A co tam Panie w... pogodzie?
No w oryginale to było trochę inaczej, ale w tamtą stronę celowo nie skręcamy ;) Bo to miejsce i cała nasza społeczność to programowo ma być chwila wytchnienia od codzienności a to drugie na "p" zupełnie się do zbioru aktywności związanych z odpoczynkiem nie zalicza. Ale...
Są aspekty rzeczywistości od których - jako fanatycy bursztynowych łowów - programowo uciec nie jesteśmy w stanie i jednym z takich aspektów bez wątpienia jest pogoda. A że rozpoczął się już nowy sezon huraganów na Atlantyku to chyba najlepszy moment na jakieś małe podsumowanie w tym temacie.
Moje własne obserwacje pozwolę sobie pozostawić na koniec a zacznę od przewidywań specjalistów. Mamy już raport NOAA w sprawie nadchodzącego sezonu sztormów. Wynika z niego, że szanse na to, że będzie to sezon ponadprzeciętny oceniane są w tej chwili na 60% przy 30% szans na sezon przeciętny i 10% na to że będzie spokojniej niż zwykle...
Czy to jest dużo czy mało z tymi 60% to najlepiej chyba pokazuje grafika przewidywań na zeszły 2024 rok...
...z której wynika, że szanse na ponadprzeciętny sezon sztormów oceniano wówczas aż na 85%. Warto również zwrócić uwagę, że ilość gwałtownych zjawisk (sztormów i huraganów) przewidywanych na ten rok jest około 30% mniejsza niż w roku poprzednim, w którym o tej porze byliśmy już po pierwszym dużym huraganie (Beryl - C5). Obecnie trwa trzeci tropikalny sztorm...
...czyli zjawisko, które z jednej strony zasługuje już na własne imię - Chantal, ale z drugiej nie jest wystarczająco gwałtowne żeby załapać się do huraganów choćby 1 kategorii. Przy czym trzeba zawsze pamiętać, że w całej tej klasyfikacji wcale nie chodzi o to jak bardzo pada, tylko jak mocno wieje. A w Teksasie Chantal pokazała, że wcale nie musi wiać specjalnie mocno, żeby zdrowo lało.
Dla głębiej zainteresowanych wstawiam jeszcze rozpiskę sztormów z zeszłego roku wraz z klasyfikacją huraganów pod spodem...
...oraz zestaw imion przygotowanych na ten rok...
Żeby dopełnić statystyczny obraz samego sezonu huraganów podrzucam jeszcze zestawienie ich aktywności w trakcie całego sezonu (od czerwca do listopada) na przestrzeni ostatnich 100 lat...
Oczywiście taki spadek oczekiwań wśród "prognostów" co do ilości gwałtownych zjawisk w tym sezonie jest bezpośrednio związany z fazą cyklu anomalii temperatur wody w oceanach, popularnie zwanych El Nino. Stan obecny i przewidywania na najbliższe kilka miesięcy również warto tutaj przytoczyć. Na początek dane historyczne...
...z których wynika, że wyszliśmy już z fazy El Nino ale nie weszliśmy w La Ninę jak to jeszcze pół roku temu zakładano, tylko błąkamy się od 12 miesięcy w fazie pośredniej...
Dla ilości i gwałtowności zjawisk, którymi my akurat jesteśmy zainteresowani najbardziej - czyli sztormów - to niezbyt dobrze. Bo jeśli anomalie (czyli El Nino bądź La Nina) nie występują to i tych układów sztormowych tworzy się mniej. Niestety przewidywania na chwilę obecną są takie, że z tej fazy pośredniej raczej nie wyjdziemy przynajmniej do marca przyszłego roku...
...z 40% prawdopodobieństwem że w okolicach listopada – stycznia być może zaliczymy jakąś delikatną La Ninę...
...i jeśli by te prognozy miały się sprawdzić, to by znaczyło, że sztormów i w ogóle jakichś większych okazji do łowienia ze względu na warunki pogodowe może być w nadchodzącym sezonie jeszcze mniej niż w zeszłym. A i tamten, choć naprawę mocno "burzliwy" (z innych powodów o których za chwilę) jakoś specjalnie nas nie rozpieszczał.
