Pożar w komorze silnika, kradzież najazdu i test stacji zasilania 1548 Wh
Pół godziny przed celem zobaczyłem ogień. A miało być już spokojniej
Cześć!
Na stromym podjeździe samochody zaczęły mrugać do mnie światłami. Spojrzałem w lusterko -nic. Dopiero kamera cofania pokazała, co dzieje się z tyłu autobusu.
Dym i ogień w komorze silnika. Do celu jakieś 30 minut.
Jeszcze chwilę wcześniej myślałem, że wszystko zaczyna się układać. Od wyjazdu z Polski przejechaliśmy prawie 5000 kilometrów. Autobus spisywał się dobrze. Jechałem do miejsca, w którym miałem popracować, odrobić ostatnie finansowe wtopy i trochę odpocząć od ciągłego ogarniania niespodzianek.
Mimo problemu, który dopadł nas przed wyjazdem, czułem spokój. Satysfakcję z tego, jak żyję. Miałem poczucie, że jestem tam, gdzie powinienem.
A potem zobaczyłem obraz z kamery.
Najpierw był prezent i zwykłe życie w kamperze
Cała historia zaczęła się dużo spokojniej. Otwierałem paczkę z prezentem od Mikołaja: stację zasilania o pojemności 1548 Wh, z akumulatorem LiFePO4 i mocą ciągłą około 1500 W.
Wygląda naprawdę dobrze. Chyba najlepiej ze wszystkich stacji, które dotąd miałem. W transporcie wypięła się klapka, ale poza tym pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne.
Nie zdążyłem jeszcze zrobić właściwego testu, a sprzęt już pracował. Najpierw odkurzanie Volvo kolegi po wożeniu psów, później całego kampera. Po tej akcji na ekranie zostało 78% baterii. Sierść, jak zwykle, broniła swoich pozycji.
Następnie sąsiad oddał nam około 300 litrów wody. Pompa pobierała niecałe 600 W, a przepompowanie wszystkiego zajęło prawie godzinę. Stacja poradziła sobie bez problemu.
W autobusie mam własną instalację, ale gniazdka na zewnątrz już nie. I właśnie tam takie przenośne zasilanie okazało się wygodne.
Podłączyłem do niej autobus
Odłączyłem główny bank energii i fotowoltaikę. Chciałem sprawdzić stację na urządzeniach, których naprawdę używam.
W chwili pomiaru autobus pobierał około 444 W, z oświetleniem salonu około 470 W. Czajnik o mocy 1000 W podniósł całość w okolice limitu stacji. Woda się zagotowała.
Przy większym obciążeniu, zwiększanym ładowarką do akumulatorów rozruchowych, stacja odcinała wyjście po przekroczeniu około 1500 W. Deklarowane 3000 W mocy szczytowej nie jest mocą do ciągłej pracy — i ten test dobrze to pokazał.
Przy poborze około 1000–1050 W po godzinie miałem na ekranie 43%, a po godzinie i kwadransie 29%. Po półtorej godziny stacja nadal pracowała. Nie mam nagranego momentu jej wyłączenia, więc pełnego czasu rozładowania nie będę zgadywał.
Dwie rzeczy mi się nie spodobały: wyraźnie słyszalny wentylator i prognoza czasu pracy. Przy około 430 W ekran pokazywał 11 godzin. Z nominalnej pojemności wychodzi około 3,6 godziny jeszcze przed stratami, więc temu wskazaniu trudno ufać.
Pożegnanie Malagi i znikający najazd
Przed wyjazdem zdążyliśmy jeszcze zobaczyć finał karnawału. Przez Malagę wieziono ogromną rybę, którą później spalono na plaży La Malagueta.
Sam transport też miał swoją fabułę. Najpierw problem na zakręcie i ręczne przestawianie platformy. Potem most, pod którym ryba się nie zmieściła. Trzeba było częściowo ją rozebrać i złożyć po drugiej stronie. Na plaży zajęła się ogniem już po zachodzie słońca, pod nadzorem strażaków.
To było nasze pożegnanie z miastem. Następnego dnia pakowanie i wyjazd do pracy.
Wyszedłem sprawdzić załadunek motocykla i okazało się, że ktoś ukradł nam najazd. Została drabina, która uginała się już pode mną. Motocykl waży około 220 kilogramów, więc taki załadunek odpadał.
Kawałek aluminium za może 200 złotych wystarczył, żeby rozwalić plan wyjazdu. Pojechaliśmy na dwa razy: najpierw autobus, po motocykl mieliśmy wrócić później.
Wtedy nie widziałem w tym żadnego plusa.
Gaśnica była najważniejszą rzeczą na pokładzie
Po zobaczeniu ognia zatrzymałem autobus i wyłączyłem silnik. W komorze nadal się paliło. Wyciągnąłem gaśnicę proszkową i zacząłem gasić.
Po pierwszym użyciu zobaczyłem, że z lewej strony jeszcze się tli. Użyłem gaśnicy drugi raz.
Wszędzie było dużo oleju. Z pierwszych oględzin wynikało, że przetarł się przewód układu napędu wentylatora. Olej trafiał na gorący silnik, a ogień uszkodził też przewód paliwowy.
Na szczęście nie było widać rozległych zniszczeń większych elementów. Udało się szybko zareagować. Pomogły ostrzeżenia kierowców, obraz z kamery i to, że gaśnica była dostępna.
Motocykl został w Maladze. Kradzież najazdu nadal była kradzieżą, ale przynajmniej nie miałem go na pokładzie podczas pożaru.
Test stacji dostał nieplanowaną dogrywkę
Rozłożyłem narzędzia i organizowałem pomoc. Kolega miał przyjechać na miejsce. Zależało mi, żeby uniknąć lawety — przy autobusie to zupełnie inna skala kosztów niż przy osobówce.
Do oczyszczenia komory po gaszeniu potrzebny był kompresor. A do kompresora prąd.
Podłączyłem go do stacji, którą chwilę wcześniej testowałem. Trudno o bardziej niespodziewane zakończenie testu sprzętu do kampera.
Podczas próby uruchomienia nadal było widać wyciek. Nie chciałem ryzykować kolejnego zapłonu. Na tym etapie dalsza jazda w takim stanie nie wchodziła dla mnie w grę.
Kiedy autobus był już bezpiecznie zaparkowany przy stacji benzynowej, wróciliśmy jeszcze po motocykl do Malagi. Cały dzień skończył się około pierwszej w nocy.
To też jest życie w drodze
Chcę tu zostawiać również takie historie, bo są częścią tego samego życia, które pokazuję w filmach. Zachód słońca w górach i satysfakcja z podróży były prawdziwe. Kradzież najazdu, olej w komorze silnika i organizowanie pomocy też.
Kilka minut wcześniej miałem poczucie, że wszystko idzie dobrze. Pożar nie unieważnia tego, co wtedy czułem. Pokazuje za to, jak szybko w podróży trzeba przejść od podziwiania widoków do rozwiązywania bardzo konkretnego problemu.
Tym razem udało się zatrzymać ogień. Resztę trzeba było ogarnąć krok po kroku.
Dzięki, że wspieracie Obok Systemu i jesteście częścią tej drogi. Mogę się z Wami dzielić także tym, co dzieje się pomiędzy ładnymi kadrami.
W kolejnym odcinku opowiem, jak zakończyła się naprawa i co było dalej.
Jestem ciekaw Waszych historii: zdarzyło Wam się kiedyś, że jedna awaria albo kradzież zmieniła cały plan podróży?
Adrian
Trwa ładowanie...