Nolan, Matt Damon i typ, który dostałby w mordę w każdym barze. Historia Seana Avery'ego.

Obrazek posta

Siadasz w kinie, kupujesz ten strasznie drogi popkorn, światła gasną i nagle na ekranie - w najnowszym, gigantycznym widowisku Christophera Nolana za miliony dolarów - widzisz typa, który jeszcze piętnaście lat temu spędzał pół swojego życia na ławce kar w NHL, bluzgając na sędziów i doprowadzając do szewskiej pasji pół Ameryki Północnej.

Tak, dobrze widzieliście. To był Sean Avery!

Gdyby ktoś w 2008 roku powiedział mi, że ten największy prowokator w historii NHL, człowiek, dla którego liga musiała dosłownie w trakcie fazy play-off zmieniać przepisy (pamiętacie to tańczenie przed oczami Martina Brodeura?), stanie się stałym elementem obsady u Nolana... wyśmiałbym go. Powiedziałbym, żeby odstawił swoje leki. A jednak.

 

 

Avery właśnie zagrał u Nolana w „Odysei” (wcześniej mignął nam w „Tenet” i „Oppenheimerze”). I to jak zagrał! Facet biega po plażach Islandii w pełnej zbroi, przegania na planie Matta Damona i na sam koniec... a nie będę spoilerował, sprawdźcie sami!

Można go nie lubić - a uwierzcie mi, w świecie hokeja lista ludzi, którzy chętnie poczęstowaliby go siarczystym plaskaczem, jest dłuższa od kolejki w przychodni w listopadowy poranek. Facet ma na koncie 1500 minut kar i opinię gościa, z którym po prostu nie da się przebywać w jednym pokoju. Ale nie potrafię odmówić mu jednego: ma absolutnie niewiarygodny apetyt na życie.

Wiecie, co jest w tej historii najbardziej ludzkie no i... w sumie urocze? To, że Hollywood okazuje się dla niego po prostu kolejną szatnią. Kiedy na planie w Maroku Avery zgubił swój telefon w Uberze, dostał smartfona od Elliota Page’a. A kiedy zepsuł przesłuchanie przed Nolanem - bo założył za ciasną koszulkę i zapomniał tekstu z wrażenia - nie załamał rąk. Nolan tylko się uśmiechnął, bo wiedział jedno: Avery to gość, który może spieprzyć próbę, ale jak wchodzi na plan w pełnym słońcu i zimnej wodzie, to on po prostu dowozi. Jak każdy chłopak, który przeżył kilkaset meczów na lodzie i wie, czym jest twarda gra.

Matt Damon, patrząc jak 46-letni były hokeista wyprzedza go na planie w sprincie na zimnej plaży, powiedział krótko: „Ech, to właśnie potrafi zawodowy sportowiec”.

I to jest cała prawda. Możesz zamienić ochraniacze na garnitur, możesz zrzucić łyżwy i czytać scenariusze, ale pewnych rzeczy - tego głodu, bezczelności i absolutnego braku strachu przed porażką - po prostu nie da się wybić z głowy. Avery głośno zapowiada, że idzie po Złote Globy i ani myśli się zatrzymywać. Śmieszne? Może. Ale patrząc na to, dokąd już zaszedł typ, który kiedyś zarabiał na życie głównie dostawaniem po gębie... ja bym go absolutnie nie skreślał.

A Wy? Macie w swoim życiu takiego "Avery'ego"? Kogoś, kto kompletnie zmienił tor swojego życia, wszyscy pukali się w głowę, a ten po prostu wszedł z drzwiami i robi swoje?

 

Zobacz również

18,8 miliona rocznie za 20-latka. Wyjaśniam, dlaczego najdroższy dzieciak w NHL okazał ...
Dajesz facetowi czysty czek i pełną władzę. Co może pójść nie tak?
Jak zrobiono potwora z największego talentu w historii hokeja.

Komentarze (2)

Trwa ładowanie...