Uważajcie na "księżycowe" krajobrazy...
Parę lat temu, zadzwonił do mnie znajomy z Mierzei, który właśnie rozmawiał z człowiekiem skupującym bursztyn z Gdańska. Podniecony pytał jak tam połowy, ile udało mi się nazbierać, bo on właśnie słyszał historię, że noc wcześniej zdrowo sypnęło bursztynem na środkowym wybrzeżu. Od Rowów aż do Stilo sypało. Podobno samymi grubymi kawałkami. Tak od 50gr w górę.
Dwóch kolesi tam się podobno wbiło na nielegalu do parku samochodem i nazbierali towaru za 70 tysięcy złotych. Jakaś babka też podobno koło Łeby się wybrała na spacer i tyle nazbierała, że musiała sweter i kurtkę zdjąć i pakować towar w zawiązane rękawy bo żadnej dużej torby nie miała a nie szło tej ilości inaczej z plaży wynieść.
W pierwszej chwili się zdziwiłem, ale mówię mu:
- A widzisz, to ciekawe, bo tak się akurat składa, że ja wczoraj w nocy też na tej plaży byłem. Doszedłem z Rowów prawie na Czołpino - To były stare czasy, kiedy jeszcze myślałem, że plaża (czyli tzw. pas techniczny) nie należy do Parku (w którym jest zakaz przebywania po zmroku) tylko do Urzędu Morskiego. Dopiero potem mi jeden strażnik wyjaśnił, że granica Parku przebiega pół mili morskiej wgłąb morza i na plaży również po zmroku przebywać nie można.
- No więc byłem - dopowiadam – i nawet pół topiczka nie znalazłem i wróciłem do domu "na pusto".
- A o której byłeś? - on się mnie pyta.
- Wróciłem do domu jakąś godzinę po północy – odpowiadam - bo nic nie wskazywało na to, żeby ten stan rzeczy miał się do rana zmienić. Woda przeświecona na 100m od plaży. Klarowna i kompletnie czysta. Falowania prawie żadnego (to nawet nie było po sztormie), wiatru? Brak.
- A bo to widzisz – on mówi – sypało między 2 a 3 nad ranem. Przespałeś.
No i faktycznie. Ktoś o tej porze po plaży w parku samochodem jeździł. Nie mogłem zasnąć to co jakiś czas wchodziłem na kamerki i zauważyłem w pewnym momencie jak jakiś "cienkas" albo Vitara wbił się na plażę w Rowach i odjechał w stronę Łeby. Ale ani się nie zatrzymywał ani nie świecił nawet niczym. Ani białym, ani UV. Myślałem, że to Straż Parkowa, bo ta ma swoją siedzibę również w Rowach i takie patrole im się zdarzają.
- Może i na prawdę przespałem - mówię – trochę szkoda, no ale co zrobić. Jak byłem na miejscu to nic nie wskazywało, żeby było warto chociaż te dwie godzinki poczekać. Ale wiesz co – zagajam - jak był taki wielki wysyp, to może ktoś ze znajomych z okolicy coś trafił? Podzwonię, popytam i dam znać jakby co. - tu się rozłączyliśmy.
Podzwoniłem po okolicy. Rozpuściłem wici. Znajomi podzwonili dalej ale wszyscy zgodnie twierdzili, że nikt nic o tym wielkim wysypie nie słyszał. Ani tu w Ustce ani w Łebie. Ja w między czasie pojechałem do Rowów jeszcze za dnia. Jak był taki wielki wysyp - pomyślałem - to jakiś ślad po tym wszystkim musiał pozostać. Ale na plaży czysto. Poza moimi śladami z nocy tylko te koleiny od samochodu co go widziałem na kamerze. Ale proste i równe. Widać, że nigdzie się nie zatrzymywał. Nigdzie też kaszorem pracowane nie było, żadnych patyków czy bursztynków. Ani w wodzie ani na plaży.
Oddzwaniam, mówię jak się ma sytuacja i że podejrzane to wszystko. Ale słyszę od kolegi, że on też dzwonił się dopytać o szczegóły i że śladów nie ma co szukać bo ich nie będzie bo to samym bursztynem sypało. I to samym grubym.
- To taki chwilowy wysyp był – powiedział - godzinka dwie a potem wszystko w morze odeszło.
