Natowscy
Kmdr ppor. Damian Przybysz jest starszym oficerem flagowym w dowództwie 3 Flotylli Okrętów. „Pochodzę z wojskowej rodziny. Mój ojciec jest chorążym, służy w Darłowie, w bazie lotnictwa marynarki wojennej. A ja dorastałem w jej sąsiedztwie, po części w samej bazie”, wspomina. Jako dziecko zaliczał praktycznie wszystkie imprezy organizowane przez jednostkę, chodził na wojskową pływalnię, zajęcia karate, siatkówki. Mnóstwo czasu spędzał w towarzystwie rówieśników – podobnie jak on, dzieci żołnierzy. Inaczej być nie mogło, skoro mieszkał w „wojskowym” bloku. Decyzję o włożeniu munduru podjął jeszcze w liceum. Najpierw myślał o lotnictwie, ostatecznie stanęło na marynarce; tak czy inaczej, armia była dla niego oczywistym wyborem.
„Od zawsze szukałam drogi, która miałaby sens i pozwoliła robić coś ważnego dla innych”, opowiada por. Magdalena Trzebińska-Gawin, oficer prasowy 6 Brygady Powietrznodesantowej. „Przed rozpoczęciem służby studiowałam na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie, ale gdy pojawiła się szansa związania swojej przyszłości z Brygadą, wiedziałam, że to jest miejsce dla mnie. To była świadoma decyzja i nigdy jej nie żałowałam”, zapewnia nasza rozmówczyni.
Z danych Sztabu Generalnego Wojska Polskiego wynika, że na koniec czerwca 2026 roku w Siłach Zbrojnych RP służyło ponad 220 tys. żołnierzy – 27,4 tys. oficerów, 73,9 podoficerów oraz 119 tys. szeregowych. Blisko 38 tys. z nich – 17% – stanowiły kobiety. Miażdżąca większość wszystkich mundurowych – 155 tys. – pełniła zawodową służbę wojskową, niemal 39 tys. terytorialną. Ponad 14 tys. osób odbywało właśnie dobrowolną zasadniczą służbę wojskową. Na początku 2026 roku – kiedy w szeregach armii pozostawało 217 tys. osób – średni wiek żołnierza wynosił 34,1 roku (w przypadku kobiet były to 33 lata, mężczyzn 35,2 roku). Oznacza to, że przeciętny mundurowy urodził się już w wolnej Polsce, dorastał w kraju należącym do NATO, a do wojska trafił po zawieszeniu obowiązkowej służby wojskowej. „Nie zna armii z poboru ani wojska sprzed akcesji Polski do NATO. Mundur nie był dla niego obowiązkiem, lecz świadomym wyborem. Należy do pokolenia żołnierzy, dla których zawodowa służba i funkcjonowanie według standardów NATO nie są celem reform, lecz naturalnym i jedynym znanym środowiskiem”, konkluduje dr Marcin Sińczuch, socjolog, Zastępca Kierownika Wojskowego Biura Badań Społecznych, które jest komórką wewnętrzną Wojskowego Centrum Edukacji Obywatelskiej.
Zrozumieć rozkaz
To poczucie naturalności nie ogranicza się do procedur czy standardów szkolenia. Jeszcze kilkanaście lat temu polscy żołnierze często wyjeżdżali na manewry z sojusznikami z poczuciem, że mają się od kogo uczyć i co nadrabiać. Dziś taka perspektywa – za sprawą nabytego doświadczenia oraz ogromnej skali prowadzonej od kilku lat modernizacji – w dużej mierze zniknęła. „Nasi żołnierze nie mają już kompleksów wobec kolegów z armii NATO”, przekonuje ppłk dr Artur Zielichowski, kierownik Zakładu Teorii Przywództwa Akademii Wojsk Lądowych we Wrocławiu. „Nie wstydzą się ani swojego wyszkolenia, ani wyposażenia. Wiedzą, że są partnerami, a nie ubogimi krewnymi z Europy Wschodniej”.
Ale zmiana jest znacznie głębsza, bo inny jest sam człowiek noszący mundur. To skutek procesów społeczno-demograficznych, napędzanych przez milenialsów – osoby urodzone między 1981 a 1996 rokiem – oraz pokolenie Z, które na świat przyszło w latach 1997–2012. Zwłaszcza ci drudzy, tzw. zetki, mają w sobie potrzebę redefinicji zasad rządzących życiem społecznym. „A armia pozostaje wiernym odbiciem społeczeństwa”, zauważa Joanna Łatacz, Kierownik WBBS. „To truizm, ale o tyle ważny, że zmiany następujące w społeczeństwie, zachodzą też w wojsku”.
