Dopiero teraz to odkryliśmy!

„Dużo się ostatnio u nas dzieje. Ale dzisiejszy dzień jest naprawdę wyjątkowy. Od dłuższego czasu myślałem o "superbohaterze-asystencie". Taki superbohater miałby odprowadzać np. na rezonans czy inne przerażające badania i leczenia. Rok temu gdy leżałem w rezonansie 75 minut, wobrażałem sobie jak potwornie przerażone muszą być takie dzieci. Spisałem sobie takie marzenie o „superbohaterze-asystencie”.

Dziś, w Zachodniopomorskie Centrum Onkologii towarzyszyłem na ostatniej radioterapii Oskara. Mimo 10 lat doświadczenia, kilkunastu tysięcy odwiedzonych dzieci, stresowałem się jak pierwszego dnia w liceum. Spinam poślady i działam. Wydawało mi się, żę skądś kojarzę Oskara, gdy spojarzałem na jego tatę od razu wiedziałem! "My się znamy z Mikołaja" (klinika onko, hemato w Szczecinie przy Unii Lubelskiej).

Miałem zaszczyt wręczyć dyplom i być kierowcą łóżka do sali naświetleń. Oskar był moim pilotem i pokazywał gdzie mam skręcać.

Gdy wjechaliśmy na salę to spadło na mnie 100 ton. Zobaczyłem te maskę z dziurkami do naświetleń. Wróciły wspomnienia o Martusi sprzed paru lat. Miałem ochotę z tamtąd uciec. Ale nie mogłem, trzymałem Oskara za rękę. Od emocji, bardzo szybko odleciał po podaniu środka uspokajającego. Ja już też byłem w innym wymiarze. Po całym bardzo ciekawie wyglądającym leczeniu, poszliśmy wybudzać Oskara, zobaczył mnie, oczy szerokie, moje też. Podałem mu do rączki prezent a ten zerwał się jak nowo narodzony, ku zdziwieniu całego personelu.

Będziemy to robili! Jest to mega potrzebne, dzieci potrzebują tych mega emocji. Mi było niezmiernie miło, że zostałem zaproszony. Spełniło się moje marzenie i mam kolejny dowód na to że działania naszej fundacji mają ogromne znaczenie. Niech ktoś zrobi pracę naukową na temat wpływu spotkania z Ligą Superbohaterów na proces leczenia dzieci :)”

- Tomasz Gierwiatowski

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...