Wigilijny stół przykryty żytnią słomą czy białym obrusem? Wigilia naszych przodków

Obrazek posta

Pochodzimy z różnych rodzin, które mają różną historię, inne doświadczenia. Ale dziś Święta Bożego Narodzenia obchodzimy i przeżywamy podobne. Pod choinkami ozdobionymi bombkami (w Krakowie bańkami!) leżą stosy prezentów. Na stołach w całym kraju pojawiają się podobne potrawy. Oczywiście, miejscami trwają jeszcze regionalne smaki i zwyczaje, drobne różnice w potrawach czy obrzędach świąteczno-noworocznych, lecz są one raczej echem dawnych odrębności niż ich pełnym brzmieniem.

Aż trudno sobie wyobrazić w jak różny sposób, sto czy sto pięćdziesiąt lat temu, obchodzone były Święta w zależności od pozycji społecznej rodziny. Zupełnie inaczej przeżywano je w chłopskiej chacie, a inaczej w mieszczańskiej kamienicy czy ziemiańskim dworku. Pod powierzchnią tych różnic kryło się jednak coś wspólnego. Niezależnie od tego, czy nasi przodkowie zasiadali do wigilijnej wieczerzy przy stole wyłożonym żytnią słomą, czy przykrytym białym obrusem, był to czas wyjęty z codzienności. Zatrzymywał się zwykły rytm pracy i trosk. Nawet tam, gdzie na co dzień niewiele było przestrzeni na odpoczynek.

Sprzedaż opłatków na Rynku Głównym Sprzedaż opłatków na Rynku Głównym, [Muzeum Etnograficzne w Krakowie]

 

Podłaźniczka, groch i maśkary

Święta dzieci chłopskich wyglądały inaczej w każdym regionie. Mogły różnić się w detalach między sobą nawet w zależności od wsi. Każdy region miał własne zwyczaje, potrawy i sposoby świętowania. Nie da się więc wskazać jednego, wspólnego obrazu Bożego Narodzenia na wsi, jest ich zbyt wiele. Aby jednak wyobrazić sobie, jak święta Bożego Narodzenia wyglądały pod koniec XIX wieku oczami dzieci ze wsi, warto przyjrzeć się okolicom podkrakowskim, opisanym przez Władysława Tetmajera.

 

 

Od samego rana wykonuje się czynności, które mają przynieść szczęście na cały nadchodzący rok. Do naczynia z wodą, w którym myją się dzieci i dorośli, wrzuca się monetę. Wierzy się, że dzięki temu pieniądze i powodzenie będą się człowieka trzymały. Jeśli w domu pojawia się robactwo, razem ze zmiecionymi śmieciami podrzuca się je po kryjomu pod próg sąsiada. Ma to sprawić, by wraz z nowym rokiem ten kłopot przeniósł się gdzie indziej. 

Izba na święta zmienia się stopniowo, według dobrze znanego porządku. Najczęściej przygotowania zaczyna najstarsza córka. Na kilka dni przed Wigilią uzupełnia glinę na piecu, bieli go na nowo i szoruje ściany izby, aż znów stają się jasne. Pracy jest dużo i trwa długo, ale wiadomo, że tak musi być przed świętami. Dokładnie myje ławy i stoły, czyści garnki, cebrzyki i konwie.

 

Świąteczne kopy i krzyże Świąteczna kopa i krzyż, szkic z końca XIX wieku

 

W dzień Wigilii z samego rana, zaczyna się we wsi duży ruch - każdy chce zdążyć z robotą przed wieczorem. Gospodarz bierze żytnią słomę i robi z niej: kopę, krzyż i gwiazdę. Kopa to wiązki słomy. Kopy wkłada się za obrazy, a jeśli jest miejsce, także między stragarze i deski powały. Krzyż przymocowuje się pośrodku środkowego stragarza, a gwiazdę umieszcza się na tak zwanej gwieździe ciesielskiej. Pozostaje tam aż do Trzech Króli. Kopa i krzyż zostają na swoim miejscu do Nowego Roku. W niektórych chałupach stawiają też snopki w kątach izby. Gospodarz stroi izbę w czasie, gdy gospodyni przygotowuje świąteczny posiłek. 