- Dalej mi się to wszystko nie podoba – mówię – bo patyk z bursztynem, czy sam bursztyn faktycznie tutaj na środkowym potrafi się bardzo szybko zawinąć w morze (szczególnie przy odwrotce ale tej wtedy nie było), ale ślady, że ktoś coś łowił albo zbierał już się same w morze nie zawijają. A takich nikt ani z jednej (Rowy) ani z drugiej (Łeba) strony Parku nie widział. Albo chłopaki mieli niesamowite szczęście – dodałem – że trafili na taki, rekordowy jak na to wybrzeże, wysyp i to z niczego, bo ani nie wiało, ani nie było sztormu żadnego. Albo im się plaże pomyliły i gdzie indziej ten bursztyn zbierali. Albo bajki opowiadają bo z jakiegoś powodu jest im to potrzebne. Zresztą, jeśli kupiec uwierzył i towar sprzedany, to właściwie w tym momencie już nawet nieistotne jak to naprawdę było z tym bursztynem i co to za bursztyn.
I na tym właściwie się ta historia zakończyła. Czasem jeszcze tylko sobie żartowaliśmy z mojego "pecha" przy różnych okazjach.
* * *
Idźmy dalej. Może miesiąc temu dzwoni do mnie inny znajomy, z Gdańska tym razem. Z bardzo podobnym pytaniem i historią.
- Jak tam połowy – pyta – bo nie wiem czy słyszałeś ale tu w Kątach Rybackich w zeszłym tygodniu bardzo ładnie sypnęło. W sumie kilkadziesiąt kilo grubego bursztynu tam znajomi nałowili. No i jeszcze we Władku z refulera zdrowo bursztynem sypało. Też każdy kto tam był ponad 10 kilo pięknych bryłek natargał.
- O takich rekordach – odpowiadam - to pierwsze słyszę. Że na Mierzei bursztyn się pokazał to akurat wiem. Ale wysyp był po sztormie z 10-12 stycznia czyli tydzień wcześniej. Najpierw 13-tego sypało w ujściu Wisły. W Kątach bursztyn pokazał się między 15-tym a 17-tym a 19-tego na Piaskach i w Krynicy było tego bursztynu w sumie chyba najwięcej – mówię - tyle, że te ilości i tak mi się nie do końca zgadzają, bo ja widziałem połowy głównie złożone z drobniejszego bursztynu w granicach tak do pół kilo. I z ujścia Wisły i z Kątów. Z Piask najładniejszy i najgrubszy bursztyn mam na zdjęciach od znajomej, ale też tylko kilogram a nie dwadzieścia jak tu opowiadasz. No i to było tydzień wcześniej. W tym terminie co to niby tak pięknie sypnęło to nawet nie bardzo miało z czego to podać na plażę.
Zresztą śledziłem kamerkę w Kątach i Krynicy codziennie i conocnie z czystej ciekawości, czy tam się pojawiają jakieś plamy i łowiący. Ale poza sporadycznymi przypadkami nic takiego nie zauważyłem.
- Popytam jeszcze o ten refuler we Władku – mówię – to mi znajomi z forum zaraz potwierdzą, może faktycznie chociaż tam ładnie sypało?
Popytałem. Żadnego refulera w tym czasie we Władku nikt nawet nie widział. Za to ja widziałem na Jutubie filmik (z kanału 24plreporter) o tym jakich to straszliwych i ogromnych zniszczeń ten styczniowy sztorm dokonał na plaży w Przebrnie. Co tam narrator opowiada to nawet nie wiem, bo oglądałem na wyciszonym, ale to co mi się jeszcze na miniaturce rzuciło w oczy, to charakterystyczne ślady po pompach hydraulicznych, których używa się do wypłukiwania bursztynu z pierwotnych złóż pod ziemią...
...ślad po takim płukaniu faktycznie wygląda jak krater (stąd może skojarzenie "reportera" z "księżycowymi" krajobrazami) i spora część tego materiału pokazuje właśnie jak mocno ta plaża została zaraz po sztormie przepłukana pompami.
Właściwie krater na kraterze i cała masa szarego błocka, czyli do samego złoża ktoś się dostał. A że tam się znajduje bardzo bogate złoże bursztynu to wszyscy nie tylko okoliczni poszukiwacze bursztynu doskonale wiedzą. Mówiliśmy o tym z Piotrem jeszcze w filmie "Bursztyn na przekopie".
Long story szort – przekop jest umiejscowiony w dawnym ujściu Wisły słonej, które jest jeszcze widoczne na mapach z XIIIw.
Tak jak przy każdym ujściu, tak i tutaj, bursztyn wypłukiwany przez rzeki z pokładów bursztynonośnych znajdujących się na całym Pomorzu odkładał się zawsze po prawej stronie od ujścia rzeki do morza (Coriolis itd). Dzisiaj takim największym aluwialnym złożem jest samo Mikoszewo. We wczesnym średniowieczu były nim okolice Gdańska i właśnie plaży w Przebrnie.
