Dlaczego drzewa żywicują?
Bardzo ciekawa dyskusja na ten temat nam się wywiązała w komentarzach pod ostatnim filmem. A ponieważ nie wszyscy czytają komentarze i chciałbym jakoś uchronić zawartą tam wiedzę przed zaginięciem w odmętach internetu, to postanowiłem ją tutaj w całości przekleić. Pan z którym rozmawiam jest z zawodu leśnikiem i myślę, że przekazane przez niego informacje mogą być bardzo interesujące dla wszystkich miłośników bursztynu :) Więc nie przedłużam, tylko przechodzę do dyskusji...
@MRPrionus:
"...W zakresie defragmentacji części owadów i pajęczaków w tym wyjątkowym okazie. Być może - jak wydaje się słusznie Pan domniema - żywica wypływała z teoretycznego otworu po zamarłej gałęzi (dziupla). Np. w pierwszym roku tego procesu, uwięzione zostały błonkówki i pajęczak - weszły na powierzchnię samymi odnóżami przez co zostały unieruchomione (jak na lepie muchy). Żywica spowolniła wyciek bo kambium zregenerowało ranę. Ale np. po 5 latach znowu żywica zaczęła wyciekać - może z jakiejś innej rany i trafiła na tę formację. Wyschnięte zewnętrzne chitynowe szkielety owadów i pajęczaka były już tak ususzone, że napływającą - 'nowa' żywica bez trudu spowodowała dezintegrację pierwotnego kształtu owadów i pajęczaka. To jedna z hipotez :D ..."
@ja:
"...Bardzo ciekawa hipoteza :) Pięknie za nią dziękuję :) A skoro już (jak mniemam) zna się Pan na drzewach lepiej ode mnie, to może dałby się Pan namówić na krótki opis w jakich sytuacjach mogłoby dochodzić do takich przerw w żywicowaniu (jeśli w ogóle) z jednego i tego samego miejsca? Część bursztynów które posiadam zdaje się wskazywać formą, że to jednak byłoby możliwe..."
@MRPrionus:
"...Jestem jedynie leśnikiem ale okoliczność jaką opiszę niżej, jest obecnie powszechna, więc w przeszłości, gdy dodatkowo jakiś czynnik klimatyczny czy chorobowy wywoływał zwiększone żywicowanie 'sosen bursztynowych' - na pewno występował również.
Pana trop z dzięciołem wydaje się najlepszy - jednak nie w kontekście jego dziupli lęgowej, którą wykuwa najczęściej w już uszkodzonym (zgnilizna od grzybów) drewnie - właśnie po to żeby żywica nie wypływała i uniemożliwiała tym samym fizycznie wyprowadzenie lęgu. Sosny tamtych czasów raczej na pewno posiadały część bielastą (biel) oraz twardzielową (twardziel), gdzie ta druga bywa atakowana przez grzyby (np. czyreń sosnowy), powodujące jej zgniliznę. Taką sytuację wykorzystuje gatunek mrówki (rudnica). Usuwają one drewno rozłożone przez grzyba i budują sieć tuneli w środku pnia sosny (twardziel występuje w strefie przyrdzeniowej, więc owady są bezpieczne od deszczu, chłodu i ciepła oraz drapieżców). Żyjący współcześnie dzięcioł czarny potrafi taką historię wykryć i rozkuwając cześć bielastą - która w części przyobwodowej pnia wysycona jest żywicą - dostaje się do pałacu rudnic i je zwyczajnie wyciąga długim lepkim językiem. Otwory w pniu są mniej więcej soczewkowate, więc na ich dolnej części z powodzeniem może gromadzić się żywica wyciekająca z uszkodzonej przez dzięcioła, zdrowej części bielastej. Dzięcioł zazwyczaj odwiedza takie miejsca okresowo - nie zżera całej populacji za pierwszym razem, ale - prawdopodobnie - pozwala zregenerować się rudnicy i przybywa ponownie. Więc po pierwszej akcji i wycieku, gdy żywica zastygła i uwięziła powierzchniowo organizmy, po czasie gdy pozostały jedynie kruche szkielety chitynowe organizmów (być może wystarczy krótki czas gdy taki organizm jest martwy i robi się kruchy), rozpoczął ponownie rozkuwanie w części górnej - już istniejącego soczewkowatego otworu - żeby dostać się do nowych części tuneli rudnic, powodując tym samym nowy wypływ żywicy i opisaną defragmentację. Mam jeszcze inne pomysły co do sposobu ponownego wycieku ale obszerność komentarza przeraża nawet mnie :O ..."