 

Sad czyli podłaźniczka

W domach, szczególnie w tych, w których mieszkały dziewczęta, istotnym elementem świątecznego wystroju jest sad. To po niego w wigilijny ranek chłopcy z gospodarstwa wyruszają do lasu. Ścinają jodełkę, sosenkę albo świerk, a właściwie sam czubek drzewka. Z lasu zabierają też kilka zimozielonych gałęzi. Przynoszą je do chałupy, gdzie mają służyć za sad, czyli podłaźniczkę. Zielone gałęzie wnoszą do wnętrza zapach lasu i są zapowiedzią świąt, które właśnie nadchodzą. Dziewczęta dekorują sad jabłkami, orzechami i ozdobami z opłatka. 

Podłaźniczka Podłaźniczka (sad), fot. E. Frankowski, 1913 rok [Muzeum Etnograficzne w Krakowie]

 

Stół w izbie nakrywa się słomą i sianem. Najpierw wzdłuż kładzie się grubą, długą słomę, potem przywiązuje się ją poprzecznie słomianymi powrozami. Na środku robi się gniazdko z siana. To w nim gospodyni stawia misę z jedzeniem. Wszyscy będą jeść z niej wspólnie, każdy swoją łyżką. Tak przystrojony stół zostaje na oba dni świąt. Jeśli siano i słoma spadną ze stołu, to mogą leżeć na podłodze. Izby się nie zamiata. 

Chłopcy już kilka dni przed Świętami przygotowują się do obchodu kolędniczego. Najwięcej czasu i uwagi zajmuje wykonanie głowy turonia. Jest ona strugana z drewna, z ruchomą dolną szczęką, która kłapie, gdy pociąga się za sznurek. Wnętrze pyska wykłada się czerwonym suknem, a z otwartej paszczy zwisa język, także z materiału. Z zewnątrz głowę okleja się skórą baranią, zajęczą albo inną, jaka jest pod ręką. Dorabia się duże, kudłate uszy, a czasem dodaje się rogi, prawdziwe bydlęce lub wystrugane z drewna. Każdy szczegół ma znaczenie, bo im straszniejszy i bardziej niezwykły turoń, tym większe zrobi wrażenie podczas kolędowania. Dla młodzieży to nie tylko zabawa, ale prawdziwa praca, wykonywana z powagą i przejęciem.

 

Łeb turonia Łeb turonia, 1912 rok [Muzeum Etnograficzne w Krakowie]

 

Gdy wszystko jest już gotowe, na niebie pojawia się pierwsza gwiazda, a misa z jedzeniem stoi na środku stołu, cała rodzina (musi być parzysta liczba osób) zbiera się do wspólnej modlitwy. Gospodyni rozdaje domownikom opłatki. Opłatek łamie się po trzy razy, wypowiadając przy tym życzenia. Zanim jednak ktokolwiek sięgnie po jedzenie, gospodarz podchodzi do okna. Zwraca się na zewnątrz, w stronę ciemności nocy, i woła wilka, zapraszając go do wspólnego posiłku. Te słowa wypowiada się głośno i poważnie, bo mają uchronić dom, ludzi i dobytek przez cały nadchodzący rok:

Wilcasku, wilcasku! Siądź s nami dziś do uobiadu, ale jak nie przydies dziś, nie przychodź nigdy!  Słowa te mają chronić dom i jego mieszkańców przez cały nadchodzący rok.

 

Kluski z makiem na miodzie

Wieczerzę, zwaną powszechnie obiadem, zaczyna się od opłatka. Macza się go w grochu, bo to właśnie groch jest tu pierwszą potrawą wigilijną. Gospodyni podaje go ugotowany na rzadko, lekko roztarty. To proste jedzenie, ale sycące po całym dniu postu. Po grochu przychodzą gotowane śliwki i gruszki, słodkie i miękkie. Potem na stół trafiają kluski z makiem na miodzie. Na te słodycze dzieci czekają najbardziej. Na co dzień nie mają zbyt wielu okazji, by jeść takie rarytasy. Na sam koniec podaje się żur z grzybami, gorący i kwaśny, zamykający wigilijny posiłek.

Po zakończonej Wigilii pije się piwo albo miód. Niczego nie zjada się do końca. Nawet opłatka. To, co zostaje w misce, gospodyni zanosi krowom, bo święta obejmują także zwierzęta. Gospodarz wychodzi wtedy do sadu. Słomianym powrozem obwiązuje drzewa i grozi im pół żartem, pół serio, że je zetnie, czasem lekko uderzając siekierą w pień. Wypowiada przy tym słowa, które mają zapewnić urodzaj: Cy bedzies rodziło, cu nie bedzies, bo cię zetnę!