Wiele osób o tym doskonale wie nie od dziś i dlatego tamtejsza plaża była regularnie płukana pompami od lat 80-tych przynajmniej. Niestety bezpośrednio z plaży nie można było się dostać do tej części pokładów, które zalegają pod morskim dnem w okolicy. A przynajmniej do czasu wybudowania pirsów przy przekopie i usypania po wschodniej stronie prawego pirsu dodatkowego odcinka plaży wchodzącego około 500m wgłąb morza. Dopiero po utworzeniu tego "nowego lądu" otworzyła się okazja do eksploatacji tej części złoża a próby płukania jej pompami (z gorszym bądź lepszym skutkiem) odbywały się jeszcze w trakcie prac budowlanych przy przekopie.
Sztorm ze stycznia który odbył się na wysokim stanie wody i faktycznie poczynił spore zniszczenia linii brzegowej, zabrał z tamtej plaży w Przebrnie ok 1,5m wierzchniej warstwy piasku co tylko ułatwiło dalsze prace hydrauliczne. I faktycznie nocną porą w tamtym okresie dało się zaobserwować sporą aktywność UV, ale tylko zaraz za tym pirsem.
W jaki sposób sposób ten bursztyn był przechwytywany z płuczki (a jest ich kilka) nie mam pojęcia, ale biorąc pod uwagę że dwa dni później spore ilości ładnego bursztynu (bryłki nawet po 100 i 200gr) dało się wyjąć z wody od Krynicy do Piask pozwala przypuszczać, że nie był on zbytnio szczelny. Chociaż, jeśli udało się dokopać do głównego złoża (a z koloru osadów na filmie raczej tak) to urobek mógł być i tak wystarczający, żeby się szczelnością jego przechwytywania specjalnie nie przejmować. Z opowiadanej legendy o wysypie w Kątach i refulerze we Władku wychodzi ponad 100kg w ładnych bryłkach, więc prace na pewno "się opłaciły", nawet jeśli i drugie tyle bursztynu przy okazji "poszło" w morze.
Czy ładny i gruby bursztyn łowiony w Krynicy i na Piaskach pochodził w jakiejś części z tego płukania? Z całą pewnością nie da się tego stwierdzić. Bo z jednej strony płukanie odbyło się w czasie kiedy i tak oczekiwano wysypu związanego ze sztormem. A z drugiej strony, taki bursztyn z płukania jest absolutnie nierozróżnialny, od tego który przychodzi z morza. W końcu to bez różnicy (dla jakości bursztynu) czy samo złoże bursztynonośne zostanie naruszone procesami naturalnymi (sztormy) czy przy zaangażowaniu technologii i "czynnika ludzkiego" (np. pompa czy odkrywka w Jantarnym).
Co najwyżej, jak się nie chce za dużo pracy angażować w czyszczenie bryłek z glaukonitu to się oddziela te czyste, a o tych z glinką można opowiadać że z jakiegoś mitycznego refulera pochodzą i sprawa załatwiona. Po czasie? Nic nie udowodnisz.
* * *
No dobrze, zostawmy na chwilę Mierzeję i przenieśmy się teraz do Ustki. Zimą zmieniałem opony w nowym warsztacie. Właściciel spojrzał na moje tablice rejestracyjne i zapytał czemu w Ustce akurat?
- Na bursztyn przyjechałem – mówię mu - i zamierzam posiedzieć tak ze trzy miesiące.
- Na bursztyn do Ustki? - spytał - To nie lepiej do Jarosławca? Tam jest bursztyn.
- Jak będzie po co – mówię mu – to może i do Jarosławca się przejadę, ale generalnie tam nie jeżdżę, bo raz że to już trochę daleko, żeby tak z Ustki gnać co chwila, a dwa że słyszałem od miejscowych różne nieprzyjemne komentarze typu, że coś za dużo tu się zjeżdża tego "towarzystwa" z Ustki i że chyba trzeba będzie miejscowe ogary spuścić, żeby trochę oponki przetrzepały. Nie chce mi się użerać z takim podejściem.
- A dziwisz się? – spytał – Ja akurat jestem z tamtych okolic i miejscowi rolnicy są wściekli na tutejszych chłopaków, bo przyjeżdżają im tam pola płukać pompami. Zasiewy zniszczone, gleba zniszczona a ostatnio sąsiad się tak traktorem zapadł w jednym takim "kretowisku" na swoim polu, że trzeba było dźwig ściągać, coby mu ten traktor wyjąć. Wiesz ile to wszystko kosztuje? – splunął.
