baza wiedzy

Powrót do Karczewskiej po raz czwarty!

Darmowy!

Powrót do Karczewskiej po raz czwarty!


2 lata temu Krzysztof Schodowski 2 lata temu Brak komentarzy Brak komentarzy

W dniach 3-5 listopada 2017 roku odbyła się już 7 edycja Ogólnopolskiego Festiwalu Poetyckiego im. Wandy Karczewskiej w Kaliszu. Z tej okazji wydaliśmy kolejny tom z serii "Powrót do Karczewskiej". Książka zawiera dwa opowiadania odnalezione dwadzieścia lat po śmierci pisarki: "Tragedia prowincjonalna" i "Rezerwat".

 

Wszyscy moi patroni otrzymają egzemplarz książki drogą pocztową!

 

 

Fragment wstępu Karola Samsela:

 

Aktywność pisarska, prozatorska, poetycka i dramatyczna Wandy Karczewskiej, sześciodekadowa (pomiędzy czwartą a dziesiątą dekadą XX wieku) – to wcale niemało, albowiem cztery autorskie zbiory opowiadań pisarki. Czarne konie gromadzą teksty napisane w latach 50., a wydane zostały w roku 1959. Partia golfa opublikowana została nakładem Wydawnictwa Łódzkiego w 1966 roku. Trzeci zbiór opowiadań Linia światła pochodzi z 1970 roku i zamyka trwający ostatnie dwie dekady okres fascynacji Karczewskiej małą formą prozatorską. Do gatunku i stylu opowiadania powraca autorka Wizerunku otwartego dopiero po okresie wielkiej passy i paśmie rozczarowań związanych z publikacją Głębokich źródeł. Zebrane w tomie z 1981 roku pod tytułem Ułaskawienie świata opowiadania stanowią rodzaj istotnego dopowiedzenia, w aspekcie rozwoju środków kompozycyjnych zaś i tematu – są ważną glosą do jej małej prozy projektowanej i spisywanej w latach 50. i 60. XX wieku, wydanej w latach 1959-1970.

 

O dwóch niepublikowanych za życia Karczewskiej opowiadaniach, Rezerwacie oraz Tragedii prowincjonalnej wiemy naprawdę niewiele. Trudno również dyskutować na temat roku powstania drugiego z wymienionych tekstów. Rezerwat to z kolei opowiadanie jak na Karczewską dosyć krótkie – mieści się na dwudziestu stronach maszynopisu. Egzemplarz znajdujący się w zbiorach Działu Rękopisów Biblioteki Uniwersytetu Łódzkiego zawiera wiele skreśleń i poprawek, trudno ustalić: autorskich czy redakcyjnych. Sam utwór zapisany został metodą oniryczną, a fabuła już od samego początku zdradza wyraźne cechy sennego widzenia, zarazem – pozostaje wyraźnie naznaczona wątkami dla Karczewskiej osobistymi, zwłaszcza wymiarem jej życia małżeńskiego i pierwszych, małżeńskich rozczarowań. Mężczyzną, który pojawia się na pierwszych stronach opowiadania Rezerwat, mógłby bowiem być Zbigniew Jasiński, pierwszy mąż pisarki. Na ostatniej karcie zawierającej maszynopis z tekstem znajduje się prawdopodobna data jego powstania: rok 1960. Z jakich powodów nie trafił zatem ów utwór do datowo „przynależnemu” mu zbiorowi Partia golfa – trudno dociekać. Wypada chyba jedynie zasugerować, że – o ile został on właściwie przeze mnie rozpoznany – zadecydować o tym mógł silny pierwiastek osobisty Rezerwatu.

 

Jak już wspomniałem, łódzki maszynopis Tragedii prowincjonalnej Karczewskiej nie został opatrzony żadną datą. Przywoływany jednak w opowiadaniu tekst Poematu dla dorosłych Adama Ważyka oraz silne wprowadzenie wątku Poematu dla dorosłych w plan fabuły opowiadania Karczewskiej pozwalają nam mimo wszystko założyć, że Tragedia… powstać musiała po opublikowaniu przez Ważyka swojego utworu w „Twórczości” z 1955 roku, być może – przed 1960 rokiem, zatem: że Tragedia prowincjonalna wydaje się wcześniejsza od Rezerwatu i metrykalnie przynależy raczej do czasu pisania przez Karczewską Czarnych koni. O ile pierwsze z wymienionych opowiadań mogło pozostać w szufladzie wyłącznie z powodów osobistych, o tyle drugie – jest tekstem rozbudowanym i wydawało się nie pasować kompozycyjnie ani koncepcyjnie do projektu drugiego zbioru opowiadań, jakim miała wkrótce stać się Partia golfa.