 

Pocztówka z początku XX wieku [Polona]

 

Sam dzień Bożego Narodzenia jest tak uroczysty, że nie wolno wtedy wykonywać żadnych prac. Nie zamiata się izby, nie odwiedza sąsiadów ani krewnych. Po nabożeństwie wszyscy zostają w domu. Dzień mija spokojnie, niemal w bezruchu. Dopiero wieczorem przy sadzie rozbrzmiewa rodzinne kolędowanie. Następnego dnia, w święto świętego Szczepana, obchody zaczynają nabierać tempa. Chłopcy przynoszą do kościoła owies do poświęcenia, a na pamiątkę ukamienowania pierwszego męczennika obsypują nim księdza. Od tego dnia zaczyna się chodzenie po kolędzie. Zbiera się zwykle ośmiu parobków (młodych chłopaków), którzy potrafią śpiewać kolędy. Towarzyszy im muzyka, skrzypce i basy, a razem z nimi idzie starszy, ubogi chłop, ubrany w zniszczoną sukmanę, przepasany powrozem, z twarzą przyczernioną sadzą. Niesie worek, do którego zbiera chleb ofiarowany po chałupach.

 

Kolędnik z gwiazdą Kolędnik z gwiazdą, Bronowice Wielkie k. Krakowa

 

Wieczorem kolędnicy spotykają się w karczmie, a potem chodzą od domu do domu, grając pod oknami i śpiewając. Czasem razem z kolędnikami, a częściej osobno, po domach chodzą tak zwane maśkary. To grupy chłopców w przebraniach. Jeden występuje jako święty Józef, w białej koszuli, z brodą i wielkim kapeluszem. Obok idzie chłopiec przebrany za Żyda, a trzeci udaje kozę albo turonia. W niektórych wsiach mówi się też o bydlątku, kobyłce, osiołku albo koniku.

Gdy tylko kolędnicy wchodzą do izby, nagle wyskakuje turoń. Staje dęba, tańczy, przeskakuje przez stołki i ławy, a potem rusza w pogoń za dziewczętami, udając, że chce je całować. Jego paszcza kłapie, a cały potwór wydaje się większy i straszniejszy w ciasnej izbie. Dzieci, przerażone tym widokiem, kryją się po kątach, chwytają się fartuchów matek i nie chcą nawet spojrzeć. Dziewczęta uciekają z piskiem, a starsi śmieją się głośno. W izbie robi się gwarno. Dla dzieci to najbardziej wyczekiwany moment świąt. Cisza Bożego Narodzenia ustępuje hałasowi, muzyce i śmiechowi. Domy ożywają, dzień staje się barwny, głośny i pełen zabawy.

Święta Bożego Narodzenia, zwane na wsiach Szczodrymi Godami, Godnymi Świętami to był też zwyczajowy czas godzenia, czyli zatrudniana do służby na najbliższy rok dziewcząt i chłopców. 

 

Choinka, karasie i kolęda dla służby

Z gwiazdki cieszą się wszyscy, mali i duzi, ale to dzieci czują ją najmocniej. W Warszawie i w dużych miastach trwają jarmarki i bazary, także dobroczynne. Widać na nich ludzi z bractw i kupieckich towarzystw, którzy sprzedają swoje wyroby i część zarobku oddają ubogim. Dla dzieci to miejsca pełne ruchu, kolorów i świateł, gdzie wszystko mieni się i pachnie świętami.

 

Sprzedaż choinek w okresie przedświąteczym na Rynku Głównym w Krakowie [NAC]

 

Na miejskich targach są wyznaczone place sprzedaży choinek. Drzewka pojawiają się tam już kilka dni wcześniej i szybko znikają. Szczególnie te, które trafią do domów, gdzie są dzieci. To dzieci najbardziej czekają na choinkę: wysoką lub małą, ale zawsze pełną migoczących ozdób i błyszczących światełek. W powietrzu czuć radosne napięcie. Każdy dzień przybliża chwilę, gdy choinka stanie w domu, a Święta Bożego Narodzenia wreszcie rozbłysną pełnym blaskiem.

Wieczerza zaczyna się dopiero wtedy, gdy na niebie pojawia się pierwsza gwiazdka. Na ten moment czeka się z niecierpliwością. Gdy wreszcie zabłyśnie, wszyscy domownicy zbierają się przy stole i łamią się opłatkiem. Opłatek rozdaje pani domu. Każdy powinien do niej podejść i z talerzyka przykrytego białą haftowaną serwetką wziąć swój opłatek. Najpierw podchodzą najstarsi w rodzinie, potem dopiero dzieci, a na końcu służba.

