Kto otwiera AFD drzwi? - Patrycja Tepper
AfD i pękający Brandmauer
W Saksonii-Anhalt po raz pierwszy w historii RFN politycy AfD objęli stanowiska przewodniczącego i wiceprzewodniczącego parlamentu kraju związkowego. Wyniki tajnych głosowań wskazują, że kandydaci ugrupowania uzyskali poparcie nie tylko własnej frakcji i deputowanych lewicowo-populistycznego BSW, który nie stosuje wobec AfD zasady Brandmauer, lecz być może również części deputowanych CDU. Friedrich Merz próbuje jednak przekonywać, że dodatkowe głosy mogły pochodzić od polityków innych partii, którzy chcieli w ten sposób zaszkodzić chadekom. Podsycanie wzajemnej nieufności między pozostałymi ugrupowaniami od dawna wpisuje się w strategię AfD. Jej obecnym celem jest doprowadzenie do rozpadu koalicji federalnej i powstania rządu mniejszościowego, który musiałby zabiegać o poparcie AfD lub korzystać z jej głosów przy tworzeniu większości parlamentarnych. Oznaczałoby to faktyczny upadek zasady Brandmauer, a rozwój sytuacji politycznej w Niemczech wskazuje, że takiego scenariusza nie można już wykluczyć.
Co wydarzyło się w Magdeburgu?
Podczas wyborów prezydium Landtagu Saksonii-Anhalt AfD zgłosiła Tobiasa Rauscha na stanowisko przewodniczącego parlamentu oraz Hansa-Thomasa Tillschneidera na jego zastępcę. CDU nie zamierzała poprzeć kandydatów AfD, ale zaleciła wstrzymanie się od głosu. Lider chadeków w Saksonii-Anhalt, Sven Schulze, zapewniał później, że podczas wewnętrznych rozmów żaden z deputowanych jego partii nie deklarował poparcia dla kandydatów AfD.
Wyniki obu głosowań ujawniły jednak rozbieżność między deklaracjami wszystkich partii a faktycznym rozkładem głosów. Rausch otrzymał 48 głosów, choć AfD i deklarujące poparcie dla jego kandydatury BSW dysponowały łącznie 44 mandatami. Jeszcze bardziej zastanawiający był wynik Tillschneidera, który uzyskał 44 głosy przy 39-osobowej frakcji AfD, mimo że w tym przypadku BSW zapowiedział sprzeciw wobec jego kandydatury.
Tajność głosowań uniemożliwia ustalenie źródła dodatkowego poparcia. Nowy przewodniczący Landtagu twierdzi jednak, że otrzymał głosy od deputowanych CDU, sugerując nawet wcześniejsze ustalenia z nimi. Przekonuje też, że na podobne wsparcie może liczyć Ulrich Siegmund podczas grudniowych wyborów premiera kraju związkowego. Gdyby te deklaracje się potwierdziły, a dodatkowo kilku niezadowolonych deputowanych CDU zerwało z partią i poparło AfD, otworzyłoby to drogę do utworzenia pierwszego rządu kierowanego przez AfD w Niemczech.
Brandmauer może upadać bez formalnego porozumienia CDU z AfD
Jeżeli dodatkowe głosy rzeczywiście pochodziły od deputowanych CDU, oznaczałoby to, że do przełamania politycznej izolacji AfD nie jest konieczna zmiana oficjalnego stanowiska chadeków. Wystarczy gotowość pojedynczych parlamentarzystów do popierania kandydatów tej partii. Sprzyjać temu może słabnący autorytet Friedricha Merza, który zmaga się z rekordowo niskimi notowaniami. Według październikowego ARD-DeutschlandTrend z jego pracy zadowolonych jest zaledwie 10 proc. Niemców, a niezadowolonych aż 88 proc.
Jeszcze gorzej wygląda jego pozycja na wschodzie kraju. W badaniu Ipsos aż 80 proc. mieszkańców wschodnich landów zgodziło się ze stwierdzeniem, że kanclerstwo Merza zakończyło się porażką. Wrześniowe wybory nie mogły więc wzmocnić jego autorytetu wewnątrz chadecji, zwłaszcza że słabe notowania Merza kosztowały lokalnych działaczy utratę reprezentacji parlamentarnej w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, gdzie CDU uzyskała zaledwie 4,9 proc. głosów. Co szczególnie wymowne, w powyborczym badaniu Infratest dimap aż 76 proc. wyborców, którzy odeszli od CDU w tym landzie, deklarowało rozczarowanie Merzem, a 61 proc. dopuszczało ponowne głosowanie na chadeków, gdyby nie był kanclerzem. Odpowiedzialność za porażkę przypisywana jest więc przede wszystkim Merzowi, co może dodatkowo osłabiać jego autorytet w partii i skłonność lokalnych działaczy do bezwarunkowego podporządkowywania się jego przywództwu.