@ja:
"...Fantastyczne :D We wszystkich trzech moich bursztynach "ćmach" znalazłem mrówki :) W szlifowanym na tym filmie, zidentyfikowałem nawet coś, co mi bardzo przypomina mrówcze jajeczka. Więc opisywana przez Pana opcja z dzięciołem bardzo ładnie by do tego wszystkiego pasowała :) I ja to "kupuję" :) Ale jeśli ma Pan jeszcze inne pomysły co do ponownych (wielokrotnych) wycieków to myślę, że nie tylko ja bardzo chętnie przeczytam :) A długością komentarza proszę się w ogóle nie przejmować :) ..."
@MRPrionus:
"...Wracając do meritum - sytuacją na pewno częstszą niż ta z dzięciołem i mrówkami jest taka, w której drzewo ulegało częściowemu złamaniu (pień główny lub konar, tj. gruba gałąź), w następstwie np. wiatrów.
W 'niszy' po wyrwanym drewnie na skutek przerwania ciągłości cewek (odpowiedniki naczyń u drzew gat. liściastych), gromadziła się właśnie żywica. Owady częściowo całe, a częściowo tylko kończynami lub inna częścią - zostały w niej uwięzione. Kolejne wiatry pogłębiły złamanie, w efekcie czego, nowe cewki zostały przerwane i nastąpił nowy wypływ żywicy. Ponadto, dalsze rozrywanie drewna mogło otworzyć pobliski w stosunku do już 'zalanej' niszy/kieszeni - pęcherz żywiczny z dużą ilością żywicy i ta, wyciekając, mogła dodatkowo uwięzić inne organizmy. Teraz dygresja do pęcherza żywicznego. Generalnie takie pęcherze żywiczne mogą być źródłem tych dużych, często jednolitych brył bursztynowych, w których nie ma śladów życia. Ponieważ żywica w nich zgromadzona nie miała żadnego ujścia, jej 'uwolnienie' następowało równolegle z naturalnym rozkład drewna. Wracając do wielokrotnych wycieków. Jeszcze jeden sposób przychodzi mi do głowy. Sosny tamtych 'tropikalnych' czasów z pewnością w jakiś sposób musiały przechodzi okres spoczynku. I tak, ze zranionego - na skutek np. ułamania - konara, wypływała żywica - w okresie aktywnego wzrostu drzewa. W końcu przychodził w ciągu roku okres spoczynku drzewa. W tym czasie 'przepływ' żywicy zostawał w naturalny sposób bardzo spowolniony - nie tylko poprzez jej zaschnięcie na powierzchni rany, ale dzięki hormonom czy innym substancjom dającym sygnał organizmowi drzewa, że nadszedł czas spoczynku. Przy ponownym rozpoczęciu okresu aktywności - żywica znowu zaczęła się sączyć i historia analogiczna do poprzednich :D p.s. mrówki to naturalni sprzątacze w lesie więc krążą wszędzie, zatem ich obecności w 'ćmach' nie wiązałbym zero-jedynkowo z opisaną przeze mnie okolicznością z dzięciołem :D ..."
