Przebudzenie nasion, czyli co robić, aby nasiona dobrze kiełkowały.

Obrazek posta

Kiełkowanie nasion to fascynujący proces, który stanowi pierwszy krok w cyklu życia rośliny. Wyobraź sobie małe, niepozorne nasionko, które skrywa w sobie potencjał do przekształcenia się w bujną roślinę, która kiedyś da Ci plon. Co jest potrzebne, aby nasionko wykiełkowało? Przyjrzyjmy się rozmaitym czynnikom, które mają na to wpływ.

Najpierw, samo nasionko. Jego jakość i wiek determinują „wszystko”. Żadne tricki nie pomogą, gdy nasionko będzie niezdolne do życia (nie w pełni wykształcone) lub wręcz martwe (zamarłe w wyniku złego przechowywania, czynników środowiskowych czy po prostu wieku).

Spośród naszych warzyw, zdecydowana większość nasion z powodzeniem kiełkuje po 2-3 latach przechowywania, jednakże są takie, które zdecydowanie szybciej się starzeją. Dobrym przykładem są tu wszystkie „czosnki” z rodziny Allium, a więc też pory i cebule, które naprawdę dobrze kiełkują w następnym roku po zbiorze. Źle przechowują się również nasiona selera, pasternaku, kopru włoskiego czy wielu jednorocznych ziół, warto co roku zbierać nowe nasiona. Z drugiej strony, kiełkowałem z powodzeniem nasiona pomidorów z własnych zbiorów, mające ponad dekadę i nie sprawiały kłopotów.
 


Test kiełkowania nasion cebuli - jest dobrze ;) 


Warto pamiętać o tym, że aby warzywa wytworzyły dobrej jakości nasiona, tylko w nielicznych przypadkach wystarczy posadzić jedną roślinę i zebrać z niej nasiona. Jest to wystarczające w przypadku sałaty, fasoli czy pomidora, ale już nie w przypadku buraków czy kapust, gdzie minimum pięć roślin powinno zapylać się krzyżowo, abyśmy uzyskali dobrej jakości nasiona, a w przypadku kukurydzy dobrze aby to było minimum 10 roślin.

W odniesieniu do nasion kupowanych, w ostatnich latach obserwuję znaczące pogorszenie ich jakości. Pomimo odległych terminów ważności nasiona kiełkują słabo, a rośliny rosną gorzej i często mają nieco inne cechy niż dawniej. Klasycznym przykładem niech tu będzie Boltardy – renomowana i popularna kiedyś odmiana buraka, dziś w praktyce o wiele gorzej rosnąca z kupnych nasion i dająca gorszy plon. Piszę o tym dlatego, że wiele osób zamartwia się, iż są marnymi ogrodnikami, bo właśnie kupione nasionka w pięknej torebusi w ogóle nie chcą im kiełkować. Spokojnie, czasami jest to wina nasion i nawet najlepszy ogrodnik nic na to nie poradzi.


Kiedyś rewelacja, dziś taki sobie - burak Boltardy

Dobrą praktyką jest więc testować nasiona poprzez umieszczenie ich na mokrym ręczniku i sprawdzenie, czy w ogóle wykazują oznaki życia, szczególnie zanim wysieje się je do gruntu. Może się bowiem okazać, że posialiśmy nic niewarte nasiona i tygodnie czekania na ich wschody będą bezpowrotnie stracone.

Przechowywanie nasion ma oczywiście wpływ na ich żywotność, a w efekcie na ich zdolność do kiełkowania. Profesjonalne banki nasion przechowują swoje zasoby latami w formie zamrożonej, dla amatora jednakże nie ma to większego sensu. Nasiona do zamrożenia muszą być doskonale wysuszone i specjalnie przygotowane, my z powodzeniem możemy przechowywać większość naszych nasion w pudełku w temperaturze pokojowej, a tylko nieco tych najcenniejszych, trudnych do zdobycia nasion w lodówce, a nie w zamrażarce. O ile masz pewność, że nasiona są zupełnie suche, rodzaj opakowania nie ma znaczenia, ale jeśli istnieje ryzyko, że nie są w pełni dosuszone, lepiej przechowywać je w papierze niż w plastiku.
 


Nasiona liczi chińskiego wykiełkowane w tydzień od spożycia owoców


W przypadku nielicznych roślin przechowywanie nasion w ogóle nie jest możliwe, gdyż wrażliwe są one na przesuszenie. Nasiona takie powinno się siać wkrótce po zbiorze, jak to czynimy z większością nasion tropikalnych – mango, awokado czy liczi, ale także naszych dębów czy kasztanów. Spektakularną lekcję otrzymałem od dzikiego ryżu, który wykiełkował mi dopiero wtedy, gdy przyleciał do mnie świeżo zebrany w jeziorze, w mokrym ręczniku, i wysiany od razu. Znajomość cech wrodzonych nasion jest więc tutaj również niezwykle istotna, o czym jeszcze porozmawiamy.


Poprawnie zapakowane do wysyłki nasiona dzikiego ryżu - prosto z jeziora, do woreczka z mokrym ręcznikiem.


Zastanówmy się teraz jakie inne czynniki mogą sprawiać, że nasiona słabo kiełkują. Zakładając, że nasiona są dobrej jakości, były dobrze przechowywane i nic ich mechanicznie nie uszkodziło, to zwykle najważniejszym czynnikiem limitującym ich kiełkowanie jest woda.


Liczi chińskie kilka tygodni później


Powiedzmy o sobie jasno – w zdecydowanej większości przypadków, bez wody nasiona pozostają w stanie uśpienia do czasu, aż ona się pojawi. Woda, wnikając do wnętrza nasionka, inicjuje proces jego kiełkowania. Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, jak mało wilgoci mają w sobie nasiona, które kupujemy w sklepach – zawierają zwykle od 2 do 7% wody. To dlatego woda jest nasionom tak bardzo potrzebna.

