Słów kilka o pomaganiu z głową.
Od lat zbieramy używane rzeczy.
Ala dlaczego zbieramy TYLKO rzeczy z listy potrzeb?
To pomaganie z głową, a nie na hura.
Pomaganie to wspaniały odruch serca i ogromnie doceniamy każdego, kto chce się podzielić tym, co ma.
Staramy się zbierać głównie rzeczy używane - ubrania, buty, akcesoria - dajemy im drugie życie.
I regularnie publikujemy szczegółowe listy potrzebnych rzeczy. Po to, aby pomagać jak najlepiej i z głową.
Dostajemy mnóstwo pytań o rzeczy spoza naszej oficjalnej listy.
A kiedy dziękujemy odmownie, słyszymy:
„Przecież to świetna kurtka!”, „Te buty są prawie nowe!”, „Może sprzedacie to na kiermaszu?”.
Choć intencje zawsze są piękne, musimy powiedzieć jasno: przyjmujemy wyłącznie rzeczy z aktualnej listy potrzeb.
Dlaczego jesteśmy tak rygorystyczni?
Nie wynika to z braku wdzięczności, ale z czystej
logistycznej rzeczywistości.
1. Nasz magazyn nie jest z gumy (mała powierzchnia)
Dysponujemy bardzo ograniczoną przestrzenią magazynową. Każdy metr kwadratowy jest na wagę złota. Jeśli zapełnimy półki rzeczami, które „może kiedyś się przydadzą” albo są po prostu „super”, zabraknie miejsca na artykuły pierwszej potrzeby, o które prosimy w danym momencie. Musimy zarządzać tą przestrzenią niezwykle precyzyjnie.
Pamiętajcie, że oprócz ubrań, butów i środków higienicznych, w naszym magazynie musi też być miejsce na jedzenie, wodę, naczynia, stoły…
2. Czas to nasz najcenniejszy zasób (a czas to pieniądz)
W naszym magazynie nie pracuje wielka korporacja ani opłacany sztab logistyków. Na dyżurach działają wyłącznie wolontariusze, którzy poświęcają swój prywatny, wolny czas. W tygodniu jest tylko jeden pracownik.
• Każda dodatkowa rzecz spoza listy to dodatkowe działanie: najpierw trzeba pojechać i odebrać paczkę, trzeba ją obejrzeć, ocenić, posegregować, opisać i znaleźć dla niej miej-sce.
• Nie mamy na to czasu. Wolontariusze muszą skupić się na sprawnej i szybkiej dystrybucji tego, co jest realnie i pilnie potrzebne.
3. Dlaczego nie przyjmujemy rzeczy na sprzedaż?
Organizowanie kiermaszów, wystawianie przedmiotów w internecie czy szukanie kupców to
wspaniały pomysł, ale to także byłby osobny, potężny etat.
Zorganizowanie takiej sprzedaży wymagałoby kolejnych godzin pracy, odbierania telefonów, pakowania paczek i pilnowania rozliczeń. Do tego dodatkowa przestrzeń magazynowa, samochód, kierowca…
Czy ekonomicznie miałoby to sens? Jeśli policzymy te wszystkie koszty, w tym ZUS, podatki etc.?
Wolontariusze? Nie. Już w tej chwili bardzo dużo czasu poświęcają na nasze bieżące działania.
Naszym celem jest bezpośrednia pomoc, a nie prowadzenie działalności handlowej.
Staramy się pomagać jak najlepiej i dawać z siebie 100%. Jednak nasze zasoby, zarówno ludzkie jak i lokalowe, mają swoje nieprzekraczalne granice. Nie jesteśmy w stanie wyręczać wszystkich we wszystkim.
Dlatego PAMIĘTAJCIE: Jeśli macie do oddania rzeczy, których aktualnie nie zbieramy, niestety musicie samodzielnie poszukać miejsca, które je przyjmie (innej fundacji, schroniska czy lokalnego punktu zbiórki).
Przekazywanie nam odpowiedzialności za selekcję lub utylizację rzeczy spoza listy po prostu paraliżuje naszą pracę.
To nie jest gardzenie darami ani brak empatii. To pomaganie z głową.
Tylko dzięki jasnym zasadom i dyscyplinie jesteśmy w stanie skutecznie i szybko docierać do tych, którzy najbardziej nas potrzebują.
Dziękujemy za zrozumienie i za to, że gracie z nami do jednej bramki!
Dziękujemy za wsparcie i serca.
A nasze aktualne listy potrzeb znajdziecie na naszym profilu na Facebooku.
Trwa ładowanie...