75 milionów za obietnicę. Vancouver postawiło wszystko na jedną kartę i wcale im się nie dziwię.
Zeev Buium. Dzieciak ma 20 lat, rozegrał w tej lidze zaledwie 76 spotkań, strzelił 6 goli, a panowie w garniturach z Vancouver właśnie rzucili mu pod nogi, bagatela, 75 milionów dolarów. 9,38 miliona za sezon! Dwie dekady temu za taką kasę kupiłoby się połowę ligi. Dzisiaj eksperci i weterani hokejowych gabinetów łapią się za głowy: „Przecież on jeszcze niczego nie udowodnił! W obronie czasem błądził jak dziecko we mgle, na przewagach nie czarował, skąd ta kwota?!”.
Racja? Zwykły rozsądek podpowiada, że to czyste szaleństwo. Ale w dzisiejszym sporcie rozsądek przegrywa z bezwzględną matematyką i zmianą zasad gry.
Znamy to z własnego podwórka. Pamiętacie te czasy, kiedy kupowało się mieszkanie i wszyscy pukali się w czoło, mówiąc: „Co ty robisz, przecież to szczyt górki, zaraz wszystko tąpnie!”? A potem mijały trzy lata, inflacja robiła swoje, a człowiek patrzył na te stare ceny z łezką w oku, myśląc: „Rety, ale to była okazja”. Dokładnie to samo robią teraz Vancouver Canucks. Rynek eksploduje, czasy finansowego przestoju się skończyły, a pułap płac za chwilę przebije sufit. Za moment wchodzi w życie nowa umowa zbiorowa ze związkami zawodowymi i możliwość podpisania tak długiego, 8-letniego kontraktu po prostu wyparuje. Menedżer Canucks, Ryan Johnson, sam przyznaje, że jeszcze pięć lat temu popukałby się w głowę na myśl o takim ruchu. Dzisiaj wiedział jedno: albo zaryzykuje teraz, albo za chwilę rynek odjedzie mu jak rozpędzony napastnik na czystą pozycję.
I to jest w tej historii najciekawsze. Bo Canucks nie zapłacili wyłącznie za punkty czy statystyki. Zapłacili za charakter. Za dzieciaka, który wszedł do najgorszej drużyny w lidze, i zamiast spuścić głowę, gryzł lód do ostatniej syreny. Kiedy inni zwieszali nosy na kwintę, on wnosił do szatni ogień, jakiego nie ma wielu gości z dziesięcioletnim stażem.
Czy to wypali? A kto to wie? Szybki, filigranowy obrońca w twardej jak skała lidze to zawsze ryzyko. Ale czasem, żeby coś zbudować, trzeba postawić wszystko na jedną kartę przed zmianą reguł gry. Wolę oglądać gości, którzy mają odwagę zagrać va banque, niż takich, którzy całe życie grają bezpiecznie na remis. Świat bez odrobiny szaleństwa byłby potwornie nudny.
Trwa ładowanie...