Opowieści z katakumb, Hilma af Klint i wróżki o zakazanych mordach | Smaczki | Lato 2026
Nie oszukujmy się, dałam plamę. Miałam pisać co miesiąc, a od kwietnia smaczki wpadły w kryzys egzystencjalny, w tej stodole hulał wiatr, wielkie kłęby chaszczy turlały się przez naszą machlojską ulicę. Jeśli ciągle tu jesteś, moja cudowna, piernikowo-marcepanowa istotko, to chcę tylko powiedzieć, że bardzo dziękuję za twoje zaufanie!
Możliwe, że z jakiegoś powodu zdecydowałaś się zrezygnować z aktywnego matroństwa, ale i tak pozwalam sobie wysłać Ci te oto letnie smaczki w nieco zmienionej formie. Mam nadzieję, że ta jakoś lepiej się przyklei i wrócimy do regularnych comiesięcznych ploteczek.
Uwaga, próbuję w nowej formie:
Tego lata odkryłam…
-
Że znów zwracam oczy w stronę Hilmy af Klint. Nic dziwnego, bo potężne abstrakcje szwedzkiej medium przyciągają tłumy, gdzie się nie pojawią; chwilowo osiadły w paryskim Grand Palais, (wystawa trwa do 30 sierpnia) i chociaż odwiedziłam Hilmę w tygodniu, to i tak była to jedna z bardziej tłocznych wystaw mojego życia. Najbardziej wzruszył mnie cykl ze świętym Jerzym, kosmicznym, jak na jakiejś planetce z DragonBalla, w płonącym sercu i z wniesionym mieczem, same zobaczcie:
Jeśli też masz ochotę na Hilmę, ale bardziej po drodze Ci do Irlandii, to w Dublinie szykuje się jej kolejna wystawa. A jeśli najbardziej Ci po drodze do odkrywania af Klint na własnej kanapie, to dzielne wydawnictwo Smak Słowa już zbiera pierwsze zamówienia na polskie wydanie jej wspaniałej biografii autorstwa Julii Voss (żadna to sponsorowana polecajka, po prostu jestem zachycona, że ten tytuł ukaże się po polsku!) -
Że chyba lubię prowadzić webinary. Odkryłam to przy okazji rozmowy o Taylor Swift – jej fenomenie, popkulturze, feminizmie, inspiracjach, i całej masie innych rzeczy – którą przeprowadziłyśmy ze wspaniałą Sonią Kiszą z Histerii Sztuki. Strasznie się stresowałam przed, nie zdarza mi się mówienie do grup, jestem jedną z tych osób, dla których większe spotkania to wystarczający powód, żeby na przykład rzucić pracę (true story), a było wspaniale. Przyszło Was ponad 30. Jeśli nie miałaś okazji być na żywo, to nagranie jest ciągle dostępne TUTAJ. Hasło Hatersgonnahate1, webinar zniknie po 28.08. A, i zrobiłam też playlistę, zawsze zapominam!
-
Że trucizny ciągle mają nade mną dość zaskakującą władzę. Kiedy pierwszy raz, lata temu, natrafiłam na trop paryskiej afery trucicielskiej, troszkę oczekiwałam, że ta fascynacja mi przejdzie. Nie przepadam za terminami typu guilty pleasure, uważam, że jeśli coś sprawia nam przyjemność i nie robi nikomu krzywdy, to, na bogę, po co się biczować za własne gusta, ale… Historie o truciznach to moje mimowolnie-guilty pleasure. Jest we mnie jakaś wewnętrzna snobka, która uważa, że lepiej byłoby zająć się czymś wyższych lotów, sztuką, historią, może naukowczyniami, uciskanymi społecznościami, a nie oddawać się rozkoszom true crime, nawet jeśli jest to true crime uróżowane i obleczone w koronkę. Ale nic na to nie poradzę, trucicielskie historie mnie interesują i po aqua tofana i przyszedł czas na sprawę markizy de Brinvilliers, a następnie, mam nadzieję, że już niedługo, porozmawiamy o truciznach w Wersalu. Matroński odcinek podcastu jest oczywiście dostępny na Spotify i w aplikacji Patronite Audio.
