Myśląc o Irlandii
Po raz pierwszy dowiedziałam się o istnieniu festiwalu w roku 2004. Grałam wtedy na harfie od trzech lat, ucząc się z książki, ze świadomością, że najbliżsi mi harfiarze grający na moim instrumencie są w Niemczech i Austrii. Wtedy w wakacje zarabiałam pieniądze pracując na obozach dla młodzieży, więc wrześniowa Szkoła Harfy była strzałem w dziesiątkę. Po długich kłopotach z przelewami międzynarodowymi zapłaciłam bezzwrotną zaliczkę, kupiłam bilety lotnicze po czym... dowiedziałam się że Scoil jest w sierpniu a nie wrześniu...
Ileż wtedy łez wylałam. Ale że bilety na tanie loty kupione już były, a ja od lat marzylam żeby wreszcie zobaczyć tę wyśnioną Irlandię to poleciałam. Pamiętam garść rzeczy z tamtego wyjazdu. To, że pierwsze zwierzęta, jakie
zobaczyłam w Irlandii to były konie. Mżawkę na twarzy. To, że w Kilkenny poznałam człowieka, który zawiózł mnie i moją harfę (tę sławetną "zrób to sam:) do kamiennego kręgu, abym mogła tam pograć. No i oczywiście pierwszą lekcję harfy na żywo z samą Siobhán Armstrong. Dowiedziałam się wtedy o tabeli gestów opublikowanej przez Edwarda Buntinga (to ciekawe, obecnie skupiam się na niej jako na kompletnym systemie gry, ach historia kołem się toczy). A na sam koniec Siobhán zagrała mi... chyba Dowlanda? na swojej kopii harfy z Trinity College i do dzis pamiętam że to było tak piękne że aż mnie zakłuło w serce.
W 2005 musiałam już pojechać na Scoil. Nie było innej opcji.
To była niesamowita przygoda. Dowiedziałam się wtedy tak wiele, że połowa pewnie wyleciała drugim uchem. Ten rok był dla mnie przełomowy, bo zrozumiałam, że porządna replika harfy historycznej jest mi niezbędna do dalszego zgłębiania historycznych technik.
Rok później przyjechałam już z moją Mairi, harfą zrobioną na podstawie 15-wiecznej Harfy Królowej Marii wystawionej w Edynburgu.
(tak, dodatkową zabawą tego posta, jakże wspominkowego, jest znajdywanie Barbary na zdjęciach grupowych).
Na zajęciach z Ann poznałam po raz pierwszy walijską muzykę z harfowej tabulatury Roberta ApHuw
Tamten rok pamiętam też ponieważ był to pierwszy rok kiedy pojechałam na fakultatywną wycieczkę do Dublina obejrzeć historyczne harfy, a zatem pierwszy raz zobaczyłam harfę Fitzgeraldów z Kildare.
W 2007 do Kilkenny jechałam z Belfastu, mojego, wtedy, domu.
Jak w poprzednich latach miałam możliwość uczyć się od Ann Heymann, Siobhán Armstrong i Javiera Sainz, z gościnnym udziałem Paula Dooley. Dodatkowo Siobhán od samego początku zapraszała świetne naukowczynie i naukowców a także śpiewaczki sean nós, muzyków tradycyjnych i niezależne badaczki i badaczy by przybliżali nam tło muzyczne, historyczne i kulturowe.
To w tym roku też poznałam Síle Ní Chonalláin, utwór Tomasa Connelana, którego śpiewać uczyła mnie Roisín Elsafty a gra - Siobhán. Do dziś uwielbiam ten utwór
W 2008 roku do grona nauczycielskiego dołączył Andrew Lawrence King
Pamiętam z tamtego roku Ann tłumaczącą mi kosmologię harfy, pisząc na odwrocie wypisu ze szpitala mojej ówczesnej narzeczonej. Uaithne, harfiarz lub harfa Dagdy tak mnie w tej historii zachwycił_ że nazwałam tak później swoją ukochaną kotkę.
