Stones on Travel

W Patronite od 15.10.2018

Miejsce w rankingu Autorów

miesięczne wsparcie: 1059

liczba Patronów: 896

5 patronów
75 zł miesięcznie
9 160 zł łącznie
Piesza wędrówka przez Amerykę Łacińską. Pchając dziecięcy wózek, w którym mieszczę cały swój dobytek, odkrywam nieoczywistą stronę tej części świata, bo widzianą z pobocza drogi. W podróży szukam ludzi i miejsc znajdujących się daleko poza turystycznymi szlakami. Cel: koło podbiegunowe w Kanadzie.

O Autorze

Cześć, nazywam się Arek Winiatorski i od ponad dwóch lat podróżuje po Ameryce Łacińskiej.

Po zakończeniu Letniej Olimpiady w Rio de Janeiro w 2016 roku, podczas której pracowałem jako wolontariusz, nie wróciłem do kraju, ale postanowiłem zostać po tej stronie Wielkiej Wody. Autostopem pokonałem trasę do Ushuai w Argentynie, czyli najdalej na południe wysuniętego miasta na świecie. Tam obróciłem się o 180 stopni i postanowiłem dotrzeć na północne koło podbiegunowe w Kanadzie, pokonując po drodze trzy Ameryki.

Po przejechaniu dziewięciu krajów Ameryki Południowej i dotarciu do Panamy, zacząłem nowy etap wędrówki. Od tej pory postanowiłem poruszać się pieszo! Ten delikatnie mówiąc niecodzienny pomysł wywindowałem do poziomu szaleństwa, zakładając, że "po drodze" wejdę na każdy najwyższy szczyt odwiedzonego kraju! Dlatego nie wybrałem najprostszej drogi biegnącej po płaskim wybrzeżu, ale postanowiłem przejść niekończące się pasma górskie i buchające żarem czynne wulkany.

Cały mój zminimalizowany dobytek zapakowałem na używany, dziecięcy wózek. Mam na nim namiot, najpotrzebniejsze ubrania i kosmetyki, zapas wody oraz jedzenia,  a także zestaw naprawczy wózka - pompkę, dętki, łatki etc. I jak postanowiłem, tak zrobiłem! Po przejściu ponad 4000 km i zdobyciu sześciu najwyższych szczytów Ameryki Centralnej, doszedłem do Meksyku. Czekają tutaj na mnie ogromne przestrzenie, ekstremalnie wysokie temperatury i nie zawsze bezpieczne okolice.

Na szczytach świata
>


Od samego początku ograniczałem koszty do absolutnego minimum. Od wyjścia z domu w Polsce dwa lata temu, zapłaciłem jedynie 36 razy za nocleg! Większość nocy spędzam w namiocie, korzystam z Couchsurfingu albo dobroci spotkanych ludzi zapraszających mnie pod swój dach. Sam gotuje posiłki, a prysznic i pranie robię korzystając z uroków rzek,  jezior i publicznie dostępnych pryszniców/kranów. Często ku uciesze okolicznych mieszkańców :) Ubrania i buty - to te znalezione na poboczu albo podarowane przez ludzi.

Jedyne miejsce, które chroniło mnie przed huraganowym wiatrem
Kto by pomyślał, że podarowany arbuz może sprawić tyle radości!
Nie pierwsza i niestety nie jedyna...
Przecudowni państwo Cruz, którzy uratowali mnie przed deszczem oferując nocleg, a rano przed głodem zapraszając do stołu

Swoimi przygodami staram się dzielić na bieżąco na Facebooku, Instagramie i moim blogu. Wierzę, że tym co robię, mogę zainspirować i zmotywować do podobnie zwariowanych wypraw. Chcę też dzielić się doświadczeniem z tymi, którzy chcą zwiedzić pokonane przeze mnie tereny albo którzy chcą rozpocząć długodystansowe marsze. Bo chyba nie jestem jedynym, który o takim szaleństwie marzy :)


Do tej pory opierałem się na swoich oszczędnościach albo na dorywczych pracach. Ale w Meksyku odległości są tak duże, a wiza tak krótka, że szukanie po drodze pracy nie wchodzi w rachubę...

I wtedy wchodzicie Wy! Cali ubrani na biało :) To dzięki Waszemu wsparciu ta szaleńcza wyprawa na koło podbiegunowe może zakończyć się sukcesem! Napełniacie moje żagle i motywujecie, aby dalej pchać ten wózek przez świat. Pomagacie przesuwać horyzonty :)

!!! DZIĘKUJĘ WAM PRZEOGROMNIE ZA KAŻDĄ PODAROWANĄ ZŁOTÓWKĘ !!!

 

Udostępnij

Pomóż, udostępniając profil!

Zostań Patronem
Najnowsi Patroni