Pstryk. I nie ma.

Obrazek posta

Jeden pstryk palcami i nagle uświadamiasz sobie, że minęły dwadzieścia dwa lata. Dwie dekady z okładem, w trakcie których zdążyłeś zmienić pracę trzy razy, wyremontować mieszkanie, wyhodować brzuszek, a ten facet wciąż tam był - z tym swoim szczerbatym uśmiechem, przyciemnioną szybką w kasku i strzałem z jednego kolana, który rozrywał bramki od Waszyngtonu po Los Angeles.

Owieczkin ogłosił, że to jego ostatni sezon. Dziewięćset dwadzieścia dziewięć goli na liczniku, rekord Gretzky’ego dawno w kieszeni, 41 lat na karku i chłodna decyzja podjęta przy rodzinnym stole: wystarczy. Koniec przedstawienia.

Powiem Wam jedno: strasznie nie lubię tych momentów, kiedy sport brutalnie przypomina mi o liczniku kilometrów, który tyka każdemu z nas. Bo tu wcale nie chodzi tylko o hokej. Chodzi o ten specyficzny rodzaj nostalgii, kiedy uświadamiasz sobie, że definitywnie zamyka się jakiś etap Twojego własnego życia. Kiedy Ovi wchodził do ligi, miałem w głowie marzenia o podboju świata i święte przekonanie, że młodość to stan permanentny. Dzisiaj on zbiera sprzęt do torby po raz ostatni, a ja łapię się na tym, że po sobotnich meczach w tenisa zaczyna boleć mnie w krzyżu.

Alex zrobił to jednak w swoim stylu - z klasą i idealnie w tempo. Wyłożył karty na stół tuż przed meczem z Penguins (co za scenariusz, znowu Crosby na drodze, jak na początku tej drogi). Rzucił chłopakom w szatni proste: „Jest smutno, ale jest jak jest. Wchodzimy do play-offów, bawimy się i łapiemy chwile, bo czas przecieka przez palce”.

I to jest chyba najważniejszy komunikat na ten sezon, nie tylko dla szatni w Waszyngtonie.

Rzadko dostajemy od losu luksus wiedzy, że coś wydarza się po raz ostatni. Zazwyczaj dobre rzeczy kończą się po cichu, bez zapowiedzi, a my uświadamiamy sobie ich wartość dopiero po fakcie. Tego roku dostaliśmy od Owieczkina prezent: piękny, długi bis. Ostatni taniec gościa, który zdefiniował całą hokejową epokę.

Więc niezależnie od tego, czy zarywacie nocki na mecze NHL, czy hokej kojarzy Wam się wyłącznie z zimowymi igrzyskami - doceniajcie te momenty. Cieszcie się tą grą, tą kawą wypitą rano w spokoju, tym spotkaniem ze znajomymi. Bo zanim się obejrzycie, ktoś pstryknie palcami i powie: „Ok, to by było na tyle”.

A my w tym sezonie po prostu usiądźmy wygodnie, otwórzmy coś zimnego i cieszmy się widokiem. Drugiego takiego szczerbatego gościa z numerem 8 już nie będzie.

Zobacz również

Co robić, gdy pierwszy dzień w nowej pracy idzie kompletnie nie tak?
Lider odszedł, świat się zawalił? No to patrzcie na to.
Dwa tygodnie temu nikt go nie chciał. Dziś zależy od niego wszystko.

Komentarze (2)

Trwa ładowanie...