Zgłębiałam też tajniki właściwego ćwiczenia wg Andrew oraz jak improwizować w stylu barokowym.
Przyznam się, że pisząc ten post posiłkuję się zaglądaniem w moje segregatory których mam pokaźną półkę. Zdjęcia nie wystarczają bo dość szybko miałam wrażenie każdego pierwszego dnia Szkoły, że poprzednia skończyła się ledwie wczoraj, a mój rok bez innych harfiarek i harfiarzy stawał się mglistym wspomnieniem.
Nie wiem nawet w którym momencie wkręciłam się w pomaganie przy rozmaitych drobiazgach. Myślę, że chciałam bardzo być częścią tego, co się dzieje, a jeśli działo się to przez wypakowywanie biblioteki Stowarzyszenia na dostępną dla studentów półkę, czy pozbieranie i pozmywanie pozostawionych kubków - śmiałam się że chcę zostać wciągnięta na listę magazynową. Może kawałek mnie chciał tam zostać na zawsze.
W tamtym roku poznałam Carolan's Concerto w wersji Andrew Lawrence-Kinga, Ann uczyła nas grać Ceol Mór (wielką muzykę, którą obecnie gra się na dudach szkockich) a Breandán Ó Madagáin opowiedział nam o nadnaturalnych funkcjach muzyki wokalnej i instrumentalnej w folklorze i tradycji gaelickiej.
Pomagałam też odkurzać po wszystkim i zostałam Boginką Odkurzaczy Szkoły Harfy
Rok 2010 nie był dla mnie łatwy, ale harfa była mi nieustajacym oparciem. Nie mogę znaleźć zdjęcia grupowego, ale czule myślę o tym zdjęciu z masterclassa z Ann, od której bardzo chciałam się nauczyć jej wersji hymnów Virgo Sancta Brigida.
Jako że wtedy także uczyłam już młode adeptki sztuki harfiarskiej poprosiłam Siobhán o podpowiedzi jakie ćwiczenia robić na harfie. "Utwory to ćwiczenia" powiedziała mi wtedy i dała kilka pięknych a prostych melodii dla moich uczennic.
Rok 2011 to był rok stereofotografii. Karen Loomis pokazała nam wtedy jak wyglądają tomograficzne zdjęcia harfy Królowej Marii w trójwymiarze, ale wymagało to naprawdę odlotowego wyglądu
Poznałam tam też znakomitego historycznego dudziarza Barnaby'ego Browna. Jeszcze pamiętam canntaireachd (czyli śpiewną-naukę do utworów dudziarskich) którego nas nauczył.
W tamtym roku zdjęcie grupowe zrobiliśmy dopiero na wyjeździe do muzeów. Niby wciąż oglądaliśmy te same harfy, ale są one tak wspaniale wyrzeźbione i stworzone że za każdym jednym razem widze w nich nowe detale
Na szkole harfy w 2012 miałam okazję pograć na eksperymentalnej replice harfy Cloyne.
Instrument ten przekazany został Towarzystwu Irlandzkiej Harfy Historycznej przez prof. Tristrama Robsona, który bardzo chciał, aby jego dzieło i biblioteka trafiły do odpowiednich osób przez jego śmiercia. Zdążył przyjechać na tę jedną Szkołę z wizytą. Pamiętam, że powiedział wtedy, że chciał przyjechać wcześniej, ale bał się że jesteśmy grupą poważnych osób, a on po prostu lubi sobie pójść do pubu i wypić pinte. Słodko-gorzko było rozmawiać z nim wiedząc, że mógł z nami chodzić do pubów przez te wszystkie lata, biorąc udział w sesjach muzyki irlandzkiej na żywo, gdyby tylko wiedział, że tacy poważni to my jesteśmy tylko na zdjęciach.
Tristram zmarł 1 listopada 2012. Jego biblioteka jest specjalną kolekcją, która jest obecnie częścią biblioteki Towarzystwa.
