Poznajcie historię malutkiego Jasia
Jak większość biednych maluszków, które trafiają pod naszą opiekę, Jaś został znaleziony jako osierocone maleństwo. Był zupełnie sam w świecie ogromnym, bardzo głośnym... I czarnym jak atrament, bo choroba już dawno odebrała mu wzrok. A może Jaś nigdy nie zdążył zobaczyć niczego. Pierwszym, co przykuło wzrok jeszcze zanim w jego zasięgu pojawił się Jaś były ogromne oczy... Nieleczony koci katar, osłabiony i niedożywiony organizm sprawiły, że ciśnienie w gałkach ocznych Jasia rosło nieustannie. Ból był coraz większy, sił coraz mniej... W końcu Jaś nawet nie kwilił, zupełnie jakby przestał wierzyć, że da mu się jeszcze pomóc...
Na szczęście wtedy pochwyciły go ręce, zapakowały do transporterka i zawiozły prosto w nasze objęcia!
Jaś chętnie je, jednak ze względu na ból robi sobie częste przerwy na odpoczynek. Nie boi się człowieka, wręcz przeciwnie, szuka ukojenia w ramionach swoich opiekunów, zupełnie jakby to właśnie miłość pozwalała mu przetrwać ten najtrudniejszy czas.
Ze względu na stan zagrożenia życia, Jaś musiał pilnie przebyć zabieg enukleacji. Niestety pojawiły się komplikacje.
Na początku była to trudna do zbicia gorączka. Kiedy zaniepokojona jego stanem opiekunka zabrała Jasia do lecznicy okazało się, że jeden z niedawno operowanych oczodołów jest opuchnięty. Na nic zdały się chłodne okłady. Zarówno w jednym jak i drugim oczodole zaczęła zbierać się ropa. Oba oczodoły trzeba było oczyścić co, choć bardzo nieprzyjemne, zdecydowanie przyniosło Jasiowi ulgę. Od kilku dni opiekunka Jasia regularnie przepłukuje rany, żeby kolejne gruntowne oczyszczanie nie było potrzebne. Jaś znosi wszystkie zabiegi higieniczne bardzo dzielnie, zupełnie jakby wiedział, że wykonywane są one po to, żeby przywrócić mu zdrowie .
Ropy w ranach nareszcie jest znacznie mniej, ustąpiła też gorączka, ale pojawiły się wyniki posiewu, które wykazały, że Jasia męczą dwie bakterie, oporne na antybiotykoterapię. Oznacza to wydłużone leczenie oraz burze mózgów naszych lekarzy weterynarii, którzy zrobią wszystko, żeby pomóc Jasiowi jak najszybciej!
Jak widzicie, Kochani, w Jasiowym świecie dzieje się bardzo dużo. Na maleńkiego, bezbronnego kotka spadł ogrom nieszczęść,ale mamy też o Jasiu dobre wieści!
Cały czas nie ustaje jego apetyt, dzięki czemu maluszek regularnie przybiera na wadze i nabiera sił do walki ze wszystkimi przeciwnościami losu. Dwa dni temu Jaś po raz pierwszy odkrył zabawki. Prawdopodobnie są to pierwsze zabawki w całym jego życiu. Powolutku, ale z dziarskością, Jaś odkrywa bycie kotem. Poznał drapak i... Nauczył się wspinać na kanapę! Przejawia coraz więcej zachowań typowych dla kocich dzieciątek w swoim wieku i na każde z nich raduje się nam serce, znaczy to bowiem, że jego stan powoli się stabilizuje, a sam Jaś oddala się od zagrożenia życia, które jeszcze tak niedawno wisiało mu and główką.
Jaś jest rozkoszny i rozmruczany, z chęcią wtula się w swoim opiekunów, cały czas szukając u nich ciepła i pocieszenia.
Wiemy, że jego droga do zdrowia będzie długa. Mamy jednak nadzieję, że Jasiowy stan będzie już się tylko poprawiał! Długo jeszcze będziemy o niego drżeć, ale teraz wszystko musi być dobrze, prawda? Prosimy, ślijcie temu niezłomnemu wojownikowi ogrom sił i miłości!! Bardzo ich potrzebuje.
Trwa ładowanie...