Styczniowy newsletter do Patronów i Patronek
Cześć 💛
Mateusz z tej strony.
Witajcie w Nowym Roku! Nie wiem jak Wam, ale mi styczeń przeleciał w mgnieniu oka. Choć pod koniec najbardziej mnie śmieszyły memy w stylu “mamy 179. dzień stycznia” to u mnie (i u nas w Tutaj Podcast) był ogrom zajętości. Owocem tej zajętości jest książka i tutaj mam dla Was premierowe info: premiera naszej książki będzie 11 marca! My nie możemy się doczekać!
Ale, dziś chciałem się dziś z Wami podzielić jedną refleksją, która przyszła do mnie w dość przewrotnym momencie, podczas jogi. Chodzi o… złość.
Przez większość życia miałem z nią spory problem. Raczej się jej bałem. Gdzieś z tyłu głowy miałem przekonanie, że jak się złoszczę, to znaczy, że jestem „złym człowiekiem”. Dziś już wiem, że to bzdura, ale wtedy naprawdę tak to czułem.
Dopiero na terapii dotarło do mnie, że złość jest potrzebna. Że to ona pomaga stawiać granice. I odkryłem to w dość zaskakujący sposób.
Był taki moment w moim procesie, kiedy moja terapeutka, pani J., zaczęła regularnie zadawać mi bardzo podobne pytanie. Na jednej sesji powtórzyło się ono kilka razy i miałem coraz silniejsze poczucie, że ona chce mnie „gdzieś popchnąć”, a kompletnie nie w tym kierunku, który był dla mnie ważny.
Najpierw pojawił się dystans, potem myśl: „ona mnie chyba w ogóle nie słucha”, a na koniec, czyste wkur***nie.
Sesja się skończyła, a ja przez cały tydzień chodziłem z narracją:
„moja terapeutka jest średnia”,
„nie ogarnia”,
„chyba powinienem ją zmienić”.
Opowiadałem o tym znajomym, nakręcałem się, a oni przytakiwali. Ani przez chwilę nie pomyślałem, że to, co naprawdę domaga się uwagi, to moja złość. Skupiłem się wyłącznie na tym, co ona zrobiła.
I przyszedł kolejny czwartek.
(Serio, nie wiem jak u Was, ale u mnie prawie wszyscy mają terapię w czwartki — nawet dorobiliśmy się hashtagu #therapythursday w Tutaj Podcast 😅).
Zacząłem sesję od prostego komunikatu:
„Chciałbym wrócić do poprzedniej sesji. Poczułem na panią złość”.
Powiedziałem, że byłem wkurzony, że czułem się niezrozumiany i zlekceważony.
I wtedy... eureka.
Pani J. w ogóle się nie broniła. Nie tłumaczyła się. Nie odbijała piłeczki. Po prostu przyjęła tę złość, uznała ją i dała jej miejsce. Pierwszy raz ktoś zareagował na moją złość spokojem i akceptacją, bez oceniania, bez gaszenia.
Okazało się, że to, o co nam wtedy chodziło, wcale nie było najważniejsze. Ważne było to, że coś we mnie się uruchomiło. Zaczęliśmy rozmawiać już nie o sytuacji, tylko o samej złości i nagle poczułem, że mogę ją wyrażać bezpiecznie. Wreszcie.
Na koniec sesji pani J. podziękowała mi za odwagę. Powiedziała nawet, że cieszy się, że ta złość pojawiła się właśnie wobec niej, bo, jak to ujęła, „od tego momentu możemy wejść poziom głębiej i naprawdę zacząć zmieniać stare schematy”.
Co ja z tego biorę dla siebie?
Że jeśli w terapii pojawia się trudna emocja, nawet wobec osoby, która ją prowadzi, to właśnie tam jest na nią najlepsze i najbezpieczniejsze miejsce. I naprawdę warto ją wypowiedzieć.
A po drugie, jakie to szczęście mieć kogoś po drugiej stronie kto reaguje na emocje właśnie w taki sposób, nawet gdy są one trudne i skierowane w jej stronę: z akceptacją i empatią, a nie odbijaniem i umniejszaniem. Chciałbym być takim partnerem, przyjacielem, ojcem, współpracownikiem, który tak potrafi.
Zostawiam Was z tą myślą.
Dzięki, że jesteście i że wspieracie to, co robimy — to dla nas ogromnie ważne 🫂
Ps. Nie wiem czy wiecie, ale przez cały luty w kawiarni Bibi's Cafe Bar w Warszawie możecie spróbować koktajlu Tutaj Podcast, który wymyśliliśmy wspólnie. Część dochodu ze sprzedaży tego koktajlu zostanie przekazana na Fundację Otwarte Klatki. Jeśli macie ochotę to złapcie sobie taki koktajl:)
Do usłyszenia,
Mateusz
Trwa ładowanie...