Potem przyszedł rok 2013.
Jedna ze scen którą pamiętam bardzo miała miejsce, gdy stworzyło się takie małe kółko dyskusyjne o tabulaturze Roberta ApHuw. Pokazywałam wtedy tabulaturę współtowarzyszom w harfie, tłumacząc jej odczytywanie. W pewnym momencie podniosłam głowę i okazało się że w pokoju jest też Andrew Lawrence King i słucha mnie uważnie. Zamarłam. Ten moment kiedy tłumaczysz coś innym uczniom, a podsłuchuje nauczyciel! Potem dowiedziałam się od reszty grona że Andrew interesuje się tą tabulaturą, ale jeszcze jej nie studiował...
Uczylismy się też tańczyć kontredanse po to, aby znając kroki i akcentowanie umieć lepiej grać je na harfie jako utwory instrumentalne. Uwielbiam interdyscyplinarną naukę!
Ugruntowałam też w tym roku moją wiedzę o skalach modalnych, które Siobhán tłumaczyła mi też w poprzednich latach no ale wreszcie dotarło :D
W 2014 towarzyszył mi narzeczony. Nie był to pierwszy raz kiedy miałam towarzystwo osoby partnerskiej na Szkole, ale Łukasz zdobył serca reszty harfowej rodziny :)
W tamtym roku poznałam też Tomasa Zapf (tu z lewej strony) i jego piękny działający prototyp repliki harfy Cloyne. Tomas gra przepięknie i jest obecnie jednym z najbardziej obeznanych ludzi w temacie chromatycznych dawnych harf celtyckich na całym świecie. Wtedy zaś pamiętam że usłyszałam jak gra utwór z filmowego Władcy Pierścieni i zdziwiłam się - to tam użyto muzyki historycznej? Nie - odpowiedział Tomas - to muzyka z Władcy Pierścieni.
Przekomicznie było na zamykający Szkołę koncert namówić tenora Jamesa Ruff żeby z nami zaśpiewał "May it be" do akompaniamentu Tomasa na harfie.
To był też rok kiedy mieliśmy możliwość uczyć się od Andrew i od Javiera!
Czas na rok 2015
Nie pamiętam w którym roku Siobhán zaczęła mi dopisywać małe dopiski w liście powitalnym. Na tym z 2015 jest "Welcome back home". Aż się łezka w oku kręci.
W tym roku w gronie nauczycielskim była Anne, Siobhán oczywiscie, ale też Sylvia Crawford a także Simon Chadwick, który wcześniej raczył nas wykładami, ale teraz dołączył też z nauką utworów.
W tym roku miałam okazję poznać Ronana Browne, doskonałego irlandzkiego dudziarza ale też naukowca, który zaraził nas miłością do nagrań na woskowych cylindrach i słuchania dziadków i babć śpiewających lub grających na skrzypcach w zadymionym pubie.
Poznałam także Nancy Hurrel, wspaniałą historyczną harfistkę, która jest specjalistką od harf Johna Egana. Egan był aktywny na przełomie XVIII i XIXw wieku i jest uznawany za ojca współczesnej harfy irlandzkiej, ale budował także harfy orkiestrowe oraz harfy dla towarzystw harfowych z metalowymi strunami. Jednymi z jego ciekawszych tworów są właśnie Irlandzkie harfy przenośne, protoplaści współczesnych harf haczykowych. Tu Nancy i Natalia, lutniczka mieszkająca niedaleko Galway oglądają instrument należący do Towarzystwa.
W 2016 szkoła harfy była zwieńczeniem miesiąca (czy też dwutygodnia) miodowego. To był rok w którym pokazywałam Łukaszowi swoje ukochane miejsca, ale też razem odkrywaliśmy więcej irlandzkich wspaniałości. Ale przejdźmy do Szkoły. Tym razem odbywała się ona w St Kieran's College. Wnętrze było piękne, ale mieliśmy dużo trudności gdyż nie mogliśmy przebywać na terenie szkoły "do oporu" jak w przypadku Szkoły Muzycznej która gościła nas przez lata.