Istnieje bardzo wiele nasion, które wodę chłoną natychmiast, każdy z nas chyba hodował rzeżuchę na mokrej ligninie czy fasolkę na gazie lub bandażu zanurzonym w wodzie. Jednakże, są też nasiona mające inne strategie. Jest to zwykle związane z planowym opóźnianiem kiełkowania. Rośliny robią to najczęściej, aby młode siewki nie wykiełkowały tuż przed zimą, kiedy to niechybnie by zginęły. Zanim nasiona wpuszczą wodę do środka, upłynąć musi określony czas, powiązany zwykle z występowaniem określonych temperatur.

Inne rośliny pragną, aby ich nasiona oddaliły się jak najdalej, zanim wykiełkują, muszą więc być zjedzone przez jakieś zwierzę i nieco nadtrawione, a następnie wydalone, by móc wykiełkować. Inne, jak orzechy kokosowe, muszą sobie popływać w morzu, próbując dotrzeć na kolejną rajską plażę, jeszcze inne, jak nasiona australijskich eukaliptusów potrzebują dymu i ognia, które dają im znak, że właśnie zwolniła się nisza, w której warto wykiełkować. Jeszcze inne, jak nasze orzechy, mają skorupy tak grube, że potrafią upłynąć lata zanim woda wniknie do środka. Służy to temu, by wszystkie nasiona nie wykiełkowały jednocześnie, co zwiększałoby ryzyko, że zniszczy je jakiś kataklizm.

Tak czy inaczej, wcześniej czy później, przychodzi ten moment, kiedy woda wnika do wnętrza nasiona nawet o bardzo grubej skorupie. Zaczyna się wtedy proces zwany imbibicją, nie mylić z prohibicją, złożony z trzech głównych faz. Na początku, nasionko pije – opija się wodą i puchnie. Niejednokrotnie, wielokrotnie powiększa swoją objętość. Substancje koloidalne zawarte wewnątrz nasionka w połączeniu z wodą pęcznieją po to, aby ostatecznie pękła jego osłona i aby do wnętrza mógł dostać się tlen. Zaczyna się wtedy faza kataboliczna - aktywowane zostają enzymy, które rozkładają substancje zapasowe w nasieniu, dostarczając energii niezbędnej do wzrostu zarodka. Gdy tylko zarodek uzyska dostęp do substancji odżywczych, zaczyna się trzecia faza - anaboliczna. To w niej zachodzi synteza nowych związków i intensywny wzrost siewki, prowadzący do pełnego rozwinięcia się młodej rośliny.

 

Siew tradycyjny w podłoże do wysiewu


Poszczególne rośliny mają zróżnicowane zapotrzebowanie na wodę w procesie imbibicji, dwie rzeczy jednak są niemal stałe. Pierwsza – o ile proces się zacznie, to nie można dopuścić do tego, aby nasionko ponownie wyschło, oznaczać to bowiem będzie jego definitywny koniec. Druga – zdumiewająco wiele nasion roślin lądowych nie toleruje nadmiaru wody i o ile są one w niej całkowicie zanurzone przez dłużej niż dobę, duszą się po prostu.

Kolejnym czynnikiem bardzo istotnym dla pomyślnego kiełkowania nasion jest temperatura. W praktyce, dla każdego gatunku i odmiany istnieje temperatura minimalna, poniżej której nasiona nie chcą kiełkować. Rekordziści jak cebula, pasternak czy niektóre sałaty mogą zacząć wschody już przy 1-2 stopniach na plusie, podczas gdy fasola, ogórek czy melon nie zaczną kiełkować, zanim temperatura nie wzrośnie do 15 stopni (mowa tu o temperaturze gleby w której wysialiśmy nasiona, a nie powietrza nad nią). Każdy gatunek i odmiana mają też temperaturę maksymalną, powyżej której nie kiełkują, i odpowiednio, dla zielonego groszku będzie to niecałe 30 stopni, a dla dyni czy melona odrobinę ponad stopni 40. Pamiętajmy, że zarówno im bliżej minimum, jak i maksimum, nasiona kiełkują gorzej.

Dla każdego gatunku i odmiany możemy znaleźć zakres temperatur optymalnych, w których kiełkują one najlepiej. Z reguły, dla większości warzyw, kształtuje się on pomiędzy 16 a 24 stopniami, ale oczywiście są wyjątki. Super ostre papryczki kiełkują najlepiej w temperaturach dużo wyższych, a selery w nieco niższych niż to optimum. Co ważne, i o czym wiele osób zapomina to bardzo prosta reguła – nasiona w fazie kiełkowania wolą mieć nieco cieplej niż siewki, które z nich wykiełkowały. Dlatego też, kiełkuj nasiona w najwyższej z temperatur optymalnych, ale gdy tylko pojawią się siewki, czym prędzej przenieś je w miejsce chłodniejsze i świetnie oświetlone, a unikniesz wyciągania się łodyg i rachitycznej rozsady.
 



Dobre, świeże nasiona kiełkują bezproblemowo

Kolejnym czynnikiem ważnym dla kiełkowania jest światło. Niektóre nasiona wymagają światła do kiełkowania (fotoblastia dodatnia), podczas gdy inne kiełkują lepiej w ciemności (fotoblastia ujemna). Zrozumienie potrzeb świetlnych konkretnego gatunku jest kluczowe, przykładowo seler, rukola, sałaty i większość ziół oraz kwiatów jednorocznych kiełkuje lepiej z dostępem światła. Ich nasiona nie powinny być zakopywane w glebie, ale delikatnie wciskane w ziemię i utrzymywane w wilgoci. Jeśli zostaną przykryte, kiełkowanie tych nasion może być opóźnione, ponieważ pozostają uśpione, gdy nie są wystawione na działanie światła. Na szczęście, czasami wystarczy im dosłownie parę chwil na świetle, aby kiełkowanie mogło ruszyć z kopyta.

Nasiona, które wymagają ciemności do kiełkowania, powinny być sadzone na zalecanej głębokości podanej w książkach lub umieszczane w nieprzezroczystych pojemnikach, aby wykluczyć dostęp światła, dopóki nie zaczną kiełkować.

