Problem niezauważenia

Obrazek posta

Problem niezauważenia

Najnowszy odcinek „Morza możliwości” to kolaż, w którym kilka pozornie dalekich od siebie tematów i wątków tworzy opowieść o czymś, co jest niezwykle częste i czego się bardzo boimy , o niezauważeniu i o byciu niezauważonym.

„Stoner” Johna Williamsa to powieść słynna z tego, że nikt jej nie zauważył. W USA ukazała się po raz pierwszy w kwietniu 1965 roku w nowojorskim Viking Press w nakładzie śmiesznych 2000 egzemplarzy i przeszła bez echa. Dziś jest książką kultową, a każdy, kto ją przeczyta wie, że jest w niej taka głębia i taka magia, jaka rzadko zdarza się w literaturze. Co ciekawe w Polsce „Stoner” został utopiony i zmarnowany także w XXI wieku, kiedy był już bestsellerem na świecie. Ale w końcu, doczekaliśmy się drugiego wydania w świetnym tłumaczeniu Macieja Stroińskiego. Mamy go i kochamy. Ale właściwie dlaczego?

I jak to możliwe, że arcydzieło Stanleya Kubricka, film „Barry Lyndon” z 1975 roku został chłodno przyjęty, gdy się pojawił i do dziś jest trochę zapomnianym „brzydkim kaczątkiem”, chociaż to tak wspaniały łabędź, że z zachwytu aż brak tchu i słów po wyjściu z kina.

Poza tym Polska może sobie mieć większe dochody per capita niż Hiszpania oraz całą masę czołgów, ale nadal jest krajem niezauważanym w wymiarze kulturalnym. Potwierdza to niedawno opublikowana lista 100 powieści wszechczasów „The Guardian”, na której nie ma ani jednej polskiej książki (węgierskiej, czeskiej i chorwackiej też nie).

Czy ten rodzaj niezauważenia jest nieważny? Czy chodzi tylko o lekceważenie naszej części Europy przez „stary” Zachód, czy może ma też jakiś związek z faktem, że my Polacy nie zauważamy pewnych typowo polskich sposobów myślenia o literaturze, które powieści nie sprzyjają?

Najgłośniejszym i bardzo zauważonym bestsellerem ostatnich miesięcy w USA jest książka Belle Burden „Strangers. A Memoir of Marriage” – to historia pewnego rozwodu (wyższe sfery, duże pieniądze, 21 lat małżeństwa), który ewidentnie wyniknął z niezauważenia. Ale czego? Co zostało przeoczone?

„W naszych mentalnych domostwach najtrudniej przychodzi nam rozstać się ze stereotypami. W otoczeniu stereotypów czujemy się mniej samotni” napisała kiedyś Dubravka Ugrešić. Czy to dlatego tak trudno nam dziś zauważyć głębokie zmiany systemowe zachodzące w krajach skandynawskich?

Dziki kapitalizm i nierówności po szwedzku? Norweską dekadencja i Oslo w kokainie? Czy takie niezauważenie jest wygodne i przytulne (mamy o czym marzyć i za czym tęsknić), czy niesie w sobie ryzyko?

https://open.spotify.com/episode/4jBAYZlm2HZQJF8nuBPsG2

 

Zobacz również

Szwedzki raj podatkowy, powolne łosie i kariery zbudowane na kłamstwie
Moda na to, co prawdziwe. Skąd się wzięła, co nam daje i czym grozi?
Milkliwi mężczyźni i Sztokholm dwudziestu dwóch wysp

Komentarze (0)

Trwa ładowanie...