Po raz pierwszy towarzyszyła mi inna Polka, Ilona, która uczyła się wtedy u mnie. To było dla mnie ciekawe doświadczenie bo czułam że chciałam żeby miała jak najlepsze doświadczenia z warsztatów.
Ciekawe było też to że część harfiarek i harfiarzy miała pokoje na terenie collegu, co dawało trochę przestrzeni do afterparty. W tamtym roku był szczególnie silny kontyngent bretoński.
Miałam okazję też uczestniczyć w warsztatach Sylvii Crawford na temat twórczości Patricka Quina, który urodził się niedaleko miejsca, w którym Sylvia mieszkała większość swojego życia, w Armagh.
Jednym z najciekawszych odkryć roku był wykład Karen Loomis o własnych egzemplarzach autorskich "Dawnej Muzyki Irlandii" Edwarda Buntinga z jego notatkami na marginesach, które odnalazła w zbiorach British Library.
Z roku 2017 nie mogę znaleźć zdjęcia grupowego więc nie będzie zagadki :)
Przeprowadziliśmy się do nowego miejsca, Coláiste Pobail Osraí. Lokacja ta może mniej prestiżowa niż Kieran's College, ale bardzo dostępna (wszystkie sale na jednym poziomie) i miała wystarczająco pomieszczeń o odpowiedniej wielkości. No i przede wszystkim chcieli nas u siebie, więc atmosfera była przemiła. To własnie w tej szkole pozostaliśmy aż do ostatnich warsztatów w 2024.
Grono nauczycielskie w postaci Siobhán Armstrong, Ann Heymann, Sylvii Crawford i Simona Chadwicka przekazywało nam wiedzę z pomocą gości: Ronana Browne i Éamonna Ó Bróithe. Mieliśmy także okazję posłuchać na koncertach Jamesa Ruffa i Eibhlís Ní Ríordáin.
To cudne uczucie uczyć się, kibicować i klaskać osobom, które wcześniej były ze mną w grupie lub które poznałam kilka warsztatów wcześniej. To ta świadomość że osoby, które zostały wyszkolone przez Towarzystwo teraz same przekazują wiedzę. To szansa na przetrwanie i rozwój tradycji.
W 2018 po raz pierwszy zaczęłam oficjalnie pomagać przy organizacji festiwalu. Też nie mogę znaleźć zdjęcia grupowego więc zerknijcie sobie na to, cyknięte przez Paula Besta:
Jeśli zastanawiacie się czego uczyłam na warsztatach to powiem - zmieniać struny :) Jako że Towarzystwo dysponuje pewną liczbą harf, które normalnie są wypożyczane przez uczniów, na czas warsztatów wszystkie te harfy są zwożone do Kilkenny, aby osoby które nierzadko lecą z innego końca świata, albo te, które chcą w trakcie warsztatów zaczać swoją przygodę z grą na harfie mogły wypożyczyć instrument na czas trwania Szkoły. Ja byłam tą osobą, która dbała by wypożyczane instrumenty były kompletne, działające i nastrojone, a także ogarniałam dokumentację wypożyczeń.
To pewnie to mnie tak zmęczyło że aż sobie musiałam poleżeć. Ale na leżąco też można grać.
Rok 2019 to kolejny bez fotki grupowej, ale nie martwcie się, one wrócą.
za to jest fotka z Trinity College, gdzie klęcze przy harfie Otoway, pokazując mniej więcej gdzie byłyby ręce harfiarza. Ale bez dotykania instrumentu, bo to jednak zabytek!
W tym roku miałam okazję usłyszeć na żywo i uczyć się od Pádraigín Ní Uallacháin, która jest specjalistką od pieśni regionu Oriel i autorką książki którą długo miałam na półce.
