„Juże, panie Mąka, nie wstyd postronka”?
Dzień dobry, panie Mąka, a gdzie jest ta łąka
z modraszkiem w krwiściągu zaklętym?
Gdzie las sóweczkowy, gdzie łan storczykowy
czerwienią kukułki rozpiętym?
Nie, panie Mąka, to nie jest ta łąka,
gdzie siedzą z Wilkołkiem pospołu:
Laszkiewicz umyty, Okińczyc syty,
a Schechtel podaje do stołu. […]
Ejże, panie Mąka, pluszcz nie golonka,
lecz żywy, strumienia nie skąpi.
Świat potokowy, świat chruścikowy,
wypływa, wilgocią nasiąpi. […]
Oj, panie Mąka, ponura ta łąka,
kruszarką niewolnych rąbana;
niewolników kamienia, niewolników z kamienia,
łomiarzy strzałami łamana. […]
Och, panie Mąka, straszliwa rozłąka
z górą wonną jak jałowiec.
Tylko Klin poniewierać? Sąsiada zostawić?
Poniewierany i Klin, i Bukowiec. […]
Zerknijcie, panie Mąka, tam leci biedronka,
nie Bierda, on derkacza nie słucha;
tam lotnia rozbłyska, trzmielojad się ciska,
nad wodą się kłębi popstrucha.
Tak, panie Mąka, łom to nie łąka,
krzyknęli wzburzeni rodacy.
Wzburzeni zużyciem, nijakością przeżycia,
ubytkiem godności i pracy. […]
Juże, panie Mąka, nie wstyd postronka
ukręcać dla ludu Rybnicy ?
Unisław najechać ? Podgórze rozjechać ?
Mieroszów zrujnować w bocznicy? […]
Tak, panie Mąka, mówiła Iwonka,
że życie się w łomie nie mieści,
ono w wielość ucieka, połączy, nie zwleka,
jednotą nie psuje powieści. […]
Ech, panie Mąka, daremna nagonka
na wiernego kochanka stonki.
Niech pan odpowie, serdecznie wypowie,
nie żal panu tej łąki?
Aż dziesięć z dwudziestu trzech zwrotek (cały tekst z przypisami - wyjaśnieniami autora tutaj: Żale nad łąką – poezja klinowa) kierowanych jest bezpośrednio do Mąki! Wiersz „Żale nad łąką” powstał w 2011 roku, „poeta” wówczas anonimowo podpisał się jako Andrzej Andrzejówka. Dziś wiemy, że autorem gminnego pamfletu był nieżyjący już niestety Albert Rubacha - wspaniały człowiek - przyrodnik do końca swoich dni obrońca sudeckich wartości i przyrody. Wyjątkowo ważna postać w dla Sokołowska. Więcej o Albercie tutaj: Dzikie Życie Albert Rubacha. Tablicę upamiętniającą Alberta zobaczyć można na skwerze przy sklepiku Pana Zygmunta zwanego "Cukrem".
Czym zatem „zasłużył” sobie rolnik z Sokołowska na takie „wyróżnienie”, że zainspirował przyrodnika by ten stał się „poetą”? Podejmijmy próbę wyjaśnienia tej historii!
Rolnik czy samorządowiec? A może gruntowy deweloper? Jak reaguje Wiesław Mąka, gdy mowa o ochronie przyrody w Sokołowsku – w jaką rolę wówczas wstępuje? Prywatny interes czy publiczna odpowiedzialność? Przyjrzyjmy się bliżej tej postaci.
fot. Marcel Maciołek (publikacja za zgodą autora)
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Wiesław Mąka - na pierwszy rzut oka poczciwina, szanowany przez wielu mieszkaniec Sokołowska. Jednak gdy tylko na horyzoncie jego wielohektarowych łąk pojawiają się hasła ochrony przyrody: „rezerwat”, „wilki”, "pomnik przyrody" czy „audyt krajobrazowy” – ton narracji i powierzchowność się zmienia - spokojną rubaszność zastępuje nerwowość, konfabulacja, presja i zastraszanie. Czy Mąka robi to jako mieszkaniec i posiadacz ziemski z Sokołowska czy jako samorządowiec na wysokim stanowisku w powiecie wałbrzyskim? A może Mąka to karkonoski gruntowy deweloper?