Jak splatają się ze sobą te wszystkie czynniki pokazują badania z roku 1926, kiedy to botanicy usiłowali dowiedzieć się, jakie są wymagania świetlne setek gatunków roślin. Odkryli około 270 gatunków, które kiełkowały w temperaturze 20°C lub wyższej w świetle, oraz 114 gatunków kiełkujących w tej samej temperaturze w ciemności. Odkryli również 190 gatunków, które kiełkowały w świetle po przejściu silnych mrozów, a 81 gatunków kiełkujących po mrozach w ciemności. Pięćdziesiąt dwa gatunki kiełkowały w świetle, a 32 gatunki w ciemności po lekkim mrozie, a na koniec znaleźli jeszcze 33 gatunki, na które światło lub ciemność nie miały żadnego wpływu. Morał z tego płynie dla nas taki – aby skutecznie kiełkować nasiona, warto zadbać o to, aby ich wymagania co do temperatury i światła były spełnione.

Na koniec ostatni czynnik, mający często wpływ na kiełkowanie - struktura, przepuszczalność oraz zawartość składników odżywczych w podłożu, w którym wysiano nasiona. Wpływ podłoża jest głównie pośredni – lepiej lub gorzej chłonie ono wodę, przez co lepiej lub gorzej przebiega imbibicja. Wpuszcza mniej lub więcej tlenu, przez co nasionom lepiej lub gorzej się oddycha. Wolniej lub szybciej się nagrzewa, co ma wpływ na temperaturę wokół nasion. Jest mniej lub bardziej sterylne, co zwiększa lub zmniejsza ryzyko psucia się nasion. Na koniec, może być mniej lub bardziej zasolone, co ma wpływ na kiełkowanie (przykładowo, im wyższe zasolenie, tym nasiona papryk gorzej kiełkują) oraz mieć odczyn mniej lub bardziej odpowiedni (np. nasiona soi kiełkują najlepiej przy pH 6.0-6.5) -zbyt kwaśne lub zbyt zasadowe warunki mogą znacząco obniżyć zdolność kiełkowania jej nasion.


Kontrola parametrów kiełkowania


No dobrze, jeżeli wszystko absolutnie przygotowaliśmy optymalnie, i podłoże, i temperaturę, i wodę, i światło, to dlaczego czasami nasiona nie chcą kiełkować? Winny temu może być spoczynek nasion, uśpienie, znane również jako dormancja, czyli stan, w którym nasiona nie kiełkują mimo obecności sprzyjających warunków środowiskowych. Jest to mechanizm adaptacyjny, który pozwala roślinom przetrwać niekorzystne okresy i zapewnia synchronizację kiełkowania z optymalnymi warunkami dla wzrostu i rozwoju. Dzięki temu rośliny zwiększają swoje szanse na przeżycie i reprodukcję w zmiennych warunkach środowiskowych.

Dormancja nasion dzieli się na dwa główne typy: spoczynek bezwzględny (endogenny) i spoczynek względny (egzogenny).

Spoczynek bezwzględny (endogenny) jest uwarunkowany wewnętrznymi właściwościami nasion i nie zależy od zewnętrznych warunków środowiskowych. Nasiona w tym stanie nie kiełkują, nawet jeśli zostaną umieszczone w optymalnych warunkach dla kiełkowania. Przyczynami mogą być niedojrzałość zarodka, obecność inhibitorów kiełkowania lub wymogi dotyczące specyficznych procesów fizjologicznych, takich jak stratyfikacja czy skaryfikacja (o czym za chwilę).

Spoczynek względny (egzogenny) wynika z niekorzystnych warunków środowiskowych, takich jak niedobór wody, niewłaściwa temperatura, brak dostępu do światła czy niedostateczna ilość tlenu. W tym przypadku nasiona są zdolne do kiełkowania, ale czekają na pojawienie się odpowiednich warunków zewnętrznych, o których to już się wcześniej sporo dowiedzieliśmy.

Mechanizm spoczynku nasion jest kluczowy dla przetrwania wielu gatunków roślin, umożliwiając im dostosowanie cyklu życiowego do zmiennych warunków środowiskowych i zapewniając sukces reprodukcyjny. Dla nas jednakże, może być utrapieniem, jeżeli chcemy nasze nasiona szybko „wybudzić” i skłonić do równych i szybkich wschodów.

Przeciwnikiem, z którym często musimy się mierzyć są inhibitory kiełkowania. Są to naturalne substancje chemiczne obecne w nasionach, które hamują proces kiełkowania, zapewniając roślinom przetrwanie w niesprzyjających warunkach środowiskowych. Ich obecność jest kluczowa dla regulacji pory roku i warunków, w jakich nasiona rozpoczynają swój rozwój.

W nasionach występują różne inhibitory kiełkowania, zarówno będące fitohormonami, jak i innymi związkami chemicznymi. Chyba najważniejszym z nich jest kwas abscysynowy (ABA). Jest to fitohormon, który odgrywa kluczową rolę w indukcji i utrzymaniu stanu spoczynku nasion, hamując proces kiełkowania. Blokuje on produkcję enzymów niezbędnych do rozkładu materiałów zapasowych w nasionach, co uniemożliwia zarodkowi dostęp do energii potrzebnej do wzrostu oraz utrzymuje równowagę hormonalną, która sprzyja stanowi spoczynku, przeciwdziałając działaniu hormonów promujących kiełkowanie, takich jak gibereliny i cytokininy. Podobnie działają również związki fenolowe i ich pochodne, takie jak kumaryna.

 


Nasiona szparaga wymagają długotrwałego moczenia by szybko kiełkować


Jak już wspomniałem, ekologiczna rola inhibitorów jest dwojaka – z jednej strony zapobiegają one przedwczesnemu kiełkowaniu w niekorzystnych warunkach, co zwiększa szanse na przeżycie siewek, a z drugiej powodują, że nasiona kiełkują w różnych momentach, co minimalizuje ryzyko utraty całego potomstwa w wyniku nieprzewidzianych zdarzeń środowiskowych i losowych.

Nam z reguły zależy na tym, aby jak najwięcej nasion wykiełkowało jak najszybciej, w związku z tym staramy się pozbyć inhibitorów kiełkowania z nasion tak szybko, jak to tylko możliwe.