Dlaczego w ogóle śledzimy huragany na Atlantyku? Ano dlatego (pozwólcie że przypomnę, bo pojawiło się w naszej społeczności sporo nowych osób, które być może nie czytały moich starszych wpisów na ten temat), że te struktury sztormowe mają zwyczaj podróżować ze wschodniego wybrzeża Ameryki w stronę Europy i przy odpowiednim zestawie okoliczności w końcu wylądować na Bałtyku. Tak się stało w przypadku sztormu najpopularniejszego chyba w ostatnim dziesięcioleciu czyli Xawerego, który zanim dotarł do nas i rzucił te setki kilogramów bursztynu na plaże, wędrował sobie przez Atlantyk jako huragan 5 kategorii – Maria...
No dobrze, co myślą eksperci już Wam mniej więcej przedstawiłem. Pora teraz przejść do moich własnych wniosków i spostrzeżeń. Sprawa numer jeden to temperatura. Na stronach NOAA można przeczytać artykuł o tym że tegoroczny maj był rekordowy pod tym względem na świecie. Moje odczucia w tym temacie są całkowicie odmienne. Zresztą chyba nie tylko moje, bo jak rozmawiam na targu z rolnikami od których kupuję warzywa to wszyscy mówią to samo. To była jedna z najzimniejszych wiosen ostatnich lat. Dla dopełnienia obrazu dodam tylko, że jeszcze 1 lipca w nocy, jak wychodziłem na balkon zapalić (tak wiem, zły zwyczaj) to musiałem założyć zimową kurtkę. Tak silny i zimny wiatr wiał z północy.
Trzeba sobie w związku z tym zadać pytanie czy jest możliwa sytuacja żebyśmy wszyscy (i NOAA i ja z okolicznymi rolnikami) mieli rację? Otóż potrafię sobie wyobrazić taką wersję rzeczywistości w której faktycznie tak się mogło wydarzyć. A odpowiedzialne za ten stan rzeczy - moim zdaniem - są bardzo powolne Polarne Prądy Strumieniowe.
Czym są Polarne Prądy Strumieniowe? O tym też już kiedyś pisałem, ale z tego samego powodu co wcześniej, również przypomnę. Polarne Prądy Strumieniowe (Polar Jet Streams) - które proponuję dalej nazywać Jetami – to poziome prądy wiatrów aktywne na bardzo dużych wysokościach (ok. 10km)
...układające się w meandrującą koronę otaczającą cały ziemski glob.
Skutkiem tego, że te strumienie Jetów występują jest wyraźne rozdzielenie zimnych mas powietrza znad bieguna i w okolic podbiegunowych...
...od cieplejszych mas powietrza z okolic okołozwrotnikowych utrzymywanych w tym pasie przy pomocy analogicznych prądów strumieniowych płynących równie falującą rzeką w okolicach zwrotnika.
Jak te wiatry powstają i skąd te całe ruchy powietrza się biorą to temat bardzo ciekawy, ale zostawmy go sobie na inną okazję, żeby nie zagubić myśli przewodniej w szczegółach.
Tutaj najważniejszym dla nas jest fakt, że wiatry te mogą poruszać się z różną prędkością. Najczęściej w przedziale od 100 do 400km/h i w zależności od tego z jaką prędkością aktualnie wieją ich wstęga może być rozszerzona i mocniej pofalowana (to przy wolno wiejących Jetach - 100km/h)...
...bądź węższa i mniej powykręcana (przy Jetach wiejących szybko - 400km/h). Dodatkowo sama ta korona utworzona ze wstęgi Jetów przemieszcza się jeszcze względem globu podążając wolniej lub szybciej z zachodu na wschód. Bądź jak ktoś woli inny punkt odniesienia, masy powietrza nie do końca nadążają za ruchem obrotowym Ziemi.
Jak to się wszystko ma do obecnej sytuacji? Otóż, od kilku już lat mamy do czynienia z sytuacją kiedy Jety polarne wieją bardzo wolno. Mam wrażenie że od jesieni (bądź nawet zeszłego lata) jeszcze zwolniły. W związku z czym zarówno bardzo zimne powietrze (polarne) jak i bardzo gorące (zwrotnikowe) może dochodzić do szerokości geograficznych na których przy szybkich Jetach nie miałoby się szans pojawić. A ze względu na przesuwanie się powolne tej całej "korony Jetów" stopniowo kolejne obszary globu dostają się pod wpływ o wiele wyższych bądź niższych niż zwykle temperatur. Więc i ja z jednej strony mogłem marznąć na balkonie 1 lipca i gdzie indziej można było w tym samym czasie notować rekordowe temperatury dla danych stacji meteo.
