Krótka relacja z placu budowy...

Obrazek posta

Od dwóch dni już wiem, że się nie wyrobię z najnowszym filmem na święta :( Liczyłem po cichu na to, że stanie się cud i że jednak zdążę. Niestety. Życie poukładało się tak, że cały czas jakieś przeszkody musiałem usuwać. A to zżerało mi kolejne porcje czasu. Tak jakby ktoś bardzo chciał mi powiedzieć, że... nie przeskoczę tego co jest mi pisane, tylko będę musiał wyjść na plac i się z tym zmierzyć. Jedną z tych rzeczy ewidentnie musi być moja tendencja do pustelnictwa. Bo moje życie wygląda głównie tak, że jeśli akurat nie szlifuję bądź nie robię filmów to piszę albo przynajmniej poszukuję w źródłach potwierdzenia moich domysłów (okruchów na temat bursztynu i bursztynowych szlaków jest jak na lekarstwo pewnie z tego powodu, że kupcy w odróżnieniu od królów rzadko kiedy chwalili się swoim życiem). Wszystkie te zajęcia wymagają skupienia w samotności a ponieważ jestem urobiony po pachy to z interakcją z innymi ludźmi jest u mnie... hmm, no cóż... krucho.

 

Ewidentnie w tym roku to się musi zmienić. Fortuna postanowiła za mnie, nie dając mi szans dokończyć kolejnego filmu w upragnionym terminie. A biorąc pod uwagę ilość "syzyfowych prac" które mi podrzucała to bardzo dobrze wiedziała, że łatwo ze mną nie będzie. Postarała się tak bardzo, że ani system wachtowy, ani nawet mój barani upór (Jack Terrier's job must be done) tutaj już nie pomógł. Nie dam rady. Przyznaję. Teraz rozumiem i dziękuję za lekcję...

 

Ale to wcale nie znaczy, że zamierzam się poddać :D Z niecałej godziny filmu 45 minut jest już gotowe. Zostały postsynchrony do ostatniej ćwiartki. Klika dni roboty. Więc na święta nie będzie, tylko po świętach. Trudno. Ale żeby nie zostawiać Was tak zupełnie z niczym, przygotowałem dwa extrasy. Już gotowy fragment filmu wrzuciłem tu na Patronajta tak, żebyście mogli zobaczyć o czym to będzie :) A wcześniej tekst który się już do filmu nie zmieścił (materiału została godzina bo przycinałem jak mogłem), ale ponieważ żona po przeczytaniu spytała zaciekawiona "i co było dalej" to znaczy, że wart jest zachowania :) A gdzie jest najlepsze miejsce na to?...

 

Wszystkiego dobrego :)

 

                                                *        *        *

 

Od dłuższego czasu zastanawiam się, co takiego, musiało się zalęgnąć w głowach kilku zarośniętych, poubieranych w stare, wyliniałe skóry gości, żeby podjąć się trudu stawiania menhirów, dolmenów i w ogóle wszystkich tych megalitycznych konstrukcji z olbrzymich, wielotonowych głazów. Bo to zdecydowanie był trud. Więcej nawet. Bez tych wszystkich nowoczesnych udogodnień to musiała być wręcz ciężka orka. No więc my również spróbujmy sobie zadać trochę wysiłku. Cofnijmy się na chwilę do tamtych czasów i zastanówmy... jak to się niby mogło odbyć?

 

Że niby co? Jak już się dzik pieczony skończył i wszyscy z pełnymi brzuszkami polegiwali w sytości wpatrując się w żar ogniska to któremuś nagle odbiło, bo wesz go w zadek ugryzła? Więc zerwał się z barłogu, podskoczył kilka razy i pokuśtykał do ogniska żeby złośliwe stworzenie uwędzić w tlącym się jeszcze dymie i wtedy wpadł na ten wspaniały pomysł? Odwrócił się do przysypiających już kompanów i wykrzyknął. "Chłopaki! Mam świetny plan jak jutro zabić nudę. Tu w lesie, przy tym źródełku tak ze trzy rzuty kamieniem stąd, jest taki wielki głaz. No na moje oko tak z 5 mamutów waży. Chodźcie jutro zrobimy kawał tym niedorajdom co mieszkają na łąkach pod lasem i przeniesiemy ten głaz na te ich ulubione pastwiska co są kilka dni drogi stąd na równinach. Jak go tam ustawimy na środku, to nawet z naszych wzgórz będzie go widać. Zrobimy to wszystko po cichutku tak, żeby nikt nie widział. A tamtym niedorajdom powiemy, że głaz sam tam zawędrował. Że na własne oczy widzieliśmy jak szedł... a na koniec tylko błysnęło, huknęło i już. Głaz stał jak stoi. Ale będą mieli miny jak zobaczą. Namieszamy im pod czaszkami i już do końca życia będą mieli papkę z owsianki zamiast mózgu.

