"Presska"
Latem 2007 roku przygotowywałem się do wyjazdu do Afganistanu. To nie był mój pierwszy wyjazd pod Hindukusz, ale tym razem miałem pracować wyłącznie z Wojskiem Polskim. Jechałem jako embed – reporter akredytowany przy kontyngencie. W warunkach akredytacji zapisano jednoznacznie: hełm i kamizelka muszą być wyraźnie oznakowane napisem „PRESS”. Zamówiłem jaskrawożółte naklejki, przykleiłem je do sprzętu i tak wyposażony poleciałem na wojnę. I wkrótce przekonałem się, że „presska” nie dawała żadnej ochrony, ba, działała niczym płachta na byka…
Talibowie mieli za nic normy prawa międzynarodowego i wojenny obyczaj – widzieli w dziennikarzach pełnoprawne cele. Strzelali do nas z dwóch powodów – pierwszy brał się z przekonania, że reporterzy często pracują „na dwa fronty”, że przynajmniej część z nich traktuje dziennikarstwo jako przykrywkę, tak naprawdę będąc oficerami wywiadu.
Druga przyczyna była bardziej cyniczna i wynikała ze znajomości natury współczesnych mediów. Śmierć zachodnich żołnierzy już opiniom publicznym spowszedniała, niespecjalnie rezonowała. Świadome braku zainteresowania redakcje nie poświęcały takim dramatom większej uwagi. Ot, odnotowywano kolejny incydent z tragicznym finałem – i tyle. Tymczasem zabójstwa dziennikarzy uruchamiały całą medialną lawinę – zdarzały się rzadko, spełniały więc podstawowe kryterium newsa, nade wszystko jednak o odpowiednie nagłośnienie takich historii dbały same redakcje, kierując się zasadami zawodowej solidarności. „Zginął jeden z naszych, tego nie można przemilczeć”, do tego się to mniej więcej sprowadzało. I jakkolwiek dało się to zrozumieć, zarazem takie działania przynosiły korzyść talibom, tak bowiem – oni i ich sprawa – zyskiwali darmowy rozgłos. Stąd talibska determinacja w polowaniu na dziennikarzy, o czym przekonałem się na własnej skórze.
Gdzieś na przełomie 2007 i 2008 roku dowództwo ISAF uznało, że „tradycyjne” zasady nie mają racji bytu. Że wyraźne oznakowanie niesie nie tylko ryzyko dla samego reportera, ale i dla towarzyszących mu żołnierzy – i tak wymóg „presski” spadł z agendy. Podczas kolejnych wyjazdów mój strój niespecjalnie różnił się od tego, jak wyglądali żołnierze; jedyna istotna różnica sprowadzała się do tego, że oni nosili karabiny, ja aparat. Niezależnie od tego, czułem się bezpieczniej.
Zabójcza Strefa Gazy
O czym wspominam w kontekście niedawnego raportu Komitetu Ochrony Dziennikarzy (ang. Comittee to Protect Journalists, CPJ), amerykańskiej organizacji pozarządowej zajmującej się ochroną wolności prasy i praw dziennikarzy, określanej mianem „Czerwonego Krzyża dziennikarstwa”. Z tego dokumentu wynika, że w 2025 roku w związku z wykonywaniem zawodu życie straciło aż 129 dziennikarzy i pracowników mediów. To najwyższa liczba śmiertelnych ofiar w tej grupie od momentu, kiedy CPJ rozpoczęła dokumentowanie takich przypadków w latach 90. XX wieku, i zarazem drugi rok z rzędu, w którym statystyki są rekordowo wysokie.
Do największej liczby tragedii doszło w Strefie Gazy, gdzie wedle CPJ śmierć poniosło 86 reporterów, zabitych przez ogień izraelskich żołnierzy. Izrael był też odpowiedzialny za znaczną część ataków kwalifikowanych przez CPJ jako celowe zabójstwa dziennikarzy – organizacja odnotowała 47 takich przypadków, z których 38 przypisano izraelskim siłom zbrojnym. Większość zabitych to Palestyńczycy, a Izrael konsekwentnie odmawia uznania, że pracowali jako dziennikarze.
Ale choć największa liczba zabitych dziennikarzy przypada na konflikt w Gazie, reporterzy ginęli także w innych częściach świata. CPJ odnotowała, że w 2025 roku dziewięciu dziennikarzy straciło życie w Sudanie, a czterech – w Ukrainie. Pracownicy mediów ginęli również w Meksyku i innych krajach Ameryki Łacińskiej, najczęściej w związku z przemocą generowaną przez przestępczość zorganizowaną. Krwawe żniwo zebrała także Azja – w Filipinach, Indiach i Pakistanie dziennikarze padali ofiarą ataków związanych z działalnością gangów i represjami władz.
Raport CPJ zwraca uwagę, że w 2025 roku wzrosło wykorzystanie dronów do zabijania przedstawicieli mediów. Odnotowano aż 39 takich przypadków, większość w Strefie Gazy oraz kilka w Sudanie.
Jednym z najpoważniejszych problemów, na które wskazują autorzy raportu, jest praktyczna bezkarność sprawców ataków na dziennikarzy. O czym więcej przeczytacie w dalszej części tekstu, który opublikowałem w portalu "Polska Zbrojna" - oto link do tego materiału.
-----
Nz. Afganistan, zima 2012 roku; mam na sobie ekwipunek, który niewiele odróżnia mnie od żołnierzy/fot. z archiwum blogu zAfganistanu.pl
Trwa ładowanie...