Godność zaczyna się przed lustrem
Czasem w darach, które od Was dostajemy, znajdujemy kosmetyki.
Zwykłe rzeczy.
Krem do rąk. Tusz do rzęs. Czerwona szminka.
I czasem gdzieś z boku słychać to szybkie pytanie: "A po co im to?"
"Przecież są bezdomne."
"Najpierw niech ogarną życie, pracę, dach nad głową, a nie makijaż."
Zatrzymajmy się na sekundę.
Pani Krystyna nie ma swojego domu od trzech lat.
Śpi w miejscach, o których większość z nas wolałaby nawet nie myśleć.
Nosi w dwóch torbach całe swoje życie.
Ale kiedy do nas przychodzi, pierwsze co robi, to idzie do naszej łazienki.
Zamyka drzwi.
Myje twarz w ciepłej wodzie. I nakłada na usta tę jedną, znalezioną u nas szminkę.
Bo kryzys zabiera wszystko.
Zabiera klucze do własnego mieszkania.
Zabiera zdrowie.
Zabiera relacje.
Zabiera tożsamość, aż stajesz się dla innych tylko "tą bezdomną" z ulicy, od której odwraca się wzrok.
Dlatego nie oceniamy.
Nie wygłaszamy kazań o życiowych priorytetach.
Nie mówimy, co powinny robić ze swoim czasem.
Po prostu kładziemy na półce koszyk z kosmetykami.
I szczerze się uśmiechamy, kiedy znowu znika z niego jakiś krem albo szminka.
Dziękujemy za wszystkie dary, które do nas znosicie.
Za jedzenie.
Za grube kurtki, które ratowały przed zimnem.
Ale też za ten puder, perfumy i tusz do rzęs.
Bo czasem ratowanie godności zaczyna się właśnie tam.
Przed lustrem.
Trwa ładowanie...