Tekst bez tytułu o tekście z Plotka, bo nie chcę przeklinać w tytule.  

Obrazek posta

Bartosz Pańczyk na łamach Plotka opublikował tekst oznaczony jako “opinia”. Zasadniczo, w opinii pana Pańczyka 60. FPP w Opolu to super wydarzenie, niepotrzebnie łączone z polityką i tym, co wyczyniają “Wiadomości” TVP. Reżyser sobotniego koncertu “Czas ołowiu”, Michał Bandurski, zdaniem autora “ma wprawę w wyciąganiu z archiwów perełek”, bo – udowadnia dalej w swym tekście - “Tym razem postarał się o te dotyczące Opola. Dzięki niemu nowe aranżacje starych, dobrych utworów zapowiadały materiały archiwalne ze zmarłymi legendami polskiej sceny muzycznej. Totalne wzruszenie!”. Są w tekście peany nt. występujących na tegorocznym Opolu artystów, pocisk w stronę Roksany Węgiel i Mariny Łuczenko i wielkie zdziwienie, skąd bierze się bojkot TVP? By nie pozostawiać czytelnika myślącego niesamodzielnie w ciemnej dziurze, jest też natychmiastowa diagnoza owinięta w subtelne szyderstwo. Opinia i felieton lubią takie zabiegi, bo to wypowiedź autorska. Sam to właśnie zaraz zrobię, dowartościowując się i poprawiając sobie samoocenę. Serio.  

Diagnoza jest taka: albo to hipokryzja, albo skleroza, albo moda. “Niestety żyjemy w czasach, w których opolski festiwal łączony jest z polityką i tym, co można usłyszeć w "Wiadomościach" TVP. Wielu artystów od lat go bojkotuje, choć np. za komuny i "Dziennika Telewizyjnego" nie mieli problemu, by na nim śpiewać”. Przyznacie, że wydźwięk tych słów jest jednoznaczny. Żeby nie było wątpliwości, co o bojkocie myśli pan Pańczyk, podkreślił to jeszcze raz innymi słowy: “Każdy może mieć swoją interpretację tego obrażania się”. Te sława mnie wk**wiły i sprowokowały. 

Teraz ja równie wartościująco pojadę. Nie wiem czy więcej spośród bojkotujących tegoroczny festiwal w Opolu artystów miało okazję występować tam za komuny, czy więcej raczej mogło być poczętych w ostatnich latach nadawania “Dziennika Telewizyjnego” lub w ogóle przyszli na świat w wolnej Polsce. Wiem jednak (bo ciut pamiętam), że porównywanie “osiągnięć” i poziomu ówczesnej telewizji rządowej z dzisiejszą i zestawianie ze sobą tych dwóch bytów przy jednoczesnym wyabstrahowywaniu ich z kontekstu właściwych sobie czasów średnio świadczy o autorze. Jeśli różnicy nie widzi, to przykro, nic go nie przekona; jeśli ją widzi, a ignoruje, to jeszcze gorzej.  

Trudno mi to rozstrzygnąć czytając dalej, że: "(…) gdy patrzyło się na archiwalne fragmenty z festiwali, na których występowali wszyscy od lewa do prawa, ból ściska serce, że teraz nie może być tak samo. Co szkodzi tym, którzy nazywają telewizję publiczną rządową, by pojawili się w Opolu i przy okazji występu pozwolili sobie na polityczne manifesty? Bardziej - jak Steczkowska - czy mniej subtelne?”.  

Przypomnę, za komuny też były bojkoty “telewizora”, zwłaszcza między grudniem ‘81, a lipcem ‘83. Też byli tacy, co wcześniej nie mieli problemu, a potem mieli dość. Byli też tacy, których władza miła dość lub się bała. No i tacy, których tak jak teraz, kreowała i nagradzała. Ci się raczej nie obronili i ząb czasu nie był dla nich łaskawy.  

Zanim odpowiem na stawiane przez autora pytanie, nie starając się ukryć swojej własnej tezy, jeszcze jedna uwaga, odnośnie manifestu Justyny Steczkowskiej. Właściwie to nawet nie uwaga, a pytanie retoryczne: jakiż to spontaniczny manifest, jeśli reżyser mówi publicznie, że od początku do końca wszystko było zaplanowane, a operatorzy i realizator nie pokazywali artystki od tyłu, ani nawet z boków, póki sama się nie odwróciła plecami do widzów? I właśnie wtedy zaplanowane było zbliżenie na plecy? Jakie przesłanie niosą słowa “Myśl samodzielnie” pokazane w dzisiejszej telewizji rządowej, podczas reżyserowanego, ćwiczonego podczas tzw. prób kamerowych koncertu, w którym nic nie jest przypadkowe i niespodziewane, jak słynna “suszarka Kazika”? Czy to faktycznie akt odwagi i niesubordynacji artystki, skoro bonzowie dzisiejszej telewizji rządowej pieją z zachwytu, bo to świetnie pasuje do narracji o “hipokryzji, sklerozie lub modzie” na idiotyczne “obrażanie się” na sędziwy festiwal z ogromnym dorobkiem? To, że zrobiła to artystka, która głośno cieszy się z szansy powrotu na jurorski fotel w jednym z flagowych talent show telewizji rządowej, to oczywiście przypadek i złośliwie to podkreślam. Jestem niesprawiedliwy i mogłem tego już nie wyciągać.  

Wracając do pytania pana Bartosza – moim zdaniem “obrażalskim” przeszkadza kilka rzeczy. Są to: skrajne upolitycznienie telewizji utrzymywanej z podatków wszystkich Polaków; tendencyjne manipulowanie faktami, jeśli nie ignorowanie ich; rażące oczernianie i obrażanie wszystkich, przeciwnych obecnej władzy; całkowite wyzbycie się dobrego smaku, brak jakichkolwiek hamulców moralnych w prymitywnej i tępej propagandzie, jakiej nawet za komuny nie znano; niszczenie, gnojenie i obśmiewanie tych, którzy jak mniemam, myślą niesamodzielnie, czyli nie po myśli partii drwiącej ze słów mających w swojej własnej nazwie.  

Mówiąc prościej, są to często dokładnie te same powody, za które “obrażano” się na telewizję rządową w stanie wojennym, a których naiwnie lub służalczo pojąć nie mogli towarzysze dziennikarze “myślący samodzielnie” i jak zaklęcie powtarzający, że nie wolno mieszać sztuki z polityką. Gdzie to niby zapisano? Jeśli w jakiejś ustawie, to ani Beata Szydło, ani następny premier jeszcze jej nie opublikował w Monitorze Rządowym, więc się nie liczy.

 

ps: tekst z Plotka jest o tu: https://www.plotek.pl/plotek/7,154063,29856631,opole-ma-sie-lepiej-niz-by-sie-wydawalo-najlepsze-piosenki.html

kfpp opole festiwal w opolu festiwal opole felieton rozmowy rawicza artur rawicza rawicz

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...