 

Doskonały koncept mospanie – zakrzyknęli wszyscy podrywając się ze swoich legowisk i o spaniu tej nocy można było już zapomnieć. Do świtu trwały dyskusje o tym, jak najlepiej cały fortel przeprowadzić. Kto, co zorganizuje żeby tego dokonać i jak to wszystko powinno przebiegać. W końcu przenieść taki głaz, a do tego jeszcze po cichu, żeby nikt nie zauważył, to "nie w kij dmuchał".

 

Niestety bladym świtem ktoś dorzucił za dużo świeżych gałęzi jałowca do ogniska i całe towarzystwo upojone wonnym dymem przespało aż do późnego popołudnia. A potem ich jeszcze głowy bolały do późna w noc, więc postanowili odłożyć robotę nazajutrz. Ale z tym jałowcem, to nie był jedyny pech jaki ich wtedy spotkał.

 

Niestety wszystkie te dyskusje słyszał Brajan. Właściwie prawie każdej nocy przychodził z osady za lasem bo się nieszczęśliwie zakochał w jednej z dziewczyn "tych leśnych". Miała taką jasną skórę, rude włosy i niebieskie oczy. Nigdy takich w swojej gromadzie nie widział. A że jego ziomkowie nie bardzo lubili się z "tymi z lasu" to i nigdy jakoś odwagi nie miał tak oficjalnie podejść i się zapoznać. Więc siadywał co noc w zaroślach dobrze umazany błotem, co by go widać nie było i żeby komary nie żarły i wzdychał w cichości, tęsknie patrząc sobie tylko jak ona cudownie śpi. Nie przeszkadzało mu nawet że od czasu do czasu całkiem donośnie chrapała. Ale...

 

Miłość, miłością. Amory, amorami. A podsłuchana rozmowa zmroziła go do szpiku kości. Cóż to za niecny fortel szykowali ci leśni ludzie. Trzeba jak najszybciej powiadomić starszych, niech radzą co czynić, bo inaczej owsianka zamiast mózgownicy. Już na zawsze. Przecież nasze plemię nie może się dać tak wystrychnąć na dudka. No nic, trzeba działać. Spojrzał tęsknie po raz ostatni na białą nóżkę, coraz bardziej wystającą spod miarowo unoszącego się futra. Westchnął cicho i pomknął do swoich.

 

Bladym świtem dotarł do pierwszych ognisk na łąkach. Ojciec już nie spał. Jak tylko zobaczył Brajana całego umazanego błotem to tylko ręce załamał. "Znowu chodziłeś podglądać tego odmieńca – westchnął z rezygnacją – a tyle razy ci mówiłem, żebyś sobie dał spokój. Nic z tego nie będzie. Nasze kobiety nigdy jej nie zaakceptują. A jak cię w końcu leśni przyuważą, że się im koło obozowiska kręcisz po nocy, to takie manto ci spuszczą, że się na łąki o własnych siłach nie doczłapiesz tylko cię gdzieś po drodze wilki zjedzą. Matka by się zapłakała na śmierć.

 

Tym razem Brajan nawet nie próbował wciskać żadnych wykrętów. Od razu się przyznał gdzie był i opowiedział co usłyszał. Ojcu tylko mina rzedła coraz bardziej. A po skończonej opowieści siedział zasępiony dłuższą chwilę skubiąc wąsa. Widać było, że myślał tak ciężko, jakby mu zaraz dym uszami od tego główkowania miał pójść. W końcu znieruchomiał, błysnął okiem, poderwał się i zakrzyknął- Ooo! Psubraty! Niedoczekanie wasze! Na żarty im się zebrało? Już my im pokażemy żarty. Biegnij no młody po resztę chłopaków. Sami ten głaz przeniesiemy i ustawimy na tamtych pastwiskach. Dokładnie tak jak oni chcieli. I nie powiemy im, nic a nic. Sami będą mieli owsiankę zamiast mózgu jak zobaczą. Już do końca świata. Ha Ha Ha! Szczęki im opadną do samej ziemi. A trawa tam wysoka, więc tak szybko zębów nie znajdą.

 

I jak postanowili, tak zrobili...

 

 

A poniżej obiecany fragment filmu...

 

 

 

 

 

 

bursztyn bursztyny szlakibursztynowe

Zobacz również

Kto Ty jesteś? Polak mały? cz.2
Świąteczne prezenty 2025
Pierwsze znajdy z wczoraj (28.12)

Komentarze (6)

Trwa ładowanie...