Co wiemy na pewno? Mąka to mieszkaniec, rolnik i samorządowiec z Sokołowska - radny w niezliczonej ilości kadencji mieroszowskiej Rady Miejskiej, w tym jej przewodniczący. Obecnie Radny Powiatu Wałbrzyskiego i członek Zarządu tegoż - osoba publiczna pełną gębą - to pewne! Co prawda w Sokołowsku wybrany głosami 96 mieszkańców na 621 uprawnionych, także legitymacja do reprezentacji raczej słaba - 15% jakby nie liczył ... To frekwencja wiosennych wyborów w 2024 r. na poziomie 50% i głosy "na Mąkę" oddane w innych obwodach wyborczych zadecydowały, że wystarczyło tak niewiele sąsiedzkich głosów z Sokołowska aby wejść do Rady Powiatu.
Czy Wiesław Mąka wykorzystuje swoją pozycję związaną z pełnieniem funkcji publicznej? Czy przekracza granice kompetencji lub nadużywa uprawnień? A może to zwykły krzykacz?Sprawdźmy.
Z obserwacji „poety” Alberta Rubachy nerwowość Mąki wobec przyrodniczych aspektów „zagrażających” Sokołowsku zauważona została już ponad ćwierć wieku temu, a dokładnie 16 listopada 2010 r. - podczas spotkania w Palmiarni Biały Orzeł mieszkańców Sokołowska z przedstawicielami Urzędu Marszałkowskiego oraz kandydatami na radnych do Rady Miejskiej i Gminy w Mieroszowie, gdzie padło pytanie o poszerzenie terenu kopalni melafiru pod Andrzejówką (szczegóły o ówczesnym zwracającym uwagę i zastanawiającym zachowaniu Mąki tutaj: Przyszli radni z Sokołowska mówią nie dla kamieniołomu). Fragment tekstu poniżej.
Obecnie ta sama manipulacyjno-nerwowa postawa pojawiła się i dostrzeżona została przez nas podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej Mieroszowa 27 kwietnia, gdzie na gościnne występy przybył z powiatu do gminy nie kto inny, jak właśnie Wiesław Mąka. To wydarzenie pchnęło nas do głębszego pochylenia się nad działaniami sąsiada z Sokołowska, samorządowca, posiadacza ziemskiego, rolnika, no właśnie ..., kogo tak naprawdę? Wracając do sesji i przysłuchując się nagraniom, nie trudno zauważyć, że bzdura goniła bzdurę w wypowiedziach Mąki m.in. nt. rzekomo powstającego parku narodowego na połowie powierzchni ziemi mieroszowskiej. Niczym parobek z sokołowskiego folwarku Mąki wtórował mu burmistrz Lipiński, również bredząc o parku narodowym, o którym "panowie" rzekomo dowiedzieli się podczas wizyty w "warszawskim" Ministerstwie Klimatu i Środowiska (szczegóły zachowania i pełna wypowiedź Mąki tutaj: Nagranie z sesji RM Mieroszowa, kliknąć należy zakładkę „Archiwum” na górze strony i wybrać właściwą sesję, następnie przewinąć i odtwarzać nagranie od 1h i 16 minuty przez kwadrans może kilka minut dłużej).
