Komercja i pornografia psują nam świat – jak się uratować?
Komercja i pornografia psują nam świat – jak się uratować?
https://open.spotify.com/episode/1fcVS4Uvn8MQSMQK2Qshlv
„Nasza cielesność wysunięta poza siebie, przelewająca się, przeistoczona w ducha pozwala nam przez mgnienie przemiany rozpoznać się we wnętrzu istnienia. Czy nie jest to czasem cel miłości?– tak pisała o seksie (tak, tak) filozofka Jolanta Brach-Czaina.
”Pornografia to dominujący produkt kulturowy naszych czasów – czynnik, który bardziej niż cokolwiek innego ukształtował nasze podejście do seksu, a tym samym nasze podejście do siebie nawzajem” pisze Sophie Gilbert w książce „Girl on Girl. Jak popkultura zwróciła kobiety przeciw sobie”.
Nie chodzi tu o to, kto i ile czasu poświęca oglądaniu porno w internecie (o tym mogą opowiadać seksuolodzy), ale o nie do końca uświadomione zdeformowanie masowej wyobraźni, o wprowadzenie uprzedmiotowienia oraz kategorii dominacji i podporządkowania w obrazy erotyki dostarczane nam także przez pop kulturę, o zawłaszczenie marzeń i o zatruwanie pogardą do kobiet.
Jeśli dorzucimy do tego wszechobecny konsumpcjonizm i kapitalistyczne podejście do ciała jako towaru, zaczynamy rozumieć, dlaczego kobiety pomimo tak wielu już lat feminizmu nadal żyją w przekonaniu, że to ich wygląd jest sprawą najwyższej wagi.
Skoro podstawową władzą, którą może mieć kobieta bycie seksowną, to brak seksownego ciała jest utratą szans na popularność, miłość, karierę i możliwość zaakceptowania samej siebie. W książce Gilbert śledzimy jak ten typ narracji nasila się w latach ’90 zeszłego wieku, jak młode dziewczyny są edukowane przez zespoły takie jak „Spice Girls” i filmy w rodzaju „American Beauty”, czy „American Pie”, że bycie wolną to nie zdolność do samodzielnych wyborów, a w życiu intymnym do przyjemności, ale do… podobania się, do byciu seksy i do kupowania ciuchów.
Radosny konsumpcjonizm przede wszystkim! .
Jednocześnie od lat rośnie okrucieństwo względem podziwianych, ale też wyszydzanych celebrytek – czy to też ważne? A jeśli tak, to dlaczego? I czy da się uciec z pułapki, w której nadal przecież tkwimy (w Polsce bardzo mocno).
Czy kobiety mogą być wyzwolone naprawdę , a nie tylko w wymiarze realizowania męskich fantazji? Czy można w pełni zaufać holistyczno-tantryczno-taoistycznym poszukiwaniom współczesnych „czarownic ciała”?
A może tam też czai się widmo komercji, która już kiedyś zepsuło prawdziwe dążenie do wyzwolenia, którego było sporo w robionej przez kobiety muzyce przed erą Spice Girls? W mojej książce „Szwedzka sztuka kochania. O miłości i seksie na Północy” jeden z bohaterów, Marcus mówi coś, co w kontekście książki Gilbert wydaje się ważne. Co to takiego? Posłuchajcie w podcaście.
Trwa ładowanie...