Stół wigilijny w domach mieszczańskich wygląda inaczej niż przy innych uroczystych okazjach. Przykrywa się go białym obrusem, a pod spodem układa siano. Dla dzieci to coś niezwykłego: źdźbła wystające spod obrusu przypominają, że ta noc jest wyjątkowa, bo na co dzień przecież nie mają styczności z sianem.

Stół musi wyglądać jak najpiękniej. Zasiadają przy nim wszyscy domownicy, a często zaprasza się także samotnych krewnych, by nikt nie był sam w tę noc. Pilnuje się, by liczba osób przy stole była parzysta. Wierzy się bowiem, że w przeciwnym razie ktoś z biesiadników mógłby nie dożyć kolejnych świąt. Dzieci niecierpliwie wyczekują aż zasiądą do stołu wraz z dorosłymi, w ciągu roku nie biorą udziału uroczystych kolacjach. 

 

Choinka jako podarek

Dopiero gdy wieczerza dobiega końca, dzieci mogą podejść do choinki. W bogatszych domach stoi ona w osobnym pokoju, do którego wcześniej nie wolno zaglądać pod żadnym pozorem. Choinkę w poranek wigilijny ubiera pani domu razem ze starszymi córkami albo ze służbą, z dala od dziecięcych oczu. Drzwi pozostają zamknięte, a ciekawość narasta z każdą chwilą. 

 

Pocztówka z początku XX wieku Pocztówka z początku XX wieku [Polona]

 

To ukrywanie widoku choinki aż do tej jednej chwili sprawia, że pierwsze wrażenie jest jeszcze silniejsze. Gdy wreszcie drzwi się otwierają, choinka olśniewa: wiszą na niej pierniki, złocone orzechy, cukierki i błyszczące ozdoby, które migoczą w świetle świec. Dla dzieci jest to moment szczerego zachwytu. W wielu domach utrzymywano, że choinka jest darem dla dzieci od świętego Mikołaja lub od Aniołka.

Zwyczaj stawiania choinki w domach Polaków pojawił się stosunkowo późno, bo z początkiem XIX wieku. Ma się jednak różnić w sposobie zdobienia od swojego niemieckiego pierwowzoru: Polska choinka, w przeciwieństwie do niemieckiej, nie jest przybierana szklanymi świecidełkami. Zamiast tego blichtru w Polsce coraz bardziej rozpowszechnia się zwyczaj dekorowania drzewka gustownymi, stylowymi wycinankami - czytamy w jednym pism kobiecych. Piękną dekoracją, podnoszącą naturalny wdzięk choinki, są różne artykuły spożywcze, jak figi, orzechy, jabłka, pierniczki, czekoladki, cukierki i mercepany. Podnosi to znacznie wartość choinki w oczach naszej dziatwy, a każdy z tych smakołyków, otrzymany później z choinki, smakuje po stokroć lepiej od innych.

 

Pocztówka z początku XX wieku [Polona]

 

Prezenty czekają pod choinką. Albo częściej, z szacunku dla ich wartości, na specjalnie przygotowanym stole obok. Wzrok dzieci biegnie od ozdób do paczek, a serca biją szybciej. Dla najmłodszych ta chwila jest nagrodą za długie czekanie i milczenie przy stole. To moment, w którym całe napięcie wigilijnego wieczoru zamienia się w czystą radość.

Tylko tam, gdzie nie ma choinki, co zdarza się w domach bez dzieci, podarki rozdaje się już podczas kolacji.

W dobrze prowadzonych domach prezenty otrzymuje także służba. Pani domu zawsze upewnia się, czy przy stole służby podano dokładnie to samo, co domownikom. Te gesty ma znaczenie. Pokazują, że tej nocy wszyscy są ważni, a Boże Narodzenie nie omija nikogo. Dla dzieci jest to lekcja sprawiedliwości i dobroci, święta obejmują cały dom, każdego kto w nim mieszka i pracuje dla rodziny.

W czasie Świąt i na przełomie roku dzieci dostają także drobne podarki od panien i kawalerów, którzy bywają w domu. Nie są to prezenty obowiązkowe, lecz miły gest. To taka  forma podziękowania całej rodzinie za gościnność i wspólnie spędzony w mijającym roku czas. Pani domu otrzymuje kwiaty, a dzieci małe zabawki lub słodycze. W domu znów pojawia się ożywienie, szeptanie i ciekawość: kto przyszedł, co przyniósł, dla kogo jest dostarczana do drzwi paczuszka. Jeśli podarki przynosi służąca, bezwzględnie musi zostać wynagrodzona napiwkiem przez pana lub panią domu. 