 

Treść Tragedii prowincjonalnej zogniskowana zostaje przez Karczewską na dziejach jednej osoby, mężczyzny, młodego, byłego już zetempowca i aspirującego inteligenta, Romana Stopkowskiego. Stopkowski reprezentuje charakter Musilowskiego „człowieka bez charakteru i właściwości”. Stygmat tego rodzaju w takim a nie innym czasie i miejscu akcji opowiadania (Warszawa lat 1953-1955) oznacza nieuchronnie pójście drogami przemian dyktowanych przez rząd Polski Ludowej. Bohater Karczewskiej obciążony zostaje jeszcze jednym, fundamentalnym dla opowiadania piętnem – niespełnionej kariery literackiej. Opowiadanie bowiem, które Stopkowski pochopnie schował do szuflady, zatytułowane Szkoła obłudy, niezwykle obiecujące zdaniem Anety, jego ukochanej – miało szansę wyprzedzić swój czas, jeżeli tylko – na drodze Stopkowskiego nie pojawiłby się… ów przeklęty poemat Adama Ważyka.

 

Poemat, który dokonał wyłomu w sposobach myślenia warstw elity intelektualnej o socrealizmie, stanowi dla Karczewskiej wyłącznie pretekst, aby niejako relatywizując dokonanie Ważyka, ukazać ową perspektywę roku 1955 oczami pisarzy epoki, owszem, ale pisarzy minorum gentium czy tzw. drugiego szeregu. Oni, jeśli wierzyć sugestywnej narracji Tragedii prowincjonalnej, mieli opowiadania właśnie takie, jak Stopkowski – a więc w ich przekonaniu nierzadko o klasę, dwie klasy lepsze od Ważykowego Poematu dla dorosłych. Jednocześnie w sposób drastyczny nieomalże – w cieniu jego literackiego triumfu – zostali pozbawieni szansy ekspozycji swoich tekstów. Karczewska dobitnie eksponuje w ten sposób ironiczność oraz tragiczność momentów tzw. zwrotu kulturowego, ukazuje nie tylko tegoż zwrotu beneficjentów, pisarzy centrali, mówiąc językiem Janusza Sławińskiego, lecz także – staje w obronie ofiar owego zwrotu, ofiar szczególnych, bo zdolnych w innej sytuacji kulturowej ów zwrot przeprowadzić – pisarzy prowincji, nierzadko jak Stopkowski moralnie nacechowanych przecież niezwykle ambiwalentnie.

 

Nie tylko rację ma ten, który – jak Ważyk – wypowie wstrząsającą prawdę pierwszy na głos. Owemu Kolumbowi historia kultury pragnie przypisać zdecydowanie więcej. Poza więc prawem do racji również – niepodzielne prawo do prawdy. I to jest dopiero przypadek głosu Ważyka wzmocnionego do tego stopnia, aby zagłuszał i czynił niemym – głosy innych obserwatorów, a nierzadko równych mu odkrywców: drugiego i trzeciego szeregu. Roman Stopkowski jest tego rodzaju sylwetą. Jako człowiek – ucieleśnia, jak już zostało wspomniane, Musilowską transparencję Der Mann ohne Eigenschaften. Wraz z egzystencjalną nijakością jako pisarz mógł jednakże w swoim własnym przekonaniu stać się kimś w rodzaju Flauberta polskiego socrealizmu piszącego Szkołę obłudy. I ta ofiara wszakże została poniesiona na próżno – stworzona bowiem, socrealistyczna wersja niegdysiejszej Szkoły uczuć Francuza nie zostaje za sprawą odkrycia arcydzieła Ważyka opublikowana.

 

 

Trwa ładowanie...