Tych zmian jest sporo, na początek warto wspomnieć o jednej, dotykającej fundamentalnej dla sił zbrojnych kwestii – rozkazu. Wbrew obiegowym opiniom, współczesny żołnierz nie ma problemu z dyscypliną czy wykonywaniem poleceń. „Istota zmiany kryje się nie w samym rozkazie, lecz w tym, co go poprzedza”, tłumaczy dr Sińczuch. „Coraz więcej żołnierzy oczekuje, że przed podjęciem decyzji dowódca wysłucha opinii podwładnych, pozwoli im przedstawić argumenty i wspólnie przeanalizować możliwe rozwiązania. Dopiero później zapada decyzja, która – jako rozkaz – pozostaje bezdyskusyjna i podlega wykonaniu”. To samo zjawisko dostrzega ppłk Zielichowski. „Młodsi żołnierze nie oczekują zniesienia rygorów”, przekonuje. „Chcą natomiast rozumieć sens zadań. Kiedy wiedzą, czemu służy rozkaz i jaki cel ma przynieść, angażują się w jego realizację z pełnym przekonaniem”. Zmienia się więc nie istota dowodzenia, lecz sposób budowania autorytetu dowódcy – coraz częściej opartego na kompetencjach, komunikacji i zaufaniu, a nie wyłącznie na stopniu wojskowym.
Znaczenie rodziny
Według danych SG WP z początku 2026 roku, niemal co drugi żołnierz (47%) pozostaje w związku małżeńskim, a 44% wychowuje co najmniej jedno dziecko. W rodzinach wojskowych dorasta dziś niemal 170 tys. dzieci, przy czym blisko 6% żołnierzy ma troje lub więcej potomstwa, a 459 wojskowych co najmniej pięcioro dzieci. Ów rodzinny kontekst nie pozostaje bez wpływu na sposób funkcjonowania armii. Jeszcze dwie–trzy dekady temu od żołnierza oczekiwano, że podporządkuje wojsku właściwie całe swoje życie. Kolejne przeniesienia i rozłąki z rodziną były naturalnym elementem wojskowej rzeczywistości. Dziś służba nadal wymaga tego rodzaju wyrzeczeń. „Zdarzają się długie szkolenia, ćwiczenia, kursy”, przyznaje por. Trzebińska-Gawin. „Trzeba dobrze organizować swój czas i doceniać każdą wspólną chwilę”, konkluduje.
Zarazem i tu zachodzą zmiany. „Na przestrzeni kilkunastu lat obserwujemy wzrost znaczenia rodziny w systemie wartości żołnierza”, relacjonuje Joanna Łatacz. Kiedyś decyzja o przeniesieniu do innej jednostki była czymś oczywistym. Żołnierz akceptował jej skutki, a wraz z nim jego najbliżsi, co zwykle oznaczało dwa scenariusze – przenosiny całej rodziny bądź życie „na dwa domy”. Dziś wojskowi są bardziej asertywni – oczekują od armii, że ta uwzględni takie czynniki jak miejsce pracy współmałżonka, edukację dzieci czy możliwość pozostania blisko rodzinnego domu. Negocjują swoje przenosiny, a czasami potrafią zrezygnować ze służby, gdy ich zabiegi nie przynoszą skutku. „Współczesna armia – podobnie jak inni pracodawcy – musi brać pod uwagę życie swojego personelu poza miejscem pracy”, mówi kierownik WBBS.
Znaczenie rodziny wybrzmiewa z opowieści innych naszych rozmówców. Mateusz, podoficer z 16 Brygady Zmotoryzowanej [nie podajemy nazwisk żołnierzy na prośbę jednostki], mówi o tym tak: „Przez osiem lat służyłem w Braniewie i tam się przeniosłem. Kiedy powstała jednostka w Wielbarku, od razu się do niej zgłosiłem, bo mogłem wrócić w rodzinne strony. Teraz już nie muszę mieszkać dwieście kilometrów od domu. To dla mnie duży komfort – mam pół godziny do pracy i pół godziny z powrotem”. Jego imiennik, szeregowy z 15 Brygady Zmechanizowanej, ma podobne refleksje. „Wojsko dało mi stabilizację”, podkreśla. „To okazało się bardzo ważne, kiedy musiałem pogodzić życie zawodowe z obowiązkami wobec syna wymagającego szczególnej opieki. Po służbie wracam do domu i mam czas dla dziecka”.