Personalne ustępstwa AfD?
Warto zwrócić uwagę na szczególne znaczenie wyboru Tillschneidera na stanowisko wiceprzewodniczącego Landtagu. Jest on bowiem nie tylko jednym z głównych ideologów radykalnego skrzydła AfD, lecz także jednym z najbardziej konsekwentnych zwolenników prorosyjskiego kursu partii. W jego przypadku fascynacja Rosją wykracza daleko poza postulaty normalizacji stosunków dyplomatycznych czy gospodarczych. Obejmuje również otwarte poparcie dla Władimira Putina, stawianie rosyjskiego modelu politycznego i społecznego za wzór dla Niemiec oraz aktywne zabiegi o zacieśnienie współpracy z rosyjskimi instytucjami.
Objęcie stanowiska wiceprzewodniczącego Landtagu może jednak oznaczać, że Tillschneider nie obejmie w ewentualnym rządzie AfD teki ministra edukacji, do której od dawna był przymierzany. Jako wieloletni rzecznik frakcji AfD ds. edukacji, kultury i nauki uchodził za naturalnego kandydata. Jego wybór do prezydium parlamentu może być więc przemyślanym manewrem, pozwalającym uniknąć obecności radykała w przyszłym rządzie, bo jednoczesne sprawowanie obu stanowisk mogłoby rodzić wątpliwości prawne i organizacyjne. Ewentualna nominacja Tillschneidera na ministra mogłaby dodatkowo utrudnić budowanie większości parlamentarnej, zwłaszcza przy udziale potencjalnych rozłamowców z CDU, ale także BSW. Niewykluczone zatem, że AfD przygotowuje grunt pod przyszłe negocjacje koalicyjne, sygnalizując gotowość do kosmetycznych ustępstw i roszad personalnych, które mogłyby ułatwić innym ugrupowaniom podjęcie z nią współpracy.
Grudzień - właściwy test Brandmauer
Ulrich Siegmund, lider AfD w Saksonii-Anhalt i kandydat partii na premiera landu, zapowiedział, że podda swoją kandydaturę pod głosowanie tuż przed Bożym Narodzeniem. Zamierza wystartować wyłącznie w pierwszej turze, w której do zwycięstwa potrzebuje co najmniej trzech głosów spoza własnej frakcji. Choć w tajnym głosowaniu może liczyć na poparcie części posłów innych ugrupowań, do utworzenia stabilnego rządu konieczne byłoby pozyskanie ich do trwałej współpracy, na przykład poprzez przeciągnięcie kilku parlamentarzystów CDU do obozu AfD. Oznaczałoby to jednak przełamanie politycznego tabu o znacznie poważniejszych konsekwencjach niż samo poparcie kandydatów AfD do prezydium Landtagu.
Z drugiej strony zbudowanie większości bez AfD jest obecnie niemożliwe politycznie. Pozostałe pięć ugrupowań dysponuje łącznie 44 mandatami, czyli zaledwie dwoma więcej niż wynosi próg bezwzględnej większości. Problem polega na tym, że Brandmauer CDU obejmuje nie tylko AfD, lecz także Die Linke, bez której nie sposób stworzyć większości złożonej wyłącznie z pozostałych ugrupowań. Choć chadecy dopuszczali już współpracę z Lewicą przy pojedynczych głosowaniach, formalne porozumienie pozostaje sprzeczne z oficjalną linią partii.
Grudniowe głosowanie będzie kluczowym sprawdzianem nie tylko dla zdolności AfD do pozyskiwania poparcia spoza własnej frakcji, lecz także tego, na ile kierownictwo CDU zachowuje kontrolę nad postępowaniem własnych deputowanych. Już teraz symboliczne przełamanie dotychczasowej izolacji politycznej AfD wysyła wyborcom sygnał, że partia staje się pełnoprawnym uczestnikiem gry politycznej. Zacieranie granic między centrum a radykalną prawicą może z kolei poszerzać potencjał wyborczy AfD i sprzyjać odpływowi wyborców z CDU. Doświadczenia innych państw europejskich pokazują, że próby zawierania przez partie centroprawicowe koalicji lub nieformalnych porozumień z radykalną prawicą mogą obrócić się przeciwko nim samym, prowadząc do wzmocnienia dotychczasowych konkurentów ich własnym kosztem.
Trwa ładowanie...