Psy szczekają-karawana jedzie dalej. Czym było dla mnie to spotkanie?
Cała historia ze wspomnianego niżej spotkania TYLKO DLA PATRONÓW!
Spełnieniem jednego z moich największych marzeń było spotkanie z człowiekiem, którego znałam… od zawsze.
Nie osobiście — najpierw z ekranu.
Nie z sąsiedztwa — tylko z opowieści, z telewizji, z tych programów, które oglądałam jako dziecko i które wtedy wydawały mi się innym światem.
Światem ludzi wyjątkowych.
Niedostępnych.
Zupełnie nie z mojej planety.
A jednak — któregoś dnia życie zrobiło mi prezent, o którym bałam się nawet marzyć.
Poznałam jego.
Tego sławnego „wujka z telewizora”.
Sławnego dwadzieścia lat temu, ale też takiego, którego rozpoznaje się do dziś — choćby po kolorze włosów, tak charakterystycznym, że nie sposób go pomylić z kimkolwiek innym.
I kiedy stanął przede mną, nie jako ktoś z ekranu, tylko jako człowiek z krwi i kości, coś we mnie się zatrzymało.
Bo nagle uświadomiłam sobie, że ja — dziewczyna z niepełnosprawnością, która tyle lat czuła się mniejsza, gorsza, niewystarczająca — stoję przed kimś, kogo oglądał cały kraj.
A on patrzy na mnie normalnie.
Nie z góry.
Nie jak na kogoś „innego”.
Po prostu jak na człowieka.
Przez chwilę poczułam, że moje marzenia nie muszą być odłożone „na później”.
Nie muszą być przycięte do rozmiaru mojej diagnozy.
Nie muszą mieć naklejki „nierealne”.
Trwa ładowanie...