Odpoczynek, dom i lek na brak namiętności
Odpoczynek, dom i lek na brak namiętności
https://open.spotify.com/episode/2Pj2sjPIAGFpXiVf35NgiQ
Skończyły się wakacje i wszyscy rzucili się do pracy, a dokładniej: wpadli w przepracowanie, które jest tak immanentną cechą współczesnej kultury, że w niemal każdej dziedzinie życia nastawieni jesteśmy na produktywność i maksymalizację efektów. Tymczasem „człowiek nie jest maszyną, nawet jeśli kapitalizm uporczywie próbuje go do tego sprowadzić”. Chyba musimy nauczyć się odpoczywać naprawdę (nie po to, by zaliczyć nowe wrażenia na wakacjach) O kulturze przepracowania świetnie pisze Mona Chollet w książce „Nie dać się poczuciu winy”. Czy wiecie, że wg niej wygląda na to, że współczesna ludzka fascynacja kotami ma silny związek z tym, że one po prostu są: wspaniałe i całkowicie nieprzydatne, a poczucie winy jest im uczuciem nieznanym?
W Sztokholmie powstało właśnie pierwsze w Szwecji „centrum regulacji układu nerwowego” czyli odpoczynku, jeśli takie centrum powstaje w kraju, w którym cztery tygodnie urlopu latem to norma, to coś jest na rzeczy, kapitalizm odebrał nam naturalną zdolność odpoczywania.
Dla wielu ludzi odpoczynkiem może być dom, ale czym on w ogóle jest? Na to pytanie odpowiedziało wiele Patronek i Patronów Morza możliwości, w tym odcinku posłuchacie ich przemyśleń.
A w „Księdze duchów” Siri Hustvedt pisze o domu tak: „W tym domu wołaliśmy do siebie z różnych pięter; w zielonych fotelach w salonie czytaliśmy na głos rękopisy – on moje, a ja jego; siedzieliśmy w ogrodzie, a ja wskazywałam rozwijające się tulipany lub róże w szczycie kwitnienia, bo obawiałam się, że zapomni spojrzeć i przeoczy ten moment. Róże kwitną teraz bez niego.” Ta książka napisana po śmierci męża Paula Austera jest nierówna, chwilami świetna i przejmująca, chwilami przydałby się jej… redaktor. Za to genialnym filmem, którego nie wolno przegapić jest dokument o Siri Hustvedt (w którym pojawia się też Paul Auster) „Dance Around the Self”. Bardzo Wam go polecam!
A poza tym, jeśli ktoś jeszcze nie zobaczył wspaniałej komedii (czy tragikomedii?) Olivii Wilde „Zaproszenie”, to czas biec do kina. To kameralne, zbudowane na dialogu i doskonałej grze aktorskiej kino, jakie kocham. Opowieść o tym, jak bardzo może nie działać niby dobre małżeństwo i co z tym ewentualnie zrobić - jednoznacznego przepisu jednak brak. Film ten może budzić niepokój w kraju, w którym za długie pożycie małżeńskie można otrzymać odznaczenie prezydenta (moi szwedzcy znajomi są w szoku, że tak jest), ale jest naprawdę mądry, zabawny i nie do przegapienia. A w dialogach słychać - zwłaszcza w słowach Piny granej przez Penelope Cruz - wiele myśli uwielbianej w Polsce Esther Perel, która była konsultantką filmu.
Trwa ładowanie...