Najbardziej naturalną metodą, od której warto zacząć, jest namaczanie nasion. Tak właśnie się to odbywa w przyrodzie - deszcze mogą wypłukiwać inhibitory z nasion, enzymy obecne w nasionach lub w środowisku mogą degradować inhibitory. Symulujemy ten proces namaczając nasiona przez czas od kilkunastu minut do nawet doby. Im większe i twardsze nasiona, tym namaczamy je dłużej, co jak już pisałem, dodatkowo ułatwia pękanie osłon i wnikanie wody, a później tlenu do nasion.

Zdecydowana większość ogrodników sieje nasiona bezpośrednio do gruntu, na rozsadnik lub do wielodoniczek. Sprawdza się to dobrze, gdy nasiona kiełkują bezproblemowo, jednakże ogranicza znacząco nasze możliwości interwencji w przypadku, gdy nasiona słabo kiełkują i chcemy im pomóc.

Kiełkując cenne lub trudne nasiona chcemy mieć więcej kontroli nad przebiegiem ich kiełkowania, chcemy widzieć je przede wszystkim, co jest niemożliwe po posadzeniu ich w podłożu. Dlatego też stosujemy szereg metod, z których trzy wydają się najpopularniejsze.

Pierwsza metoda, o której już wspomniałem, to kiełkowanie nasion na wilgotnym papierowym ręczniku, na wacie lub papierze toaletowym. Występuje w dwóch wariantach – albo nasiona umieszczamy w jakimś pojemniku, albo wkładamy je wraz z „podłożem” do plastikowego woreczka strunowego. Jeżeli nie popełnimy błędu i nie powkładamy nasion pomiędzy warstwy ręcznika czy waty, będą one dla nas doskonale widoczne w trakcie całego procesu. Od razu dostrzeżemy pierwsze oznaki kiełkowania, co powinno skłonić nas do natychmiastowego wyjęcia kiełkującego nasionka i posadzenia go w doniczce, ale również, od razu zobaczymy że z nasionami dzieje się coś złego – mają za mokro, za sucho, lub pojawia się pleśń – będziemy mieć więc jeszcze szansę zareagować i uratować nasiona. 


Nasiona rzadkiej dyni Irubashi Kabocha kiełkowane na mokrym papierowym ręczniku


Wiele osób stosujących tą metodę narzeka, że gdy przez parę dni nie zajrzy do nasion, odnajduje potem plątaninę korzeni wrośniętych w ligninę czy papier, trudnych do wyplątania. No cóż, po pierwsze warto zaglądać do nasion szybko kiełkujących codziennie, a po drugie, warto stosować drobny trick, dzięki któremu korzonki nie będą tak chętnie wrastały w ligninę. Umieść jedną warstwę papierowego ręcznika w woreczku strunowym, zwilż ją wodą i ułóż na niej nasiona. Woreczek zamknij szczelnie i podpisz. Następnie, obróć go tak, aby nasiona w woreczku znalazły się na spodzie, przykryte ręcznikiem. Kiełkujące korzonki wykazują geotropizm dodatni, kierując się ku dołowi w zgodzie z grawitacją, czyli w kierunku ściany torebki, a nie w stronę umieszczonego nad nimi ręcznika. Dzięki temu nie wrosną w ręcznik i ławo je będzie wyjąć do posadzenia.

Druga popularna metoda to umieszczenie nasion w woreczku z wermikulitem lub perlitem. Stosuje się ją głównie wtedy, gdy okres kiełkowania nasion jest bardzo długi i musi przebiegać w odpowiedniej temperaturze. Jak już wspomniałem, wiele nasion, szczególnie drzew, krzewów i bylin wymaga tygodni, miesięcy, a czasem nawet i lat przebywania w odpowiedniej temperaturze, aby wykiełkować. W naturze dbają o to zmieniające się pory roku, a my posiłkujemy się stratyfikacją.

Stratyfikacja nasion to proces przygotowania ich do kiełkowania poprzez poddanie ich działaniu określonych warunków wilgotności i temperatury przez określony czas. Celem tego zabiegu jest przerwanie spoczynku nasion i przyspieszenie oraz wyrównanie ich kiełkowania. W zależności od wymagań danego gatunku rośliny, stratyfikacja może być chłodna, ciepła lub ciepło-chłodna.

Stratyfikacja chłodna polega na przechowywaniu nasion w wilgotnym podłożu w niskiej temperaturze (0-7°C) przez określony czas. Jest to najczęściej stosowana metoda w warunkach amatorskich i tu właśnie świetnie sprawdza się wymieszanie nasion z wermikulitem bądź pelitem, umieszczenie w woreczku lub pudełku, nawilżenie i wstawienie do lodówki. Podłoże takie dobrze trzyma wilgoć, świetnie przepuszcza tlen i wolne jest od patogenów. Ponadto, woreczkami czy pudełkami bardzo łatwo się manipuluje – spróbujcie trzymać w lodówce obsiane doniczki, a zapewne Wasza lepsza połowa pogoni Was z nimi prędzej czy później.


Nasiona honkerii piaskowej najlepiej kiełkują stratyfikowane w 2 stopniach Celsiusza


Potrzeba manipulacji jest niezwykle istotna ponieważ, mamy jeszcze stratyfikację ciepłą, która polega na umieszczeniu nasion w wilgotnym podłożu o temperaturze sprzyjającej kiełkowaniu, zwykle dość wysokiej, oraz stratyfikację ciepło-chłodną, a także chłodno-ciepłą - nasiona są najpierw poddawane działaniu wyższej temperatury, a następnie niższej (lub odwrotnie). Poszczególne fazy trwają od kilku tygodni, do kilku miesięcy, czasami powtarzane być muszą przez kilka lat. Łatwo nad tym panować przekładając z miejsca na miejsce woreczki.

Używając metody woreczkowej, umieszczając nasiona pobrane z jabłek czy gruszek, uzyskiwałem po około 3 miesiącach zimnej stratyfikacji w lodówce niemal zawsze blisko 100% kiełkowania nasion. Gdy tylko pojawiały się korzonki, sadziłem nasiona do ziemi w miejsca docelowe, lub do doniczek. Metodą tą można wyprodukować sobie bezkosztowo tyle drzew i krzewów, ile dusza zapragnie, sprawdziłem ją bowiem także przy kiełkowaniu nasion krzewów owocowych i żywopłotowych – ałyczy, tarniny, dzikiej róży, malin, jeżyn czy porzeczek.


