Fragment „Szkoły Życia” — zanim trafi do korekty 📖

Obrazek posta

Obiecaliśmy, że pokażemy Wam, co czeka na korektę — więc oto jest!

„Szkoła Życia” to druga część naszej serii kryminalnej „Sposób na nudę”. Pierwszą — „Ucieczkę” — część z Was już zna. 

Marek, jak zwykle pełen inicjatywy, zaproponował, by zrobić sztuczną zasłonę. – trzeba ich odciągnąć – Szepnął do chłopaków. – Krzysiek z Bartkiem zajmą ich uwagę, a ja w tym czasie otworzę właz.
– Proste – mruknął Bartek, choć w jego głosie słychać było nerwowość. 
Tylko, że w praktyce zawsze coś się sypie. Krzysiek i Bartek szybko wymyślili strategię odwracania uwagi nauczycielki: zaczęli robić hałas przy stolikach, udawali, że szukają przyborów i notatek, pytali głosem nieco za głośnym, żeby pani Sowa podniosła brwi i ruszyła w ich stronę.
– Proszę pani! – krzysiek rzucił we mnie papierem.
– To nie ja, proszę pani, on kłamie! – odparł szybko, starając się nie tracić zimnej krwi.
– Proszę o ciszę, dzieci, nie mam czasu na wasze zabawy. Dziś mamy bardzo ważną lekcję – odparo-wała fizyczka, zaczynając pisać coś na tablicy, nie zwracając uwagi na zaczepki.
– Ale naprawdę, on we mnie rzuca! – krzysiek nie dawał za wygraną, a ja czułem, że atmosfera w kla-sie robi się coraz bardziej napięta.
W tym momencie Andrzej, który siedział z tyłu za Bartkiem, wziął zamach i rzucił papierową kulką w stronę pani. Nie miał zamiaru jej trafić – chciał jedynie, żeby zauważyła lecący przedmiot. Niestety, w tym samym momencie Pani Sowa przesunęła się w bok i kulka uderzyła ją w spódnicę.
– Kto to zrobił? – krzyknęła, odwracając się gwałtownie.
Podeszła w stronę końca sali, tam, skąd dochodziły wcześniejsze oskarżenia, i zatrzymała się naprze-ciw Roberta Turkiewicza, który był kompletnie niewinny. Rozmawiał akurat z kolegą i wcale nie wie-dział o planie chłopaków z tyłu.
– Masz mi coś do powiedzenia, chłopcze? – zapytała fizyczka surowym tonem.
– Ja? Ale że co? Ja tylko chciałem się coś zapytać – odpowiedział Robert, wyraźnie zdezorientowany.
– Podnosi się rękę, jeśli chce się o coś zapytać, a nie rzuca papierami! – pani Sowa zmarszczyła brwi, patrząc groźnie, jakby chciała dodać sobie i tak groźnej miny.
– Ja naprawdę nie rzucałem! – krzyknął chłopiec.
– Już ja ci pokażę. Do dyrektora. Natychmiast! –  nie wytrzymała i krzyknęła, wskazując drzwi.
Biedny Robert wyszedł z nauczycielką posłusznie z sali, a w klasie zapadła cisza. Ale chłopcy przygo-towani na tę okoliczność natychmiast podskoczyli do włazu, który krył się z tyłu Sali przy regale.
– Śrubokręt! szybko! – krzyknął Marek, wyciągając rękę
– Ciągnij za, trzymasz? – zawołał Jędrek do Marka.
Bartek włożył palce w szczelinę pokrywy, chwytając jej krawędzie i podnosząc powoli, ostrożnie, by nie przycięło mu palców. Wszyscy wstrzymali oddech.
– Udało się! – wyszeptał Marek, gdy metalowa pokrywa w końcu drgnęła i lekko się uniosła.

To jeszcze wersja przed korektą — i właśnie na profesjonalną korektę zbieramy teraz 300 zł mie-sięcznie.

Jak myślicie, co wydarzy się dalej? Napiszcie w komentarzu! 🕵️

Kolejne fragmenty i wiersze patroni od progu Czytelnik (25 zł) czytają przed wszystkimi innymi. ❤️
 

Zobacz również

Zaczynamy pisać tę historię razem! ❤️
Jak pachnie lawenda?

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...