@ja:
"...Oczywiście z dzięciołem się nie wiążę ;) Ale podoba mi się ta hipoteza :) Szczególnie, że widziałem już inkluzje całego stada mrówek z jajeczkami w "zębach". I z tego powodu mam wrażenie, że mrówki niechętnie bardzo pozostawiają swoje jajka bez opieki. Więc tym bardziej dziwił mnie brak dorosłych osobników tutaj. Bo to jedno sfatygowane coś, przypominające mrówkę, to raczej kwalifikowałbym jako resztki po czyimś posiłku ;) A z kolei taki dzięcioł - nie dzięcioł pożywiając się na "mrówczym zamku" pewnie miałby okazję kilka takich jajeczek "upuścić" ;)
A wracając do żywicowania, to zastanawia mnie jeszcze jedna kwestia. Część bursztynów warstwowych jest ukształtowana tak, że te warstwy są nie do końca rozdzielone. To znaczy, na pewnej powierzchni widać bardzo dobrze podział. Czyli w tych miejscach żywica musiała mieć chwilę żeby powierzchniowo delikatnie przyschnąć. Natomiast w dalszej części (a może bliższej wylewu) te warstwy są połączone w jedno. Tak jakby tam akurat żywica była na tyle świeża, że doszło do całkowitego zespolenia z kolejnym wylewem. I w związku z tym moje pytanie, czy te przerwy między wylewami (przynajmniej w przypadku obecnych sosen) mogą być częstsze niż te związane z cyklem wegetacyjnym (lato-zima)? Powodów do żywicowania mogło być sporo. Choćby bardzo wysoka aktywność wulkaniczna. Kwaśne deszcze itp. Ale być może również częste zmiany wilgotności (ulewy, susze) i temperatur dobowych na przykład..."
@MRPrionus:
"...Oczywiście, myślę, że 'ilość wypływów w okresie roku' w jednym miejscu na drzewie może być większa niż jeden. Choćby ten dzięcioł - może odwiedzać co tydzień sosnę i co tydzień trochę powiększać wykuty uprzednio otwór, powodując tym samym dodanie nowej porcji-warstwy żywicy.
Takie 'dolewanie' porcji żywicy mogłoby w trybie ciągłym - z przerwami - odbywać się również z pęknięcia przebiegającego wzdłuż słojów rocznych (pęknięcie pionowe) gdzie przerwane zostały poprzeczne przewody żywiczne w bielu.
Pęknięcie takie powstaje na skutek wiatrów, które wyginają mocno pień (tak często tworzą się pęcherze żywiczne właśnie). No i z tego niby pęcherza, żywica ścieka/skapuje do np. opuszczonej dziupli dzięcioła czy miejsca po spróchniałym drewnie obumarłej gałęzi (które to obumarłe drewno zabrała np. bogatka starająca się utworzyć dziuplę dla siebie). W zakresie wpływu wody na żywicowanie. Dwa lata temu zauważyłem, że sosny w rejonie gdzie pracuję - na skutek obniżenia się poziomu wód gruntowych - w bardzo małym stopniu wydzielały żywicę. Natomiast 'płakały' żywicą przed 10ciu laty, kiedy jeszcze nie było wyraźnych problemów z dostępem korzeni do wód gruntowych. Zatem ten trop o jakim Pan wspomniał, jest moim zdaniem słuszny i na pewno włączając inne stresogenne czynniki - ma obecnie i miał - wpływ na dynamikę żywicowania..."
@ja:
"...Tak mi się właśnie wydawało, ze względu na moje własne obserwacje w lasach. Po obniżeniu poziomu wód gruntowych dorodne, wiekowe świerki nie miały dość żywicy żeby obronić się przed kornikiem i w szybkim tempie zostały przez tego małego robaczka pokonane :( A w każdym razie tak to sobie tłumaczyłem dotychczas. Że z jednej strony kornik nie zaatakuje zdrowego drzewa, bo to zatopi go żywicą w ramach obrony. Być może to drobna nadinterpretacja, ale po przeczytaniu "Sekretnego życia drzew" moja świadomość na temat tych "stojących olbrzymów" uległa zdecydowanej zmianie :) ..."
@MRPrionus:
"...W punkt opisał Pan naturalny mechanizm obronny drzewa iglastego na przykładzie świerka - żadna to interpretacja, takie są fakty. Dziękuję za miłe słowa, mam nadzieję że jeszcze nadarzy się okazja żeby napisać coś logicznego do przedmiotowego zagadnienia. Pozdrawiam serdecznie..."
@ja:
"...O proszę. Czyli jednak "nauka nie poszła w las" :D Choć może w tym przypadku akurat w las poszła ;) Pięknie dziękuję za całą konwersację i pozwolę sobie dręczyć pytaniami jak tylko coś mnie w czaszce zacznie skrobać ;) Pozdrawiam serdecznie :) ..."
Trwa ładowanie...