Po 3 miesiącach zimnej stratyfikacji nasionko śliwy ałyczy kiełkuje

Dla pewności dodam tu to, co pewnie każdy wie i rozumie, ale myślę, że warto to przypomnieć – suche nasiona nie stratyfikują. Możemy je wkładać do dowolnych temperatur, nic się nie stanie. Stratyfikacja zaczyna się w obecności wody, w ilości tak małej, by nasiona w niej nie pływały, ale aby mogły ją wchłaniać.

Korzystając z okazji, wspomnijmy tu o drugim zabiegu o nazwie podobnej do stratyfikacji, ale polegającym na czym innym – o skaryfikacji. Skaryfikacja to proces w którym celowo staramy się uszkodzić osłonkę nasionka po to, aby woda łatwiej dostała się do środka. Najczęściej działamy mechanicznie, zarysowując skorupę ostrym narzędziem, tworząc „blizny” (stąd nazwa procesu) przez które przenika woda. Czasami w przypadku drobnych nasion pocieramy je chwilę między dwoma warstwami papieru ściernego, a w przypadku nasion dużych odcinamy nawet fragment łupiny lub skorupy nożyczkami lub obcinaczem do paznokci, uważając, aby nie uszkodzić zarodka. Niektórzy stosują skaryfikację chemiczną, polegającą na umieszczeniu nasion w kwasie, czego ja nie stosuję, natomiast rewelacyjne wyniki dawała u mnie skaryfikacja termiczna, polegająca na zalaniu suchych nasion gorącą wodą (robinia akacjowa) lub wrzątkiem (glediczja trójcierniowa i chińska) i pozostawieniu do wystygnięcia.



Sadzonka śliwy ałyczy ze stratyfikowanego nasionka

Oczywiście, skaryfikacja czasami jest stosowana jako jedyny zabieg przed namaczaniem nasion, a czasami poprzedza stratyfikację. Są osoby, które stratyfikują nasiona w torfie, we włóknie kokosowym czy wreszcie w mokrym piasku, ja jednak najlepsze wyniki uzyskiwałem, jak już wspomniałem, stosując perlit bądź wermikulit, w których niemal nigdy nasiona mi nie pleśniały przy wielu miesiącach stratyfikowania.

Trzecią i ostatnią metodą kiełkowania nasion jaką tu chciałem omówić jest sposób, który stosuję od lat z powodzeniem, z jednej strony niezwykle prosty i minimalistyczny, z drugiej wymagający odrobiny wprawy. Nazwałbym go „kiełkowaniem w powietrzu” lub „kiełkowaniem bez niczego”, ale żadna z tych nazw nie jest dobra. Może podpowiesz, jak nazwać tą metodę?

A wygląda ona tak – do pudełeczka po sosie do pizzy wrzucam nasiona, które chcę wykiełkować i zalewam letnią, przegotowaną wodą. Zamykam szczelnie pudełeczko i umieszczam w ciepłym miejscu, zwykle przy rurach C.O. Po upływie doby, delikatnie wylewam wodę z pudełeczka. Zostają w nim mokre nasiona i dosłownie jakieś mikrokropelki wody. Nasiona nie leżą na żadnych bibułach, a po prostu na dnie pudełka. Nie leżą w wodzie, ale „atmosfera” w pudełku jest bardzo wilgotna. Pudełka, szczelnie zamknięte, podpisane, jedne na drugich stoją w cieple przy rurze i co 1-2 dni sprawdzam, czy nasiona w nich kiełkują, a jeśli tak się dzieje, sadzę je do wielodoniczek. Przy okazji sprawdzam, czy pozostałe w pudełeczkach nasiona nie mają za sucho, a jeśli tak się dzieje, dodaję do pudełka dosłownie 1 kroplę wody.

Dla mnie zaletą tej metody jest jej prostota, czystość, oszczędność materiałów i łatwość pobierania nasion, które kiełkują. O wiele łatwiej się je bowiem sadzi niż z woreczka strunowego z jakąś bibułą. Co więcej, niemal zawsze dzieje się tak, że w pudełeczku zostają jakieś nasionka-maruderzy. Gdy sadzę ich szybciej kiełkujące rodzeństwo, istnieje ryzyko, że przeniosę podłoże z wielodoniczki na czubku pęsety do pojemnika, a tam, na jakiejś wacie czy ręczniku wkrótce rozwinie się pleśń. Tymczasem u mnie, wystarczy pojemniczek przepłukać wodą, odlać ją, i „już jest jak nowy”. 


Nasionko dyni wykiełkowane "w powietrzu", od kilku dni powinno już być w ziemi


To wszystko oczywiście jest tak pięknie w przypadku nasion łatwych, ale wiemy już, że tak łatwo zawsze nie jest. Z jednej strony istnieją jednak nasiona o tak silnych inhibitorach, że sama woda i moczenie w niej nasion nie wystarcza, z drugiej nawet te łatwe nasiona się starzeją i z wiekiem coraz gorzej kiełkują, a nam może czasami zależeć, aby wykiełkować te właśnie archaiczne nasiona znalezione w babcinym kuferku na strychu, czy też kupione za ciężkie pieniądze w Internecie nasiona „tej rzadkiej odmiany, którą dostałem 30 lat temu od 91-letniej staruszki”, prawda?

W pewnym popularnym serialu ekscentryczna matka wraz z nastoletnią córką zabierają pewnego ranka pensjonariuszy domu spokojnej starości do baru ze striptizem, aby przełamać nudę i pobudzić w nich siły witalne. Podobnie i stare, długo uśpione nasiona potrzebują często jakiegoś impulsu, aby spróbować jeszcze raz wykiełkować.

Lojalnie ostrzec muszę, że podobnie jak w trakcie wycieczki staruszków istnieje ryzyko zawału z powodu nadmiaru wrażeń, tak i w przypadku nasion – na dwoje babka wróżyła – poniższe zabiegi mogą pomóc, ale mogą też zaszkodzić. Dlatego też, testujemy je na małej liczbie nasion i stosujemy zawsze w stężeniach jak najmniejszych możliwych. Dopiero jeśli nie zadziałają, sięgamy po „ciężką artylerię”.