-
Że istnieje Sandra Lazzarini. W Brukseli miałam okazję zobaczyć niedawno wystawę Picture Perfect, o urodzie i cielesnościach w erze social media, AI i medycyny estetycznej. Było tam mnóstwo wspaniałości, z których fotografie Lazzarini, pokazujące ciała prawdziwe, stare, owłosione, z niedoskonałościami, zmarszczkami i cellulitem, w sposób głęboko zmysłowy, zakrawający może nawet i o camp, z kwiatem, brokatem i fikuśną bielizną – to jest sztuka jak skrojona pode mnie. Zresztą, znów: pokazuję.
-
Że horror w środku lata może smakować przepysznie. Uwielbiam horrory, chociaż jestem z natury ogromnie strachliwa, potrzebuję do oglądania zarówno towarzystwa, jak i wolnych rąk do zakrywania oczu. Przeważnie oglądam je zimą, wiadomo, ale ostatnio, chyba z czystej jesieniarskiej desperacji spowodowanej kolejną w tym roku falą upałów, odpaliłam sobie film Hokum. Obejrzałam, przynajmniej tyle, ile widziałam przez palce, z dziką przyjemnością. Film serwuje nam klasyczne combo nawiedzonego hotelu, rozpijaczonego pisarza z demonami, lokalnej wiedźmy, wszystko dzieje się w zawsze cudnej Irlandii, gdzie folklor i bandyckie wróżki straszą pod każdym kamieniem.
-
Że chyba czas wyrobić paszport. Mój poprzedni wygasł kilka miesięcy temu, a ponieważ nie jestem jakąś wielką globtrotterką, to nawet nie zauważyłam. Ale, niestety, żyjemy erze post-Brexitu i jeśli dana osóbka chciałaby sobie pojechać na wystawę Richarda Dadd’a, to bez paszportu ani rusz. A jest to moim wielkim marzeniem, bo Richard Dadd – malarz wróżek, elfów i gnomów, ale nie takich disneyowskich, tylko prawdziwych, brytyjskich, mrocznych i gotowych w każdej chwili porwać cię do ich odwróconego świata, gdzie ludzki czas nie ma znaczenia – Richard Dadd to jest przypadek absolutnie machlojski. Wspaniały artysta, który spędził ponad 40 lat życia w zakładach psychiatrycznych, po tym, jak w napadzie psychozy zamordował swojego ojca. Bardzo chciałabym zobaczyć tą wystwę na żywo, jeśli Tobie się uda, to skręcę się z zazdrości!
-
Że moje wycieczkowe plany robią się tylko dziwniejsze i dziwniejsze. Po niedawnych wakacjach na Sycylii i wizycie w katakumbach w Palermo – gdzie prawie dwa tysiące mumii, w pełnym rynsztunku, wyprostowane, patrzy na ciebie ze spokojną ciekawością, jakbyś była którymś z mniej interesujących zwierzątek w zoo – rozpalił się we mnie jakiś cmentarno-katakumbiczny ogień. W najbliższym czasie nie uda mi się pewnie dotrzeć na Ischię, gdzie klaryski dysponowały nawet specjalnym pomieszczeniem zwanym putridarium do suszenia ciał zmarłych sióstr, ale paryskie katakumby planuję zaliczyć jeszcze w tym roku. Mam też na liście wizytę u Marii Magdaleny, a raczej jej fragmentów, w Prowansji. Kto wie, może w następnej pocztówkowej paczce znajdą się dewocjonalia z Marią Magdaleną...?
-
A skoro o pocztówkowej akcji mowa, to kolejną planuję na październik. Będę wtedy w Polsce, z odnowionymi pocztówkowymi zasobami, i już się cieszę na pisanie do Was liścików. Z powodów budżetowych akcja znów będzie niestety ograniczona do osób na progach 24 i więcej, mam nadzieję, że rozumiecie ✨
Uściski,
Zuzia
Trwa ładowanie...