Dawniej określenie kolęda nie odnosiło się jedynie do świątecznych pieśni, śpiewanych czy to przy wigilijnym stole, czy przy choince. Określało ono zwyczaj obdarowywania z okazji Bożego Narodzenia służby, czy innych zatrudnionych osób. W dawnej Polsce królowie dworzanom, a szlachta swojej służbie rozdawała bożonarodzeniowe dary, czyli kolędy. Z czasem tym pojęciem zaczęto określać w ogóle wzajemne obdarowywanie się upominkami z okazji Świąt.  Ten zwyczaj jest pilnie przestrzegany i stanowi część porządku, który dzieci obserwują z uwagą, ucząc się, że święta to nie tylko radość, lecz także określone, przekazywane z pokolenia na pokolenie zasady.
 

Auszpik, budyń z szodonem

Swoboda w przygotowywaniu potraw jest duża, choć pewnych zasad pilnuje się zawsze. Na wigilijnym stole muszą pojawić się określone ryby, zupy i dodatki, lecz sposób ich przyrządzania i podania różni się w zależności od domu. Jak wygląda przykładowe menu wigilijne?

W domach mieszczańskich i ziemiańskich w Wigilię Bożego Narodzenia na stole pojawia się zawsze kilka zup, a co najmniej dwie. Najczęściej są to: migdałowa z ryżem, rybna, grzybowa (jasna, niezabielana) z uszkami nadziewanymi grzybami i smażonymi na maśle albo barszcz z buraków, także podawany z uszkami. Już samo to zapowiada, że wieczerza będzie długa i uroczysta.

Krakowska rodzina mieszczańska z podłaźniczką [Muzeum Etnograficzne w Krakowie]

 

Ryby występują w wielu postaciach. Jedne są smażone, inne gotowane lub duszone. Najczęściej na półmiskach pojawiają się szczupaki i sandacze, karpie, karasie, liny albo pstrągi. Niektóre ryby serwowane są w auszpiku, inne podawane są z majonezem. Są też małe paszteciki rybne w cieście francuskim i proste pasztety, krojone w równe plastry.

Obok ryb zawsze stoją jarzyny, choć zimą ich wybór jest niewielki. Kapusta czerwona duszona w winie, kapusta biała z grzybami, brukselka albo kalafior. Na zakończenie wieczerzy pojawiają się potrawy, na które dzieci czekają najdłużej: tort makowy, kruche ciastka z makiem lub makowa legumina. Do tego kompot z suszonych śliwek, gruszek i jabłek, bakalie i pierniki. 

Jedna autorek książek kucharskich z epoki, Maria Ochorowicz-Monatowa, opisuje, jak powinny wyglądać skromniejsze i te bardziej wykwintne wieczerze wigilijne. Proponuje trzy różne zestawy skromnego menu, a każdy z nich, poza daniem głównym, obejmuje dwie zupy i deser. 

W pierwszej wersji pojawiają się barszcz z uszkami i zupa migdałowa, paszteciki z ikry i mleczka podawane na muszelkach, szczupak z chrzanem, lin smażony, kapusta z grzybami oraz łamańce z makiem. Druga propozycja to zupa migdałowa i zupa z ikry rybiej, karasie w śmietanie, gołąbki z ryżem i grzybami, sandacz smażony z sałatą oraz szarlotka na kruchym cieście. W trzeciej wersji na stół trafiają barszcz z uszkami i zupa rybna, szczupak w galarecie, karp na szaro, lin smażony z chrzanem, kompot z suszonych śliwek, a także budyń migdałowy z szodonem i kutia.

W wersji menu wystawnego Ochorowicz-Monatowa proponuje poza obowiązkowymi zupami: kulebiaki z rybą, sandacza po parysku, jarmuż z kasztanami, karpia smażony, turbota w białym winie i karasie zapiekane w śmietanie, vol-au-vent z ryb, lina duszonego w czerwonej kapuście czy pieczonego szczupaka. Na deser podaje się tort hiszpański, galaretę ananasową albo krem ponczowy.

