Zapiski na marginesie życia #05: Sztuka mówienia „nie”. Jak odpuściłem to, co wysysa ze mnie energię

Obrazek posta

Przez lata byłem człowiekiem nauczonym tego, że trzeba pomagać. Czasami rzucało się własne sprawy, plany i odpoczynek, żeby tylko stanąć na rzęsach i ratować kogoś innego. Wydawało mi się, że na tym polega właściwa postawa. Długo mi zajęło, nim zacząłem wreszcie rozumieć jedną, fundamentalną prawdę: ja też jestem ważny. I tu wcale nie chodzi o egoizm czy samolubstwo. Jeśli sami jesteśmy wypaleni, zmęczeni i bez energii, to nasza pomoc staje się nijaka, a my sami stajemy się zakładnikami cudzych potrzeb. Zrozumienie, że stawianie siebie na pierwszym miejscu to konieczność, a nie grzech, całkowicie zmieniło moje podejście do życia.

Post dostępny tylko dla Patronów

Aby zobaczyć ten materiał musisz być zalogowany

Zostań Patronem Zaloguj się
Zapiski na marginesie życia

Zobacz również

Zapiski na marginesie życia #04 Męska przyjaźń po 40-stce. Czy ona w ogóle jeszcze istn...
Zapiski na marginesie życia #03 Cisza jest głośna. Jak radzę sobie z momentami, gdy dom...
Zapiski na marginesie życia #02: Czy zazdrość po czterdziestce to wstyd?