Gregorki

Obrazek posta

Gregorki przyszły w tym roku już 11 marca, w Wigilię św.

Grzegorza, w beskidzkich wioskach znów rozległ się dźwięk małych dzwoneczków i śpiew, który przez dziesięciolecia prawie zamilkł.

O tym, jak wyglądało to dawniej, opowiadał nam Jan Waszut z Szańców w Koniakówie. Pamiętał Gregorki jeszcze ze swojego wczesnego dzieciństwa z lat czterdziestych XX wieku. W jego wspomnieniach była w tym obrzędzie prostota, radość i poczucie, że wraz z dziećmi chodzącymi od domu do domu naprawdę nadchodzi wiosna.

Od trzech lat w Instytucie Transmisji Kulturowej staramy się

przywracać ten archaiczny, wiosenny zwyczaj do Życia w trzech sąsiadujących ze sobą górskich miejscowościach: Jaworzynka, Koniaków i Istebna.

Przygotowania rozpoczęły się odpowiednio wcześnie w budynku instytutu w Istebnej. Tam powstawały gałązki brzozowe przystrojone, lekkie, z małym dzwoneczkiem. Z taką gałązką „Drzegorze" ruszają potem od domu do domu. Spiewają, dzwonią i wołają mieszkańców, jakby przynosili pierwszą wiadomość o budzącej się ziemi.

Są jak pierwsze jaskółki wiosny.

Najpiękniejsze są reakcje ludzi. Drzwi się otwierają, ktoś wychodzi przed dom, ktoś się uśmiecha, ktoś zaczyna wspominać swoje dzieciństwo. I bardzo często na końcu pada to samo zdanie:

„Przyjdźcie też za rok."

Tak właśnie tradycja wraca do życia krok po kroku, dom po domu, pieśń po pieśni.

Zobacz również

Morzanny
Ojciec i syn
Gregorki

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...