Szczupak w galarecie, ilustracja z książki kucharskiej z końca XIX wieku

 

Kilka przepisów z XIX wieku

Auszpik czyli galareta z ryb. Można ją przyrządzać ze szczupaka, lina, karpia, sandacza, leszcza, suma i innych. Galareta musi być klarowna i nie za twarda. Będzie czysta jeśli po nagotowaniu się smaku z ryb sklarujemy ją białkami. To znaczy, że w przecedzony uprzednio wywar wleje się roztrzepanych w połowie szklanki zimnej wody kilka białek, dorzuci kilka skorupek z jaj i po zagotowaniu odstawi na pół godziny, potem odcedzi.  Na 1 litr wywaru z ryb należy dać 3 listki żelatyny. Auszpikami dekorujemy dania. Można je barwić: na różowo tartym burakiem ćwikłowym, na żółto szafranem [przepis z 1910 roku].

Szczupak w galarecie. Osolonego i oczyszczonego szczupaka pokroić w dzwonka, włożyć całość do rondla i zalać wywarem z włoszczyzny. Wywar musi być intensywny, powinien być przygotowany z dużej liczby warzyw i cebul. Rybę należy gotować powoli, na małym ogniu. Wyjąć dzwonka jak zmiękną, głowę gotować dalej. Kiedy wywar zgęstnieje w celu sklarowania galarety dodać do niego białek i skorupek jaj, wcisnąć pół cytryny, zagotować. Odstawić na pół godziny, potem przecedzić przez serwetę tak, by był zupełnie przezroczysty. Dodać 6 do 8 namoczonych listków żelatyny. Następnie z marchewiki wykroić kilka gwiazdek, jajko ugotowane n atwardo pokroić w plastry lub cząstki cytrynę obraną ze skórki pokroić w plastry. Wyłożyć spód i boki formy, ułożyć rybę i zalać wywarem z żelatyną. Pozostawić w zimnym miejscu, by galareta stężała. Przed wydaniem zanurzyć formę na sekundę w gorącej wodzie, wyłożyć na półmisek, osobno podać ocet i oliwę. 

Jeśli chce się podać rybę w całości, należy ją tak ugotować, a gdy przestygnie odkroić skórę z grzbietu i zdjąć ostrożnie aż do brzucha. Pokroić mięso w ukośne plasterki, tak aby się ryba w całości trzymała.

Pozostałą część galarety porozlewać do maleńkich foremek, zabarwić różnymi kolorami i po zastygnięciu wykorzystać do dekoracji półmiska, przekładając na zmianę cząstkami ugotowanych na twardo jaj.W grzbiet szczupaka wbić sztyleciki platerowane z nadzianymi rakami, truflami i jajkami [przepis z 1910 roku].

Szodon. Osiem żółtek i pół funta drobnego cukru wymieszać w garnku, w drugim rondlu zagotować pół kwarty wina i wrzące wlewać po trochu do żółtek. Następnie ubjać jajka z winem aż się mikstura zapieni. Niezwłocznie podać na stół. Szodon w wersji na zimo to dwadzieścia żółtek, butelka wina i funt cukru wymieszane ze 3 łutami karuku (kleju rybiego) i kieliszkiem araku. Jak zacznie się ścinać, przelać do formy i obłożyć lodem [przepis na sos z 1873 roku]

 

Dwie wigilie, jedno święto

Dwie wigilie spotykają się w tym samym czasie, lecz przy zupełnie innych stołach. Jeden z nich zasłany jest słomą i sianem. Prosty, dziś powiedzielibyśmy, że wręcz ubogi. Drugi przykrywa biały obrus, pod którym również kryje się siano, lecz całość otacza porządek, obfitość potraw i mieszczańska elegancja. Choć różnią się wyglądem, menu i obrzędami, oba stoły niosą to samo znaczenie. Na jedną noc przełomu XIX i XX wieku stają się centrum świata dla każdej z tych rodzin. i

Niezależnie od tego, czy wieczerzę zaczyna groch z jednej misy, czy zupa migdałowa podana w porcelanowych głębokich talerzach, Boże Narodzenie jest czasem, który dzieci przeżywają najintensywniej ze wszystkich świąt.

 

Boże Narodzenie Wigilia przodkowie historiarodzin mikrohistoria zwyczaje

Zobacz również

[PORADNIK: Emigracja do USA] Co to Kaselgarda?
[PORADNIK: Emigracja do USA] Jak rozszyfrować akronimy i kody przyczyn zatrzymania na gran...
[PORADNIK: Emigracja do USA] Dlaczego odmówiono im wjazdu do USA? Listy pasażerów, do któr...

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...