Jagodowa Recenzja #6 - "Sknerus. Smok z Glasgow", Joris Chamblain
Darmowy!
·
0
·
09.09.2026
źródło grafiki: Unsplash/Daniele Franchi
11 marca 2026 roku ukazał się komiks o tytule Sknerus. Smok z Glasgow autorstwa Jorisa Chamblaina do obrazków Fabrizio Petrossiego.
Wszyscy znamy Sknerusa McKwacza jako najbogatszego kaczora świata. A jaki był w dzieciństwie? Czy tak samo skąpy i kłótliwy? Przeniesiemy się do XIX-wiecznego szkockiego miasta Glasgow, gdzie Sknerus razem z siostrą i innymi dziećmi z biednych rodzin buszowali po opuszczonych korytarzach kopalni węgla. Czego tam szukali? I czy jest prawdą, że przyszły milioner w młodości kochał teatr? Odpowiedzi na te pytania znajdziemy w wesołej, ale też wzruszającej historii o przyjaźni, miłości i poczuciu odpowiedzialności. Scenariusz albumu napisał Francuz Joris Chamblain, który specjalizuje się w komiksach dla dzieci i młodzieży. Rysunki stworzył włoski grafik Fabrizio Petrossi, znany z opowieści o Myszce Miki.
Przygoda się zaczyna od próby przedstawienia szkolnego siostrzeńców Dyzia, Hyzia i Zyzia przed najbogatszym kaczorem świata - Sknerusem McKwaczem. Okazało się, że chłopcy zagrali teatralną sztukę opartą na faktach, o których doskonale wiedział i pamiętał Sknerus. Dzieci chciały wiedzieć więcej, ale wujek ich - oczywiście - pogonił. Na pomoc ruszył opiekun braci, Kaczor Donald. Wszyscy skontaktowali się z ciocią Matyldą, która niemalże od razu odpisała na list chłopaków. I opisała wszystko co wiedziała oraz pamiętała. Chociażby to, że ona, jej brat McKwacz i kilku jego kolegów - uwielbiali uciekać do kopalni i odkrywać skarby, a tytułowy Glasgow traktowali jak jeden wielki plac zabaw. Mimo biedy i kiepskich czasów, to i tak byli szczęśliwi. Co widać na rysunkach i kolejnych kadrach. Ślicznie została pokazana miłość rodzeństwa - a pamiętajmy, że jeszcze była malutka Hortensja.
Przyznam szczerze, że mi się trochę łezka w oku zakręciła. Przepiękne są rysunki przedstawiające szkockie miasto - ale bardzo denerwują mnie proporcje postaci, albowiem chwilami wyglądało to tak, jakby Donald był tego samego wzrostu co dzieci. No, ale, wracamy do historii.
Rozbroił mnie tok wydarzeń, że przez miłość do teatru Sknerus zakochał się w niejakiej Erin. Mówi się, że przez żołądek do serca - no w tym przypadku to przez teatr do serca, zdecydowanie. I to takie urocze było, jak McKwacz grywał twardziela... a w rzeczywistości był wstydliwie zakochany. Tak bardzo, że aż został dziecięcym aktorem. Niestety, długo to nie potrwało. I tutaj następuje wielkie zdziwienie - zostało opisane to o co chodziło w rodzinie McKwaczów, co takiego powiedział ojciec Sknerusa, dlaczego od maleńkości ten kaczor biegł przez życie ku zarobkom. W pewnym sensie jest to przykry przykład spełnienia niespełnionych ambicji dorosłych. Chociaż tym rodzicom również współczułam.
Reasumując - komiks jest absolutnie przepiękny, mimo kilku wad rysowniczych. Historia obłędna, poruszająca, wzruszająca... i tak sobie pomyślałam, że fajnie byłoby to kiedyś zekranizować. Co więcej, niesamowite dla mnie jest to, jak Sknerus McKwacz sprawia - że Szkocja interesuje mnie coraz bardziej.
Dziękuję wydawnictwu Egmont Polska za wysłanie egzemplarzu do recenzji.
Trwa ładowanie...