Suma wszystkich strachów
Czasem mam wrażenie, że znane zło, to mniejsze zło i chyba tak samo było tym razem, gdy realizowałam reportaż w Zaporożu.
Dziś, czyli w niedzielę 22 lutego o godzinie 16.00 czasu PL zapraszam na mój najnowszy reportaż z Zaporoża https://youtu.be/N68jBN2YLsg
W Zaporożu nie byłam już bardzo dawno, dlatego zaskoczyła mnie tam mocno normalność przy tak dużej bliskości linii frontu i ciągłych atakach (w trakcie realizacji tego materiału doszło zresztą do kolejnego). I tak sobie myślę, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Po pewnej frontowej przerwie wróciłam na odcinek kupiański, wczoraj mieliśmy dzień przylotów (były Szahidy, armatohaubica i jakiś KAB), jestem znowu często w Charkowie, który jest ostrzeliwany przez ruZZkich permamentnie, ale to w Zaporożu jednak czułam większy strach, niż właśnie w Charkowie, co pewnie dla wielu osób jest niezrozumiałe. I to właśnie jest to subiektywne odczucie - bo w Charkowie umiem jeździć bez GPS, bo w Charkowie wiem, co gdzie jest, bo do Charkowa przez te wszystkie lata przywykłam i nie dziwi mnie to, że kursuje metro, tramwaje, autobusy, trolejbusy, że są otwarte sklepy i kawiarnie, że wciąż jest tam dużo ludzi (na początku lutego zresztą pokazywałam Wam mój najnowszy reportaż z Charkowa). A w Zaporożu na przykład słysząc już nisko lecące Szahidy czułam ten taki ucisk w dołku, praca obrony przeciwlotniczej również wzbudzała pewną inną czujność. Może właśnie dlatego, że jednak mniej boimy się tego, co znamy niż tego, co jest nam obce? W Zaporożu ze trzy razy się zgubiłam, ale jednak udało mi się zrealizować materiał (może nie do końca tak, jak planowałam, ale jednak), udało mi się też "na czuja" jednak wyjechać z miasta bez GPS i map offline (tak, to piszę ja, która w poradach się na ten temat tak pięknie mądrzyłam). Myślę, że gdybym częściej była w Zaporożu, to i tam bym miała w sobie mniej lęku. Bo, żeby było jasne, w obwodzie charkowskim też go mam, tylko jest po prostu inny. I ciężko mi to tak po ludzku wyjaśnić. Ale z tej perspektywy też lepiej rozumiem na przykład komentarze po moim materiale z Charkowa, że jak to, tam tak wszystko działa, a im ciągle coś na głowę leci...
Ale powiem Wam też o innej frontowej perspektywie, która w miastach czy dalej od frontu ma mniejsze prawo bytu. W naszej wsi wybuchł bus wiozący amunicję. Nie, to nie był żaden akt dywersji ani nic takiego. Doszło do zwarcia elektryki, auto się błyskawicznie zapaliło i zaczęły się detonacje. Czterem wojskowym udało się wyskoczyć z auta (wszyscy przeżyli, 2 jest lekko rannych, 2 ciężej), samochód wbił się między drzewo a płot i po kilku kolejnych wybuchach spłonął. Na szczęście cywilom mieszkającym w tym domu nic się nie stało. Dlaczego mówię, że dalej od frontu prawdopodobieństwo jest mniejsze? Oczywiście, że na front dowozi się amunicją "skądś", ale tu się ją wozi wszędzie i non stop. Zresztą co ja Wam będę mówić o bezpieczeństwie okołowojennym - spójrzmy, co minionej nocy stało się we Lwowie. Na razie za mało wiemy o zamachu (minister Kłymenko mówi już o zatrzymaniu jednej podejrzanej osoby - kobiety, obywatelki Ukrainy), ale mam wrażenie, że w okołorocznicowym czasie (24 lutego mijają 4 lata od pełnoskalowej agresji Rosji w Ukrainie) może być jeszcze ciekawie...
Trwa ładowanie...