 𝔎𝔯𝔬𝔩𝔢𝔰𝔱𝔴𝔞 𝔅𝔯𝔲𝔡𝔫𝔢𝔧 ℌ𝔦𝔰𝔱𝔬𝔯𝔦𝔦,
oto minął pełny obrót słońca, odkąd otworzyliśmy wrota tego osobliwego przybytku, w którym kurz dawnych wieków pachnie bardziej kusząco niż najdroższe kadzidła, a prawda skryta pod warstwami mitów okazuje się piękniejsza od niejednej legendy, choć wciąż brudna, lepka i często obrzydliwa.
Przyznaję bez wstydu, że nie raz wydawało mi się, iż atrament w kałamarzu wyschnie szybciej niż zdołam spisać kolejną opowieść. Bywały dni, gdy zamiast do podcastowego pulpitu zasiadałam nad księgami, rycinami i źródłami, przygotowując wykłady tak wymagające, że pochłaniały każdą wolną godzinę. Bywały tygodnie, gdy moje milczenie było dłuższe, niż sama bym sobie wybaczyła.
A jednak Wy pozostawaliście.
Jedni od pierwszego dnia, niczym wierni towarzysze wyprawy, którzy nie opuszczają statku nawet podczas sztormu. Inni dołączyli później, jak wędrowcy, którzy przypadkiem odnaleźli światło w oknie karczmy i postanowili zostać na dłużej. Byli i tacy, którzy ruszyli dalej własną drogą, i za wspólnie przebyty odcinek również jestem wdzięczna. Każdy z Was pozostawił ślad na tej mapie.
Szczególnie jednak pragnę skłonić głowę przed tymi, którzy zostali mimo ciszy. Mimo przerw. Mimo tego, że nie zawsze mogłam oddać Wam tyle czasu, ile pragnęłam. Widzieliście bowiem nie tylko podcast. Widzieliście wszystkie moje szalone przedsięwzięcia: filmy, godziny spędzone nad źródłami, wykłady, które rodziły się w bólach niczym średniowieczne iluminowane kodeksy. Dostrzegaliście nie jedynie to, co już powstało, lecz także to, co dopiero miało się narodzić.
To niezwykły dar – być obdarzoną zaufaniem, zanim dzieło zostanie ukończone.
Czasem myślę, że historia przypomina stare zamczysko. Zwiedzający oglądają najczęściej pięknie odrestaurowane komnaty, lecz niewielu schodzi do wilgotnych piwnic, gdzie czuć pleśń, wosk, kurz i ciężką pracę ludzi, którzy przez stulecia podtrzymywali jego mury. Wy jesteście właśnie tymi, którzy zeszli ze mną do tych piwnic. Nie odstraszył Was zapach stęchlizny ani mozół odkrywania tego, co ukryte pod kolejnymi warstwami czasu.
Jeśli więc kiedyś kronikarz przyszłych wieków zechce opisać początki Brudnej Historii, niech zapisze złotym atramentem, że nie była to opowieść jednej kobiety. Była to historia ludzi ciekawych świata, cierpliwych i odważnych, gotowych wspierać projekt, który dopiero rozpościerał skrzydła.
Nie wiem, dokąd zaprowadzi nas kolejny rok. Wiem jedynie, że w moim kufrze wciąż leżą setki nieopowiedzianych historii, tysiące stron czekających na przeczytanie i niezliczone sekrety dawnych wieków, które tylko czekają, aż wspólnie uchylimy ich drzwi.
Dziękuję Wam za cierpliwość. Za zaufanie. Za obecność.
A nade wszystko za to, że przez ten rok nie pozwoliliście zgasnąć świecy, przy której mogłam nadal przepisywać dla Was kroniki tego wszystkiego, co piękne, dziwne, nieprzyzwoite i zapomniane.
Z najgłębszą wdzięcznością,
𝔎𝔞𝔯𝔪𝔢𝔫
𝔇𝔦𝔯𝔱𝔶 ℌ𝔦𝔰𝔱𝔬𝔯𝔶
𝔭𝔞𝔫𝔦𝔨𝔞𝔯𝔞𝔟𝔬𝔰𝔨𝔞
Trwa ładowanie...