Zniknąłem z prywatnego IG (i dlaczego apki blokujące na mnie nie działały)

Obrazek posta

Cześć!

Z tej strony Mateusz. Dziś chcę Wam krótko i szczerze napisać, co u mnie słychać, bo ostatnio podjąłem decyzję, która chodziła za mną od dłuższego czasu: zdezaktywowałem swojego prywatnego Instagrama. Nasze kanały i cała społeczność tutaj zostają oczywiście bez zmian, ale poczułem, że z moim prywatnym czasem w sieci musiałem wreszcie zrobić porządek.

Złapałem się na tym, że czas zaczął mi po prostu uciekać przez palce...

I to nie tak, że wchodziłem tam po coś konkretnego. Po prostu w każdej wolnej mikro-sekundzie dnia ręka sama sięgała po telefon. Próbowałem już chyba wszystkiego: nakładałem limity na aplikacje, wyciszałem powiadomienia, instalowałem specjalne blokery.

I wiecie co? Nic z tego nie działało. Mój mózg okazał się absolutnym mistrzem w oszukiwaniu samego siebie. Gdy pojawiała się blokada, w sekundy znajdowałem obejście: wchodziłem przez przeglądarkę, zmieniałem ustawienia albo po prostu wmawiałem sobie, że „przecież muszę coś sprawdzić do pracy” albo „należy mi się chwila przerwy”. Prawda jest taka, że jeśli polegamy tylko na silnej woli i aplikacjach, własna głowa i tak z nami wygra, bo zawsze znajdzie wymówkę, żeby dostać kolejną dawkę dopaminy.

W końcu zrozumiałem, że jedynym wyjściem jest całkowite odcięcie źródła. Zresztą to, co robi z nami ciągły strumień bodźców z social mediów, to nie jest tylko kwestia braku dyscypliny. Zrezygnowanie z tego zaczęło się u mnie od prostej obserwacji, jak fatalnie to na mnie wpływa.

Badania psychologiczne od lat trąbią przecież o tym, jak algorytmy destrukcyjnie działają na naszą zdolność do głębokiej koncentracji, masakrują jakość snu i wprowadzają nas w stan ciągłego poddenerwowania. Kiedy zasilamy mózg ciągłą stymulacją przed snem albo w trakcie dnia, przestajemy po prostu regenerować pamięć i układ nerwowy.

Po wyłączeniu konta (mimo, że dopiero kilka dni) nagle odzyskałem mnóstwo przestrzeni w głowie i czasu, który wcześniej bezmyślnie przeciekał mi przez palce. Zamiast ciągłej dekoncentracji i śledzenia cudzego życia, mam wreszcie spokój i czas na normalne czytanie, pracę bez rozpraszaczy czy chociażby zwykłe nudzenie się, którego bardzo mi brakowało.

Ciekaw jestem, czy Wy też macie czasem to uczucie, że własny mózg kombinuje jak ominąć nakładane na samego siebie zakazy? Dajcie znać, jak to u Was wygląda!

A na koniec ogromne podziękowania dla Was za wsparcie i tworzenie Tutaj Podcast z nami!

Trzymajcie się ciepło,
Mateusz

Zobacz również

Letni odcinek specjalny dla Patronów i Patronek
Letnie podziękowania dla Patronów i Patronek
Lipcowy odcinek specjalny

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...