Sprostuję: podczas niedawnej wizyty samorządowców wałbrzyskich w MKiŚ w Warszawie przedstawiono im symulację, a w zasadzie różne symulacje finansowania tzw. subwencji ekologicznej za ustanowione w Jednostkach Samorządu Terytorialnego (JST) formy ochrony przyrody. Zatem albo niewiele panowie zrozumieli, albo rżną przysłowiowego "głupa" - wprowadzając opinię publiczną w błąd oraz zatajając istotne fakty. Wiadomo! Obydwaj (Mąka i Lipiński) od zawsze byli i zapewne nadal są zwolennikami powiększenia kopalni w Rybnicy Leśnej. To co mają wybrać i promować w gminie? Rezerwat przyrody czy dziurę w ziemi z melafirem?
Jako Prezes Zarządu organizacji pożytku publicznego, głęboko zaangażowanej w tworzenie nowych form ochrony przyrody na naszym terenie, zapewniam - nie jest procedowany żaden park narodowy w naszej gminie. Konsultacjom społecznym zostaną poddane wkrótce przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska (RDOŚ) propozycje dwóch rezerwatów w Gminie Mieroszów, które "przeszły" już konsultacje "resortowe" m.in. z Lasami Państwowymi. Będą to pierwsze w naszej gminie rezerwaty przyrody: Masyw Stożka Wielkiego oraz Dolina Sokołowca.
Zatem słowa obydwu panów (Mąki i Lipińskiego) należy uznać za manipulację i zastraszanie mieszkańców oraz turystów absurdalnymi konsekwencjami ustanowienia nowych form przyrody. Bo nawet jeśli powstałby park narodowy (czysto teoretycznie, bo taki projekt/pomysł nie był i nie będzie procedowany w RDOŚ), to kwestie wprowadzania zwierząt czy korzystanie z runa leśnego (czym również straszy Mąka podczas wspomnianej sesji Rady Gminy - że nie będzie można zbierać grzybów czy jagód), regulują wytyczne samego parku i ustanowiony sposób ochrony przyrody: ścisłej, czynnej czy krajobrazowej. Dla przykładu, wprowadzanie psów zarówno do Karkonoskiego Parku Narodowego (KPN) jak i do Parku Narodowego Gór Stołowych (PNGS) jest dozwolone, pod pewnymi warunkami (ale dozwolone!) np. konieczne jest prowadzenie psa na smyczy. No ale przecież na terenie lasów państwowych, czy parku krajobrazowego, który Mąka ma przecież tuż za płotem, również smycz jest wymagana.
Także nie musi Wiesław Mąka wiązać kota na postronku czy sznurku, jak biadolił publicznie podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej. Nie mniej jednak mizerny jest poziom znajomości obowiązujących zasad czy przepisów u samorządowca z kilkudziesięcioletnim stażem, bo przecież należy zwrócić uwagę na powszechność faktu, że kot domowy nawet bez rezerwatu może stanowić poważne zagrożenie dla zwierząt dziko żyjących w środowisku przyrodniczym – zwłaszcza dla ptaków – dlatego nie powinien być wypuszczany przez właścicieli na zewnątrz bez odpowiedniego nadzoru.
Kolejnym kłamstwem są słowa Mąki, że rezerwat odetnie Sokołowsko od Andrzejówki. W rezerwacie zgodnie z przepisami wyznacza się drogi, ścieżki oraz szlaki, po których poruszać się mogą piesi, a nawet pojazdy. To samo dzieje się w wyższej formie ochrony przyrody jakim jest park narodowy. Przecież mieszkańcy i turyści spokojnie wędrują czy jeżdżą na rowerze po drogach i wyznaczonych ścieżkach w pobliskich parkach: KPN czy PNGS. Ot i tyle w temacie - strach ma tylko wielkie oczy. Mąka doskonale wie, że pod wpływem lęku mamy skłonność do wyolbrzymiania niebezpieczeństwa lub problemów, które w rzeczywistości są mniejsze, niż nam się wydaje. Emocje zniekształcają obraz sytuacji, sprawiając, że wyobrażamy sobie zagrożenie jako znacznie groźniejsze, niż jest w istocie.
