Zdejmij tę literę „C”, synu. Rozwód po amerykańsku.

Obrazek posta

Dolałem resztkę czarnej do mojego ulubionego kubka Street of Hockey, przeczytałem ten głośny komunikat z Detroit i zrobiło mi się zwyczajnie smutno. Dylan Larkin, swój chłopak z Michigan, który zjadł zęby w barwach Red Wings, melduje się w pracy, ale bez opaski kapitańskiej. W notce prasowej majaczą coś o nowym otwarciu i braku decyzji. A w rzeczywistości? To po prostu elegancja w stylu: „kocham cię, ale się wyprowadzam”. Cichy rozwód na oczach tysięcy ludzi.

Znamy to przecież wszyscy z własnego podwórka, prawda? Oddajesz firmie serce, a kiedy prosisz o cywilizowane rozstanie, nagle stajesz się wrogiem numer jeden. Larkin miał w ręku wszystkie atuty - klauzulę w kontrakcie i konkretną listę klubów. Wystarczyło usiąść i pogadać jak dorośli faceci. Tymczasem w Detroit zrobili najgorszy możliwy unik: Yzerman schował się za tytułem doradcy, nowego szefa brakuje (czy oni zamierzają wystartować bez GM-a?), Kane spakował manatki i wrócił do Chicago, a jedyny gość, który tyrał na ten zespół przez ostatnie chude lata, został sam na środku pustej tafli.

 

 

To jest twarda lekcja z lojalności w dzisiejszych czasach. Możesz być dziesiątym strzelcem w historii legendarnego klubu, nabić ponad 600 punktów, harować od deski do deski i być twarzą miasta. Ale kiedy machina korporacyjno-sportowa zaczyna zgrzytać, stajesz się tylko problemem do rozwiązania dla „nowego kierownictwa”, które nawet jeszcze nie ma nazwiska.

17 września Dylan włoży łyżwy, wyjdzie na lód, zaciśnie zęby i po prostu zrobi swoje - dla chłopaków z szatni, dla kibiców, dla samego siebie. Ale ta pusta przestrzeń na jego piersi, tam, gdzie jeszcze chwilę temu widniało kapitańskie „C”, będzie krzyczeć głośniej niż cały stadion. I to jest chyba w tym wszystkim najsmutniejsze. Możesz wyciągnąć całą firmę z największego błota, możesz być twarzą marki przez dekadę, a na koniec i tak okaże się, że najłatwiej zepchnąć na bok tego, któremu zależy najbardziej. Brutalne? Strasznie. Ale przynajmniej wiemy już dokładnie, ile dziś kosztuje wiarygodność na rynku. Dokładnie tyle, co skrawek materiału z literą C.

Zobacz również

75 milionów za obietnicę. Vancouver postawiło wszystko na jedną kartę i wcale im się ni...
Zdeno Chara nie umie w emeryturę.
Hokejowa lekcja życia Pata Dapuzzo.

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...