Jak to się stało że trafiłam do masajskiej lepianki i czego uczy mnie życie w masajskiej bomie? Skąd wzięłam się w buszu? Jak trafiłam do masajskiej bomy? Sama nie wiem … ale jak to mówią wszystkie ścieżki prowadzą do domu. Zbiegi okoliczności zaprowadziły mnie do miejsca gdzie odkrywam zupełnie inny sposób na życie. Jako dorosła kobieta która prowadzi własny biznes i szuka rozwoju zaczęłam korzystać z wiedzy o potędze podświadomości, o świadomym działaniu, celach, planach, wartościach, marzeniach i stosowałam jedno z bardziej znanych narzędzi coachingowych, jakimi są mapy marzeń, koła życia. Na moich mapach i kołach zawsze były podróże… ale nigdy nie było Afryki! Jak by nie istniała, jak by była przykryta białym welonem niepamięci. Czasami śmiejąc się w rozmowach mówiłam że mam cygańską duszę (a jak odkryłam w Tanzanii – masajską) – potrzebuję wolności, kontaktu z naturą. Kiedy spontanicznie podjęłam decyzję że należą mi się wakacje i odpoczynek, i wraz z koleżanką poleciałam na Zanzibar w ogóle nie wiedziałam że lecę do Afryki (znaczy wiedziałam formalnie, ale tego nie rozumiałam na poziomie serca). Tuż po wylądowaniu na Zanzibarze powiew wiatru, dźwięki, krajobrazy były dla mnie znajome. Spotkanie z Oceanem Indyjskim i kąpiele w jego ciepłych wodach koiły moje ciało i emocje. Energia słońca, ziemi drgały w moim ciele pokazując mi zupełnie nieznane obszary. Był to dla mnie szczególny rok, rok 40. urodzin, w czasie gdy zamknięto nas w domach z powodu wirusa w koronie. Nie było wielu możliwości podróżowania bez tak zwanych paszportów szczepionkowych. Zanzibar był jedną z nielicznych destynacji gdzie można było swobodnie podróżować... ale Zanzibar to zupełnie inna historia niż to czego doświadczam od ponad 4 lat w głębi stałego lądu.