To samo dotyczy zastraszania przez Mąkę mieszkańców Sokołowska, że w związku z planowanym rezerwatem przyrody w masywie Stożka Wielkiego nie będzie szans na budowę czy modernizację oczyszczalni ścieków w miejscu istniejącej. To również jest kłamstwo - założenia rezerwatu wskazywać będą czy w ogóle istnieć będzie chroniona otulina i ewentualnie jakiej szerokości, czy to będzie 20 metrów czy więcej, tego jeszcze nie wiemy. Po to właśnie odbędą się konsultacje społeczne i każdy będzie mógł wnieść swoje uwagi, jak właśnie kwestia budowy oczyszczalni. Niech to jednak będzie merytoryczna dyskusja, a nie mącenie i przekłamywanie rzeczywistości. Sokołowska oczyszczalnia ścieków w Kowalowej to jednak osobny temat. Ogromnie ważny dla mieszkańców. Jednak nie dostrzegliśmy w ostatnich 5 latach żadnej aktywości Mąki w temacie modernizacji oczyszczalni, a teraz proszę ..., kluczowa sprawa.
Czemu Mąka i Lipiński nie przekazują publicznie informacji, które zaprezentowano podczas wspomnianej „wycieczki” samorządowców do ministerstwa MKiŚ? Czemu skupiają się jedynie na negatywnych aspektach tworzenia nowych form ochrony przyrody, a zatajają korzyści w tym m.in. te finansowe - konkretne pieniądze z subwencji ekologicznej płynące z rządowego budżetu? Czy to szkodzi jakimś interesom? Czyim interesom? Jest mnóstwo pozytywnych argumentów na "TAK" dla nowych form ochrony przyrody - m.in. wspomniane pieniądze z subwencji ekologicznej dla JST. Poniżej "ministerialne" symulacje dochodów gminy w związku z utworzeniem rezerwatów przyrody, z którymi Mąka i Lipiński się zapoznali w MKiŚ, a tutaj "rozsiewają popelinę" i głupoty. Tabele obrazują jasno, że np. jeśli teoretycznie powstałby park narodowy na powierzchni obecnego Parku Krajobrazowego Sudetów Wałbrzyskich (PKSW), to ta zmiana formy ochrony przyrody spowodowałaby, że kasy gminnej dodatkowo wpływałoby corocznie ponad 2 miliony złotych, a jeśli byłby to rezerwat, to 740 tysięcy złotych. Jeśli powierzchnia nowych rezerwatów na terenie parku PKSW np. wyniesie 500 ha, to ratusz zasilany będzie z budżetu krajowego kwotą ponad 100 tys. rocznie, ponad to co i tak już otrzyma w 2026 tj. 546 tys. zł - to już są niemałe pieniądze - 646 tys. zł, zwłaszcza jeśli zestawić je z opłatą wydobywczą, która wpada do gminy od kopalni - ponad 200 tys. więcej z rządowej subwencji za dotychczasowe formy ochrony i rezerwaty niż od kopalni. O tym można doczytać w poprzednim felietonie pod linkiem: Górnicze miliony, gminne grosze. Poniżej przeliczniki typu obszaru i stawki subwencji ekologicznej (corocznie waloryzowanej o wskaźnik inflacji) oraz przykładowe zestawienie kwot w zależności od form ochrony przyrody.
Ciąg dalszy przybliżania mieszkańcom oraz sympatykom Sokołowska i gminy Mieroszów postaci Wiesława Mąki z pewnością nastąpi w kolejnych rozdziałach felietonu. Sytuacja rozwija się dynamicznie, w tym nowe i zaskakujące pozyskiwane obecnie informacje ze źródeł mniej lub bardziej formalnych. Potrzebny jest czas na ich analizę i potwierdzenie.
Publikujemy jedynie sprawdzone - rzetelne informacje.
___
Marek Szymczak - Prezes Zarządu OKOnaSOKO
Trwa ładowanie...