Środków mniej lub bardziej naturalnych, o których pisze się, że stymulują kiełkowanie nasion jest całe multum, jednakże dowodami na to, że są skuteczne, może się pochwalić jedynie kilka z nich.

Część środków pomaga pośrednio – robi coś pożytecznego, ale niekoniecznie to, co im się przypisuje. Przykładowo, istnieje morze artykułów i ocean filmów na YouTube o cudownych właściwościach wywarów z wielu roślin, dzięki którym nasiona mają lepiej kiełkować. Począwszy od rumianku, poprzez piołun, czosnek, na miłorzębie skończywszy, wszystkie one podobno sprawiają, że nasiona kiełkują zanim się obejrzysz. To, co w mojej opinii się dzieje, gdy korzystasz z takich wywarów, jest niemal identyczne z moczeniem nasion w czystej wodzie, z dodatkowym bonusem w postaci odkażania, albowiem i rumianek, i piołun, i czosnek, i miłorząb, a nawet taniny ze zwykłej herbaty mają właściwości antyseptyczne. Nasiona są więc namoczone i delikatnie odkażone, co na pewno sprawia, że proces imbibicji może się toczyć swoim torem, o ile tylko nasionko jest tak czy inaczej do niego zdatne i gotowe. A co jeśli nie jest?

Trzy środki „do budzenia nasion” sprawdziły mi się przez lata i o nich teraz wspomnę, zaczynając od najmniej skutecznego, ale jednocześnie na pewno masz go w domu. Chodzi o nadtlenek wodoru, czyli o wodę utlenioną.

Jedną z głównych zalet stosowania nadtlenku wodoru jest jego zdolność do zmiękczania łupiny nasienia. Łupina nasienia, jak już wiemy, służy jako bariera ochronna, ale czasami może utrudniać wchłanianie wody i wymianę gazową, opóźniając kiełkowanie. Moczenie nasion w roztworze nadtlenku wodoru pomaga rozbić tę twardą warstwę zewnętrzną, ułatwiając pobieranie wody i penetrację tlenu, co jest kluczowe dla rozpoczęcia procesu kiełkowania.
 



Zakrętki do namaczania nasion przed kiełkowaniem pomagają nie pomieszać odmian


Ponadto nadtlenek wodoru działa jako środek dezynfekujący, eliminując potencjalne patogeny obecne na powierzchni nasion. Patogeny te, w tym bakterie i grzyby, mogą niekorzystnie wpływać na żywotność nasion i późniejsze zdrowie roślin. Poprzez sterylizację powierzchni nasion, nadtlenek wodoru zmniejsza ryzyko przenoszenia chorób na wczesnych etapach rozwoju rośliny, i w tym jest podobny do wspomnianych wcześniej ziołowych wywarów, tyle że łatwiejszy w stosowaniu.

Oprócz właściwości dezynfekujących, nadtlenek wodoru działa jako cząsteczka sygnałowa, która może inicjować różne procesy fizjologiczne w nasionach. Badania wskazują, że nadtlenek wodoru wpływa na uśpienie i kiełkowanie nasion, zmieniając równowagę hormonalną i aktywując określone geny związane z tymi procesami. Ta podwójna rola zarówno reaktywnych form tlenu, jak i cząsteczki sygnałowej podkreśla jego znaczenie w biologii roślin. Mówiąc prościej, daje on sygnał nasionkom, że pora się budzić.

 


Efekty namaczania


Istnieje jeszcze czwarta teoria odnośnie działania nadtlenku wodoru, ale czy jest prawdziwa, pytajcie fachowców. Przytoczę ją jednak, bo jest ona po prostu fajna. W każdej komórce nasionka znajdują się uśpione organelle – jądro komórkowe, mitochondria, aparaty Golgiego, wakuole, lizosomy, chloroplasty i inne twory. W komórce nie dzieje się nic aż do chwili, kiedy te struktury zaczną się ze sobą komunikować. Angielski termin „cellular crosstalk” opisuje taką komunikację, a odbywa się ona za pośrednictwem związków chemicznych, które poszczególne organy komórki wydzielają. Za ich pomocą „nawołują się” jakby, wołając do siebie „rusz się, pora kiełkować”. Niektórzy twierdzą, że jednym ze związków wytwarzanych w komórkach i służących do takiej właśnie komunikacji jest nadtlenek wodoru i że podając go z wodą, taką właśnie komunikację inicjujemy i ułatwiamy. Mnie jednak uczono, że takim przekaźnikiem w komórkach jest cAMP – cykliczny adenozynomonofosforan, a nie woda utleniona, no ale co ja tam wiem… Dla bezpieczeństwa, nie potwierdzę ani nie zaprzeczę, pytajcie specjalistów.

Praktyczne zastosowanie nadtlenku wodoru w kiełkowaniu nasion jest stosunkowo proste. Zwykle przygotowuje się rozcieńczony roztwór, zazwyczaj mieszając jedną do dwóch łyżek stołowych 3% nadtlenku wodoru z filiżanką wody. Następnie nasiona są moczone w tym roztworze przez określony czas, zwykle od 30 minut do całej nocy, w zależności od rodzaju i wielkości nasion. Taka „obróbka” nie tylko zwiększa szybkość kiełkowania, ale także sprawia, że jest ono bardziej równomierne.

Co więcej, badania wykazały skuteczność nadtlenku wodoru w poprawie kiełkowania różnych gatunków roślin na skalę nie tylko amatorską jak u mnie, ale także wielkotowarową. Na przykład badania na nasionach buraka cukrowego wykazały, że traktowanie ich roztworami nadtlenku wodoru znacznie zwiększyło wskaźniki kiełkowania w porównaniu z grupą kontrolną. Poprawę tę przypisuje się łagodzeniu czynników uśpienia fizycznego i fizjologicznego, co pokazuje szerokie zastosowanie nadtlenku wodoru w praktykach rolniczych, a nie tylko u mnie w pudełeczkach za rurą.