Niewykluczające się motywacje
Gdzie w tym wszystkim patriotyzm? Nie za dużo pragmatyzmu? „Patriotyzm i pragmatyzm nie wykluczają się, lecz wzajemnie uzupełniają”, twierdzi Joanna Łatacz. Jak pokazują badania WBBS, współczesny żołnierz najczęściej wymienia kilka motywów podjęcia służby jednocześnie. Chce wykonywać pracę ważną dla państwa i służyć społeczeństwu, ale ceni sobie również stabilność zatrudnienia i uposażenie pozwalające na utrzymanie rodziny. Ppłk dr Artur Zielichowski zwraca uwagę, że motywacje prowadzące do włożenia munduru nie muszą być tożsame z tymi, które pozwalają wytrwać w służbie przez kolejne lata. „Kandydatów przyciągają możliwość wykonywania ciekawej pracy, stabilne zatrudnienie, perspektywa rozwoju i poczucie celu. Ale w momencie zwątpienia, w sytuacjach trudnych, pieniądze przestają być istotnym motywatorem. Tylko motywacja ideologiczna i egzystencjalna pozwalają pojechać na kolejne ćwiczenie, znowu znosić rozłąkę z rodziną”, podkreśla wykładowca AWL.
Nie każdy więc może być żołnierzem na dobre i na złe – co widać również w statystykach. W 2025 roku 94,5% żołnierzy zawodowych pozostało w służbie – i był to najwyższy poziom retencji od początku XXI wieku. Ale spośród blisko 7,8 tys. tych, którzy w tamtym czasie pożegnali się z mundurem, 46% nie nabyło jeszcze uprawnień emerytalnych. Co więcej, znacząca część decyzji o odejściu zapadła w ciągu pierwszych pięciu lat służby. Innymi słowy, armię przedwcześnie opuściło kilka tysięcy wyszkolonych żołnierzy, niektórzy z nich mogliby nosić mundur jeszcze przez wiele lat. „Pozostaje to przedmiotem szczegółowych analiz oraz działań ukierunkowanych na wzmacnianie motywacji do długoterminowej służby”, tak do sprawy odniósł się Sztab Generalny WP.
Co mogłoby wzmocnić motywacje żołnierzy? Dr Sińczuch zwraca uwagę, że młodzi ludzie trafiają do armii z bardzo konkretnymi oczekiwaniami. Chcą służyć w nowoczesnym wojsku, szkolić się na sprzęcie, który daje realne szanse na współczesnym polu walki, i mieć pewność, że system potrafi szybko reagować na zmieniającą się rzeczywistość. „W pytaniach otwartych, gdy prosimy żołnierzy o wskazanie zmian, których najbardziej oczekują, bardzo często pojawia się odpowiedź: jedno słowo » drony« i kilka wykrzykników”, opowiada socjolog z WBBS. To nie fascynacja nowinkami, lecz przekonanie, że armia powinna uczyć tego, co rzeczywiście będzie potrzebne podczas wojny.
Przestrzeń poza służbą
Z dotychczasowych rozważań można już wywieść kolejny wniosek: współczesny żołnierz nie traktuje munduru jako jedynej drogi zawodowej. „Chce widzieć sens służby, rozwijać się i mieć poczucie, że wojsko inwestuje również w niego”, mówi ppłk Zielichowski. Jeśli armia nie realizuje tych oczekiwań, mundurowy nie boi się odejść. To cena profesjonalizacji. Wojsko nie może już zakładać, że raz pozyskany żołnierz pozostanie w służbie niezależnie od okoliczności. Musi na jego lojalność nieustannie pracować. Uwzględniając przy tym, że zabiega o ludzi coraz lepiej wykształconych - o czym więcej przeczytacie w tekście, który opublikowałem w "Polsce Zbrojnej". Oto link do tego tekstu.
-----
Nz. Żołnierze 16 DZ podczas służby na wschodniej granicy/fot. 16DZ
Trwa ładowanie...