Powrócił też z wizytą (i doktoratem!) Paul Dooley, tym razem opowiadając nam o rozmaitych sposobach strojenia harfy opisanych w tabulaturze Roberta Ap Huw i teorii odnośnie tychże sposobów.
Eibhlís też wróciła tym razem ucząc harfiarskich pieśni.
W tym roku poznałam też dudziarza Allana Macdonalda, który zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Jego ciężka praca aby przywrócić muzykalność dudom szkockim, oraz podejście do muzyki porwały mnie. Pomógł mi też poradzić się z trudnym kawałkiem z którym wtedy się zmagałam.
To zupełnie normalne że im bliżej dnia dzisiejszego tym łatwiej przypomnieć sobie szczegóły.
No ale. Następny był rok 2020. A potem 2021 kiedy festiwal odbył się w pełni wirtualnie. Chyba nawet był w jakimś momencie robiony jakiś kolaż screenshotów ludzi, którzy byli obecni, ale nie mogę go znaleźć w swoich archiwach.
Jedno jest jednak pewne: przeniesienie festiwalu online otwarło wiele nowych drzwi. Osoby, które nie mogły sobie pozwolic na podróż do Irlandii (po raz pierwszy lub kolejny) mogły "wybrać" się na Szkołę Harfy z zacisza własnego salonu. Także wtedy urodził się projekt Acadamh na gCláirseach, akademii dawnej harfy celtyckiej, która rozpoczęła działanie w styczniu 2022 roku. To kurs stricte online, mający sześć sesji w semestrze. Jest wspaniały. W 2022 obok Acadamh ruszyłam też z moim własnym projektem - Harpers Gatherings czyli comiesięcznych spotkań online dla harfiarzy i harfiarek z całego świata.
W 2022 świat otworzył się bardziej i pojechałam znów, stęskniona, do Irlandii.
Tuż przed Szkołą nasz wspaniały technik od zooma, Richard, miał problem medyczny który uniemożliwił mu lot z Kanady do Kilkenny, więc mieliśmy niemały problem na miejscu. To on miał zadbać o to by festiwal mógł odbyć się w sposób hybrydowy. Musiał to jednak zrobić zdalnie korzystając z rąk moich i Karen Loomis na miejscu. Udało się nam jednak. Pierwszy hybrydowy festiwal okazał się być wielkim sukcesem.
A ja cieszyłam się najbardziej z tego, że mając wszystkie równoległe lekcje nagrane i dostepne do odtwarzania do końca roku .... mogę być w kilku miejscach jednocześnie. Mogę być na WSZYSTKICH warsztatach i nie musze wybierać.
Był to też rok w którym wreszcie położyłam chciwe łapki na mojej harfie Kildare, więc umówiłam się z Simonem, że pożycze od niego harfę (model Carolan), na czas trwania szkoły. Simon pomyślał, że jak pożyczy mi swoją wielgachną i ciężką harfę to jak potem wrócę do swojej to będzie taka mała i wygodna. Dużo się nie pomylił hihi.
W 2023 znów wybrałam się na swoje ukochane warsztaty. Tym razem Richard był obecny, co sprawiło że dużo łatwiej było radzić sobie z wyzwaniami. Byliśmy także bogatsi o doświadczenia z poprzedniego roku więc wszystko szło sprawniej, mniej męcząco i mniej stresująco. Przynajmniej dla mnie!
W tamtym roku miałam przemiłe airbnb, dzieki któremu choć byłam nieco dalej od Szkoły to miałam przecudowny spacer każdego ranka, brzegiem rzeki Nore, z widokiem na zamek.