Co do samych przesunięć tej "korony", to właściwie od zeszłego lata już (ostrząc sobie pazurki na udane połowy) obserwowałem z coraz większą rezygnacją, jak ta "granica Jetów" broniła dostępu licznym sztormom do Bałtyku, porywając kolejne układy burzowe albo w stronę bieguna między Grenlandią a Norwegią, albo spychając je środkiem Europy na Morze Śródziemne. My w tym czasie pozostawaliśmy pod wpływem ciepłych mas powietrza z południa i stąd stosunkowo łagodna zima z przewagą wiatrów południowych. Natomiast mniej więcej od marca doszło do przesunięcia całej "korony" i dostaliśmy się pod wpływ zimnych mas powietrza z północy co z jednej strony spowodowało bardzo chłodną wiosnę u nas (zachód i południe kontynentu w tym czasie smażyło) i sporą ilość wiatrów północnych dzięki którym jeszcze w kwietniu były okazje żeby sobie ładnie połowić.
Obecnie obserwuję kolejne przesunięcie i tak się składa, że ta granica Jetów przechodzi mniej więcej w połowie naszego kraju. Tydzień wcześniej można było obserwować rekordy ciepła w zachodnich województwach a w tym samym czasie ja w Warszawie marzłem na balkonie. A w ten weekend doskonale było to widać nad samym morzem, gdzie w Rowach i dalej na zachód wiały wiatry południowe a w Krynicy i dalej na wschód w tym samym czasie północne.
Problemów z tymi wolno wiejącymi Jetami jest dla nas cała masa. Po pierwsze mimo swej powolności stają się Jety tak silną barierą, że nie przepuszczają właściwie żadnych układów burzowych przez swoje granice. A przez to sztormy znad Atlantyku czy Morza Północnego zupełnie do Bałtyku nie docierają. Nie raz w zeszłym sezonie mogliśmy obserwować jak kolejne obiecujące formacje były spychane raz w jedną (na północ) raz w drugą (na południe) stronę. A jak morzem nie buja to skąd ma być w nim bursztyn?
Kolejna sprawa to bardzo duży problem z samym prognozowaniem pogody w dłuższym terminie. I tu chodzi już nie tylko o moje bursztynowe, ale wszystkie prognozy z renomowanych światowych agencji na których się opieram. I nie dość, że różnice w prognozach między tymi agencjami potrafią być bardzo znaczne, to jeszcze finalnie nie raz okazywało się, że się zupełnie nie sprawdzały - i to wszystkie na raz - nawet na 48h do przodu. Jak to możliwe? Nie wiem...
Oczywiście trzeba brać pod uwagę również i to, że w dużej skali (globalnej) to co za różnica czy układ cykloniczny przejdzie bezpośrednio nad Bałtykiem, 50km na południe od niego czy 50km na północ? Ale w małej skali (a już szczególnie dla nas i dla bursztynu)? To już bardzo dużo, bo albo w związku z tym morze wyniesie nam bursztyn na brzeg, albo zepchnie w głębiny. I bądź tu mądry człowieku i coś napisz w takiej sytuacji. Jeśli nic się w kwestii Jetów tej jesieni nie zmieni to naprawdę trzeba się będzie zastanowić na ile te moje bursztynowe prognozy mają dalej sens?
W każdym razie, na chwilę obecną uważam za najbardziej prawdopodobny taki scenariusz, że jakichś specjalnych bursztynowych fajerwerków w nadchodzącym sezonie spodziewać się nie należy. Jeśli oczywiście sprawdzą się przewidywania co do aktywności sztormów na Atlantyku i Jety nie przyśpieszą, bądź nie poukładają się w jakiś bardziej korzystny sposób jak na przykład wiosną. Ale jak będzie to czas pokaże. Zostało jeszcze kilka miesięcy do zimy. Może tym razem nie byłoby najgorszym pomysłem korzystanie z każdej możliwej okazji, bez specjalnego nastawiania się na rekordy? Może już pierwsze wrześniowe czy październikowe sztormy czymś sypną tak jak w zeszłym roku? Więcej pytań jak odpowiedzi...
A najlepiej to by było jakby się okazało, że ja tu się nie nastawiam na ten sezon zupełnie, a tu jakiś Xawery się jednak w październiku przez granicę Jetów przedrze i tak namiesza, że potem już cały sezon, co pochlipaja to taczkami będzie można bursztyn z plaży wywozić ;)
I właśnie tego nam wszystkim życzę. Obym się mylił...
Trwa ładowanie...