- Nie dziwię się nic a nic – mówię – ja to wszystko rozumiem i dlatego tam nie jeżdżę. Tu w okolicach Ustki może i bursztynu mniej, ale przynajmniej na plaży wszystkich znam i nikt na mnie krzywo nie patrzy i z takimi tekstami o ogarach nie wyjeżdża. - obaj wzruszyliśmy ramionami i na tym się rozmowa skończyła.
Że nie rozumiem po co miałby tam do Jarosławca ktoś z Ustki się pchać jak tu wszędzie w koło jest cała masa bursztynodajnych pól do płukania już nie dodawałem.
Dwa miesiące minęły. To na początku lutego było. Akurat jakiś tydzień po tym jak się wiatry na wschodnie odwróciły i zaczęła się w tych tonach śmiecia podchodzących do plaży pojawiać jakaś bursztynowa drobnica. Znajomy dzwoni. Wojskowy. Pracował na poligonie i ma wiadomości z tego terenu z pierwszej ręki. Mówi, że wreszcie się bursztyn zaczął pojawiać.
- Kilka dni wcześniej tam na plażowym patrolu kolega plamę wyczaił przy brzegu. Dzieścia ileś kaszorów natargał – opowiada - ale bursztynu tyle co kot napłakał. Jakąś dwudekówkę, dekówkę i trochę drobnicy. W sumie ze 300 – 400 gram może.
- To i tak super – mówię mu – bo tu od poligonu do drugiego mola widzisz, patyka w bród i to jakiego chcesz. Cienkiego, grubego, traw i śmiecia wszelkiego kilka tirów by się zebrało, a i tak nawet pół topika nie znalazłem. Ktoś tam jedną dwudekówkę wyjął i tyle. Wszystko pusty śmieć.
Wiem, wiem – mówi – też tam chodziłem świecić nie raz. Chyba wszyscy z Ustki tam chodzili. Aaa, i jeszcze słyszałem - dopowiada - że z Jarosławca gościu (ksywki nie zapamiętałem) też kilka dni temu wbił się wieczorem na poligon od tamtej strony i koło pięciu kilo pięknego bursztynu nałowił. W samych dużych bryłkach. Jakaś gruba setka się trafiła, ośmiodekówka i sporo takich po trzy i pięć deko.
Mi się od razu lampka zapaliła (bo już do takich opowieści z okolic jestem przyzwyczajony, że tu przypadkiem ktoś poszedł pod klify na spacer i kaloszem musiał zagarniać te kilogramy bursztynów z wody bo sprzętu nie miał ze sobą akurat, ale jak ja tam docieram kilka godzin później to ani śladu po patykach, morze czyste i tylko w okolicznych klifach świeże ślady po szpadlach) ale pytam spokojnie:
– A czym "łowił"? Szpadlem czy pompą?
- Nieee – kolega się żachnął – to sprawdzony temat jest. Osobiście znam człowieka. Stary bursztyniarz. Zresztą wieczorem będę miał zdjęcia to ci podeślę.
- Zdjęcia możesz słać, chętnie obejrzę te cuda – mówię - ale Jasiu, do takich wysypów to sam wiesz dobrze, że warunków nie było tutaj nigdzie jeszcze. Ani w Ustce, ani w Jarosławcu ani na poligonie tym bardziej. Jeszcze żeby było tak jak wtedy co ja wyjąłem półtora kilo na Dębinie. To tej samej nocy Śliwa w Orzechowie targnął dwa kilo, w Jarosławcu i Darłówku też chłopaki pociągnęli podobnie a na Wiciu dziewczyna ponad trzy kilo zebrała z plaży bez wchodzenia do wody. Jak sypie na grubo to wszędzie raczej, a nie tak punktowo, że Sławek na poligonie targa 300 gram, tu wszędzie podobne ilości ludzie zbierają i to samej drobnicy, a jeden szczęśliwiec tylko "szóstkę w totka" trafia i to na tym samym poligonie i w podobnym czasie co Sławek swoje trzysta gram. Dziwne te opowieści – mówię.
- No trochę dziwne – kolega odpowiada – podzwonię jeszcze, podpytam, może coś więcej się dowiem. - rozłączyliśmy się.
Minęło kilka dni. W między czasie opowieść się rozniosła i przy okazji rozrosła jak ciasto na chleb. Z pięciu kilo zrobiło się piętnaście. Jeszcze jakaś ekipa z Jarosławca podobno wbiła się na poligon w pięciu i każdy ponad kilogram nałowił grubasków tak, że razem wyszło ponad 11 kilo (tylko ja nie umiem liczyć?). I też tam tylko na chwilę patyk podszedł pod brzeg ale zaraz odszedł, także ślad po tym wysypie nawet nie został, chociaż cały czas wiało równo ze wschodu.