Przez lata program Szkoły zmieniał się od niezwykle intensywnego (od 9:30 do 17) do zaczynajacego sie później i nieco luźniejszego.... tu był już naprawdę sprytnie zorganizowany. Zajęcia zaczynały się od południa (by był czas na własne ćwiczenia czy umawianie się na lekcje indywidualne przed południem oraz aby osoby które zdalnie wdzwaniają się z Ameryki mogły oglądać na żywo i zadawać pytania) i kończyły ok 18-20 w zależnosci od dnia. Kilka dni koncertowych miały zakończenie zajęć szkolnych o 18 aby móc zjeśc obiad i się ogarnac przed wieczornymi koncertami. Przez te wszystkie lata nasłuchałam się ich trochę, ale Siobhán wybiera występujące i występujących z najwyższej półki. Czasem nie zdawałam sobie sprawy że np słucham jednego z najlepszych lutnistów na świecie dopóki nie zapytałam koleżanki, która na lutni grała. To, że w Kilkenny występuje śmietanka światowego harfiarstwa wiedziałam od samego początku. To, że szkoła rozpoczęła się w 2003 roku dzięki pracy Ann Heymann i Siobhán Armstrong spowodowało że od samego początku poprzeczka dla nauczycieli postawiona była niezwykle wysoko. Ale nie wiedziałam do końca że dotyczyło to wszystkich zapraszanych gości, także osób z pozoru "tylko akompaniujacych".
W 2023 warsztat Sylvii Crawford na temat dawnych technik harfiarskich spowodował, że musiałam skończyć z lekkim zainteresowaniem tematem które miałam w 2020 gdy o tym mówiła, intensywną ciekawością z 2021 i mocnym (acz krótkotrwałym) postanowieniem że trzeba się wreszcie za to zabrać z 2022. Ten warsztat był przełomowy o tyle, że moim zdaniem system do którego dotarła Sylvia jest zbyt logiczny żeby mu się oprzeć. Ostatecznie złapałam bakcyla. Zdecydowałam że zmienię swoją technikę w miesiąc.
Czy mi się udało? No nie, nie udało mi się. Ale od tego czasu wdrażam tę technikę bardziej i bardziej.
I tak dotarliśmy do ostatniej szkoły harfy w 2024
Bardzo udanej pod wieloma względami.
Kolejne warsztaty (i prywatna lekcja) z Sylvią utwierdziły mnie w przekonaniu, że to, co ona robi jest ważne i muszę to opanować.
Dodatkowo wynikła taka sytuacja, że siedziałam obok sklepiku Simona i opowiadałam o harfie Kildare
Miałam poczucie że jestem z moja harfową rodziną, ludźmi, z którymi widuję się w zasadzie też co miesiąc na Harpers' Gatherings. Częśc osób widywałam też w ciągu roku w trakcie kursów Akademii Harfy.
Ale wiadomo, online to nie to samo co na żywo. I jeszcze do tego w Irlandii.
W grudniu 2024 dotarła do nas smutna wiadomość. Ze względu na późne terminy ogłoszenia wyników grantów i niepewność finansową Szkoła Harfy 2025 nie odbędzie się.
Nie wiadomo czy to koniec rozdziału, czy tylko nieokreślona przerwa. Tegoroczne krótkie wydarzenie - Discovery Day - może być zapowiedzią powrotu, a może być tylko wspomnieniem dawnych Szkół.
Na pewno nadal istnieć będzie Akademia w swoim trybie online, która doskonale uzupełniała przerwę między jedną Szkołą a kolejną.
Ale ja wiem że potrzebuję też corocznej dawki Irlandii w krwioobiegu.
Dlatego w październiku wybieram się w tym roku solo, pouczyć więcej u Sylvii Crawford, zobaczyć z bliskimi, porozmawiać z Simonem Chadwickiem nad kubkiem herbaty. A jeśli bogi dadzą (i pozwolenia muzealne) to po raz kolejny odwiedzić harfę Kildare tym razem celem zrobienia jej zdjęć w różnych rodzajach światła, aby odkryć jakie dokładnie malunki pozostały na niej.
Uff. To był długi post wiec więcej o planach i ciekawostkach w przyszłym miesiącu.
Trwa ładowanie...