Znam jednego ogrodnika, który twierdzi, że nic tak nie budzi starych nasion do życia, jak praktyka niemal z OIOM’u, gdzie pacjentom podaje się między innymi tlen i kroplówki. Traktuje on więc stare nasiona najpierw wodą utlenioną 0.15% (tlen), a następnie umieszcza w wodzie z niewielką ilością rozpuszczonej glukozy (kroplówka). Przysięga się, że to potrafi ożywić naprawdę stare nasiona, może nadarzy się kiedyś okazja, aby tego spróbować?

Muszę tu wspomnieć, że stosowanie jakichkolwiek środków odkażających nasiona, a takim bez wątpienia jest nadtlenek wodoru, ma zagorzałych przeciwników. Twierdzą oni, że zabieg taki zabija endofity – pożyteczne mikroorganizmy symbiotyczne żyjące na powierzchni i we wnętrzu nasion, dzięki którym młode roślinki lepiej rosną. Jest to zapewne temat na osobny artykuł, tutaj można jedynie założyć, że jeśli nasionko w ogóle nie wykiełkuje, to nic mu po endofitach. Nasionko niechcące kiełkować, może sobie zakrzyknąć tylko jak Jan Onufry Załgłoba – „Zginę ja i pchły moje!”, to znaczy te, jak im tam, endofity. Oczywiście jednak mamy to gdzieś „z tyłu głowy” i stosujemy taką „wstrętną chemię” jedynie wtedy, gdy jest to niezbędne.

Kolejnym, nieco bardziej skutecznym, ale co za tym idzie i bardziej niebezpiecznym dla nasion środkiem jest saletra potasowa, czyli azotan potasu (KNO₃). Choć jego złoża występują naturalnie na pustyniach Indii i Chin, dziś mamy dostęp głównie do jego syntetycznej formy. Być może masz go w swoich wędlinach pod postacią E252, jest on bowiem dobrą substancją konserwującą dla mięsa i wyrobów z niego. Dla mnie azotan potasu pozostanie wspomnieniem dzieciństwa i naszych wspaniałych pirotechnicznych zabaw, bezpieczniej jednak będzie wrócić do naszych nasion.


Stare nasiona melona budzone do życia


Badania wykazują, że kąpiel nasion w roztworze KNO₃ może skutecznie przerwać ich uśpienie i przyspieszyć kiełkowanie. Doświadczenia z nasionami traw potwierdziły, że nasiona przygotowane za pomocą roztworów KNO₃ wykazywały lepsze wskaźniki kiełkowania i jednorodność. Optymalne wyniki zaobserwowano, gdy nasiona traktowano 0,2% lub 0,5% roztworem KNO₃ przez 48 do 72 godzin w naprzemiennych temperaturach 25/35°C, osiągając wskaźniki kiełkowania przekraczające 85%

Podobnie w odmianach soi „Daechan” i „Pungsannamul” przygotowanie nasion za pomocą roztworów 50 i 100 mM KNO₃ (odpowiednio 5055 i 10110 mg/L) zwiększyło wskaźniki kiełkowania o około 20%. Ponadto odnotowano poprawę wskaźnika wigoru nasion o ponad 30% w obu odmianach.

Pozytywne efekty przygotowania nasion z pomocą KNO₃ nie ograniczają się do tych gatunków. W przypadku marchwi przygotowanie nasion w 50 mM KNO₃ w warunkach stresu wysokotemperaturowego doprowadziło do 36% wzrostu kiełkowania, 28% poprawy wzrostu siewek i 55% zwiększenia wigoru siewek. Ponadto odnotowano zauważalny wzrost biomasy korzeni o 16,75% w porównaniu z grupą kontrolną.

Podstawowe mechanizmy, dzięki którym KNO₃ poprawia kiełkowanie, obejmują zarówno rolę odżywczą, jak i sygnalizacyjną. Jako składnik odżywczy azotan potasu jest asymilowany do aminokwasów niezbędnych do rozwoju siewek. Jako cząsteczka sygnalizacyjna azotan potasu może inicjować ekspresję genów związaną z procesami kiełkowania, symulując w ten sposób uwalnianie nasion ze stanu uśpienia i przyspieszając kiełkowanie.

Skuteczność przygotowania nasion z użyciem KNO₃ zależy od takich czynników, jak stężenie, czas trwania zabiegu i reakcje specyficzne dla gatunku. Na przykład w przypadku nasion mieczyków 1% roztwór KNO₃ spowodował 80% skuteczność kiełkowania, podczas gdy wyższe stężenia doprowadziły do ​​zmniejszenia procentu kiełkowania. Sugeruje to, że niższe stężenia, w zakresie od 0,2% do 1%, mogą być bardziej odpowiednie do przygotowania nasion u niektórych gatunków roślin, ale dane dostępne na ten temat są dosyć ubogie i trzeba eksperymentować.

Stosując azotan potasu w stężeniu 0,2% udało mi się pobudzić do kiełkowania nasiona papryk z renomowanej belgijskiej hodowli, które pomimo, że nie minął jeszcze ich termin ważności, za nic nie chciały kiełkować siane w sposób standardowy. Używam go jako „ostatniej deski ratunku”, a ściślej, przedostatniej, bo jest jeszcze coś, co działa mocniej i co właśnie jest tą deską ostatnią.

Kwas giberelinowy (GA3) jest naturalnie występującym hormonem roślinnym, który odgrywa kluczową rolę w regulacji różnych aspektów wzrostu i rozwoju roślin, a w szczególności kiełkowania nasion. Jego zastosowanie zostało szeroko zbadane w celu zwiększenia szybkości kiełkowania, zwłaszcza w przypadku nasion, które wykazują uśpienie lub są trudne do kiełkowania w standardowych warunkach.

Rozmawialiśmy już o uśpieniu i wiemy, że to mechanizm przetrwania, który zapobiega kiełkowaniu nasion w niekorzystnych warunkach środowiskowych. Uśpienie to może być spowodowane czynnikami fizjologicznymi w zarodku nasienia, często regulowanymi przez równowagę hormonalną między promotorami wzrostu, takimi jak gibereliny, a inhibitorami, takimi jak kwas abscysynowy (ABA). GA3 został zidentyfikowany jako hormon kluczowy w przełamywaniu takiego uśpienia.