Te piętnaście już kilo to jednak nie zostało złowione na poligonie w Jarosławcu, tylko przez tego gościa z Jarosławca tu przy poligonie od strony Ustki gdzie mimo nieustających wycieczek i ton śmiecia nikt nic nie znalazł. I tylko w kolejnej rozmowie – jak mi opowiada Jasiu – tamten człowiek się śmiał, że tak plotka (jeszcze sam to tak nazwał) się po grupach na internecie rozniosła, że całą noclegownię ma wynajętą na najbliższy czas. Non stop "turyści" dzwonią do niego i się pytają, czy mogą przyjechać połowić bursztyn. Możecie, możecie – odpowiada im cały szczęśliwy. On szczęśliwy, turyści nakręceni na bursztyn a rolnicy z okolic Jarosławca wściekli na chłopaków z Uski. Smutne to jakieś...
* * *
Ech, takie historie mógłbym mnożyć dalej, ale chyba nie ma to najmniejszego sensu. Myślę, że już w tych trzech modus operandi został wystarczająco dobrze naświetlony. Czy da się z tego wyciągnąć jakieś wnioski? Pytanie czy w ogóle trzeba. Wszystko może przecież wyglądać jak jakiś wylew frustracji z mojej strony. Bo dla mnie (i sporej ilości znajomych też) ilościowo (jak na razie) to najsłabszy sezon od kiedy łowię bursztyn (może w marcu albo kwietniu jeszcze jakiś sztorm się trafi co by warto było podjechać na Mierzeję trochę poprawić ten wynik? Zobaczymy).
Jednak chyba znacie mnie już na tyle, żeby wiedzieć, że ja zawistny nie jestem i w żaden sposób ani prawa do tytułu "Primus inter Pares of the Year" sobie nie uzurpuję (tym bardziej że ta część wybrzeża, którą wybrałem do połowów, w odróżnieniu od Mierzei i Zatoki Gdańskiej, nie słynie z wielkiej obfitości wysypów), ani mnie zazdrość nie zżera jak słyszę o super wynikach innych bursztynowych rybaków. Wręcz przeciwnie, jak się komuś uda połów to ja się tylko cieszę razem z nim.
Za to na "opowieści dziwnej treści" rozsiewane przez różnych "Andersenów" chyba jestem, hmm... uczulony? Tak, zdecydowanie jestem.
A wracając do wniosków, to (po pierwsze primo) na pewno warto mieć świadomość, że część przynajmniej osób zajmujących się "profesjonalnie" pozyskiwaniem bursztynu czasem również poławia go z morza. A że na całą resztę pozyskanego towaru warto mieć jakąś podkładkę (może to pozostałość po starych czasach jak trzeba było mieć licencję i rejestrować wyjścia i złowione ilości), to może i po to te telefony, zdjęcia i dziwne opowieści o połowach? Nie wiem. W takich osobach (które jak ja) zajmują się poławianiem bursztynu "rekreacyjnie" może to jednak budzić przekonanie o własnym "pechu", nieogarnianiu tematu bądź braku umiejętności. Przy odpowiedniej dozie doświadczenia całkiem niesłusznie zresztą.
Żeby jakoś osłodzić trochę ten obraz dodam tylko, że na szczęście są również i tacy "profesjonaliści", co mieszkając całe życie 500m od plaży mówią wprost (i tu szacun za szczerość), że bursztyn (w naprawdę sporych ilościach) mają z pola albo ze żwirowni. A na plażę to już nawet im się chodzić nie chce, taka posucha ostatnio.
No i po drugie, ale ważniejsze primo, to uważajcie na te "księżycowe krajobrazy". Jeśli traficie gdzieś na plaży, czy w lesie bądź na polu na takie dziwne "kratery"...
...to podchodźcie do nich bardzo ostrożnie (albo jeszcze lepiej nie podchodźcie wcale). Jeśli to są świeże ślady, to bardzo łatwo jest się w nie zapaść. W środku są ruchome piaski i niestabilny, podmokły grunt naruszony podmywającą go wodą. Znajomy raz podszedł za blisko i się zapadł po pachy w czymś takim a jest mojego wzrostu. Na szczęście nie był sam, więc miał kto pomóc mu się wydostać. A dzieciaki?
Dlatego uważam, że płukanie plaż i pozostawianie potem takich pułapek na nieświadome niczego osoby jest (delikatnie mówiąc) po prostu niemoralne. I żadna ilość bursztynu mnie nie przekona, że jest inaczej.
Trwa ładowanie...