Trzej z George One. Pięciu żywych, potem sześciu

Obrazek posta

Pierwszy samolot, który odnalazł George One, policzył pięciu żywych. Kilka minut później było ich sześciu. To nie są dwie wersje katastrofy. To dwa kolejne stany wiedzy. I właśnie od tej różnicy zaczęła się piąta część „Ziemskiego Kosmosu”. 30 grudnia 1946 roku George One, łódź latająca PBM-5 Mariner należąca do Zachodniej Grupy operacji Highjump, wystartował z USS „Pine Island”. Na pokładzie było dziewięciu ludzi. Samolot nie wrócił. Kiedy po kilkunastu dniach odnaleziono wrak, historia była już znana w wersji końcowej: sześciu przeżyło, trzech zginęło. Mnie zainteresowało to, co wydarzyło się pomiędzy. Pierwsza obserwacja z powietrza: pięciu żywych. Kolejna: sześciu. Na skrzydle nazwiska trzech zmarłych. W meldunku jedno z nich zapisane błędnie. Ostatnia transmisja George One zawierała kurs, prędkość i znoszenie. Potem samolot zmienił kierunek i kolejnej pozycji już nie podał. W materiale dla Patronów rozkładam tę historię na trzy warstwy: zdarzenie, wiedzę, zapis. Bo końcowy raport może być prawdziwy i jednocześnie nie pokazywać drogi, którą informacja do tej prawdy doszła.

Post dostępny tylko dla Patronów

Aby zobaczyć ten materiał musisz być zalogowany

Zostań Patronem Zaloguj się
Trzej z George One Punkty Styku Ziemski Kosmos Operation Highjump George One Admirał Byrd Antarktyda PBM Mariner kulisy książki research

Zobacz również

Bez interpretatora. Co ginie między sygnałem a raportem?
Nowa Szwabia. 558 zdjęć, trzy brakujące numery i legenda pod lodem
Operacja, której nie było. Co naprawdę wiemy o Highjump II