Mechanizm, za pomocą którego GA3 wpływa na kiełkowanie nasion, obejmuje stymulację enzymów, które degradują bielmo, bogatą w składniki odżywcze tkankę otaczającą zarodek. Ta degradacja zmniejsza bariery fizyczne dla ekspansji zarodka i dostarcza niezbędnych składników odżywczych rosnącej siewce. Ponadto GA3 przeciwdziała efektom ABA, hormonu, który utrzymuje uśpienie nasion, ułatwiając w ten sposób przejście ze uśpienia do aktywnego wzrostu.

Praktyczne zastosowania GA3 wykazały jego skuteczność w poprawie wskaźników kiełkowania u różnych gatunków roślin, od warzyw po drzewa. Na przykład badania wykazały, że traktowanie nasion pomidorów GA3 poprawia ich kiełkowanie i późniejszy wzrost. Podobnie badania nad nasionami klonu jaworu (Acer pseudoplatanus) wykazały, że traktowanie nasion GA3 poprawiło zdolność kiełkowania, szczególnie w przypadku nasion skaryfikowanych (pozbawionych osłonek).

Jak potężnym narzędziem potrafi być GA3 niech świadczy efekt, jaki wywiera na nasiona wielu bylin, których nasiona aby wykiełkować, muszą przechodzić wieloletnie cykle zimno-ciepłej stratyfikacji. Weźmy taki stopkowiec – ozdobną bylinę, która jak każda roślina rozrzuca nasiona jesienią, i zimują one naturalnie (zimna stratyfikacja) do następnej wiosny. Wiosną następuje okres ciepłej stratyfikacji, i w drugiej połowie roku nasionko zaczyna wypuszczać korzeń. Nadchodzi zima (druga zimna stratyfikacja), a po niej kolejna wiosna (druga ciepła stratyfikacja), kiedy to roślina wypuszcza swój pierwszy liść i od tej pory, po czterech fazach stratyfikacji i ponad dwóch latach, zaczyna się zachowywać w miarę normalnie. Dzięki GA3 można skrócić te fanaberie do … ośmiu tygodni.

GA3 jest niezastąpiony w budzeniu starych nasion, oraz nasion o których wspominałem wcześniej – takich, które najlepiej kiełkują gdy są świeże, a sprawiają problemy gdy przeschną. Nie miałem nigdy problemów ze wschodami miniaturowej, lekko mrozoodpornej papryczki Capsicum flexuosum -dopóki siałem ją ze świeżych nasion, wschodziły mi one zwykle po 5-7 dniach. Nasiona wysuszone jednak stawały się od razu kapryśne i potrafiły nie kiełkować nawet miesiącami. Kąpiel w GA3 pomaga, oszczędzając tygodni oczekiwania na pierwsze wschody.

Na skuteczność GA3 wpływają takie czynniki, jak stężenie, metoda aplikacji i rodzaj nasion. Optymalne stężenia różnią się w zależności od gatunku; nadmierne ilości mogą prowadzić do nieprawidłowego wzrostu, a nawet śmierci nasion, podczas gdy niewystarczające poziomy mogą być nieskuteczne.

Kwas giberelinowy kupić można zwykle w postaci proszku, w której to formie doskonale się przechowuje. Aby go użyć najefektywniej, musimy go rozpuścić, a w wodzie rozpuszcza się słabo. Na szczęście, ma słabość do alkoholu, w którym rozpuszcza się świetnie. Dodajemy więc łyżeczkę gorzały na szklankę wody i dopiero w takim roztworze rozpuszczamy GA3. Zazwyczaj rekomendowane stężenie to 1000 ppm, czyli 10 miligramów GA3 rozpuszczone w 10 ml wody. Można jednak zacząć próby od stężeń o połowę mniejszych, czyli od 500 ppm, a przy braku efektu zwiększać stężenie.

W praktyce, najlepiej umieścić nasiona w papierowym ręczniku i zwilżyć go roztworem GA3, a następnie umieścić na dobę w woreczku lub pudełku. Po upływie doby nasiona można wyjąć, opłukać i dalej kiełkować tradycyjnie, a nadal mokry ręcznik wykorzystać do kolejnych nasion, ewentualnie tylko nieco roztwór GA3 uzupełniając.

 


Profesjonalne narzędzia do dawkowania GA3 ;) 


Są tacy ogrodnicy, którzy sieją nasiona do doniczki, a następnie posypują podłoże mikroskopijną dawką GA3 i podlewają. Ilość proszku powinna być tak mała, jak mało zostaje na czubku wykałaczki włożonej na moment do torebki z GA3. Jest to na tyle nieprecyzyjne, że nigdy tego nie próbowałem, ale są tacy, którzy twierdzą, że to działa. Jeszcze inni taką samą ilość proszku GA3, z czubeczka wykałaczki,  wysypują na standardową, złożoną, wyjętą wprost z paczki chusteczkę jednorazową, moczą, zawijają w nią nasiona i też podobno to się sprawdza. Jak widać, zabawom z GA3 nie ma końca, ogranicza je tylko nasza wyobraźnia.

Podsumowując, w naszych próbach kiełkowania trudnych nasion nie jesteśmy bezradni, ale musimy chcieć eksperymentować. Jak zawsze, w odniesieniu do życia, a jego kwintesencją są nasiona, nie wszystko da się zamknąć w liczbach – temperaturach, wilgotnościach, stężeniach. Czasem potrzeba trochę szczęścia, a niemal zawsze sporo pasji i troski. Jednakże, efekty w postaci pięknych roślin, wyhodowanych z nasion, które nie chciały kiełkować – są bezcenne.

 

 

Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł, zostań Patronką/Patronem
lub podziękuj autorowi na SUPPI.pl

 

Artykuł powstał dzięki wsparciu udzielonemu za pośrednictwem witryny https://patronite.pl/Permisie

Patroni Artykułu:

Mariusz
52 Patronek i Patronów Anonimowych


Serdecznie dziękuję!

 

Zobacz również

Dwanaście zasad projektowania permakulturowego na 12 miesięcy roku – część pierwsza
Mój kalendarz wiosennych siewów
Spirale i mandale, czyli nieco o wzorcach

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...