THE FACTORY 777
Progi wsparcia
Nie jesteś jeszcze Superstar.
Wchodzisz do środka.
Otwierasz srebrne drzwi.
Trafiasz do miejsca, gdzie sztuka miesza się z hałasem, czułością, nocą i obsesją.
Jesteś już częścią The Factory…
Mile dziękuję za Twoje wsparcie!🖤💚🏢
Energia:
glamour, melancholia, delikatność, teatralność.
Jest w Tobie miękkość, która przetrwała wszystko.
Potrafisz zamienić kruchość w styl, a samotność w światło.
Srebrzyście dziękuję za Twoje wsparcie! 💚🖤🏢
Energia:
awangarda, intelekt, dziwność, artystyczna odwaga.
Nie boisz się przesady, eksperymentu i chaosu.
Widzisz więcej niż powierzchnię rzeczy.
Srebrzyście dziękuję za Twoje wsparcie! 💚🖤🏢
Energia:
chłód, magnetyzm, mrok, ikoniczność.
Nie musisz mówić dużo.
Twoja obecność już zmienia atmosferę.
Dzięki Tobie THE FACTORY 777 trwa dalej- dziękuję za Twoje wsparcie! 🖤💚🏢
Energia:
blask, destrukcja, wrażliwość, centrum uwagi.
Jesteś światłem, którego nie da się ignorować.
Nawet kiedy wszystko płonie (w tym Ty), ludzie nadal patrzą właśnie na ciebie.
(Jeśli zechcesz) dostaniesz brelok z moją grafiką/ fotografią.
Srebrzysta wdzięczność! 🖤💚🏢
Energia:
twórca świata, obserwator, architekt mitu.
Nie jesteś już tylko częścią Factory.
To ty nadajesz jej rytm.
Zamieniasz codzienność w ikonę.
(Jeśli zechcesz) dostaniesz brelok, plakat (format A4), bądź fotografię (na papierze fotograficznym) - Ty decydujesz.
🪩🖤🏢
Nie jesteś już gościem.
Jesteś przestrzenią, w której wszystko się wydarza.
Światłem odbijającym innych ludzi.
Mitem, który ciągle żyje!
(Jeśli zechcesz) dostajesz: brelok, plakat A3 albo fotografię na papierze fotograficznym.
777 razy dziękuję za Twoje wsparcie! ❤️🔥🏢🪩🖤🥰
Kup wsparcie na prezent!
Podaruj znajomemu subskrypcję Autora THE FACTORY 777 w formie kuponu podarunkowego.
Zobacz jak działają kuponyUważam, ze sztuka nie powinna polegać tylko na pasji i poświęceniu, stąd decyzja o założeniu Patronite.
THE FACTORY 777
W Nowym Jorku, pod adresem 231 East 47th Street, mieściła się legendarna Srebrna Fabryka Andy'ego Warhola. W Legnicy, przy ulicy Kominka 9, znajduje się około 300-metrowa postindustrialna przestrzeń, która przeistacza się w THE FACTORY 777. Będzie przestrzenią surową i niejednoznaczną, a jednocześnie nasyconą odniesieniami do estetyki popkultury. To przestrzeń przenikania się obrazów znanych z kultury popularnej i konsumpcyjnej codzienności z emocjami, wspomnieniami i stanami, których nie da się jednoznacznie nazwać.
Stopniowe porządkowanie, adaptowanie i przywracanie jej do stanu użytkowego stanowi integralną część działania artystycznego i jest traktowane jako transformacyjny proces. Działania twórcze realizowane będą w przygotowanej przestrzeni, traktowanej jako otwarta pracownia artystyczna, miejsce potencjalności i swobodnego przepływu energii twórczej, zwłaszcza dla osób wykluczonych z „instytucjonalnego świata”, których głosy są pomijane.
Pragnę, aby THE FACTORY 777 było miejscem, w którym kiedy wchodzisz do środka, czujesz, że wchodzisz do innego wymiaru. Czas znika. Świat zewnętrzny znika, a wszystko staje się czystą energią. Wibracje, którymi tam oddychasz, ludzie których spotkasz, wolność którą poczujesz, sztuka która pulsuje i zakorzenia się głęboko w Tobie. Istotna jest dla mnie otwartość na to, co może wydarzyć się w niej naturalnie i niewymuszenie.
Magazyn K MAG zapytał mnie kiedyś m.in. o spełnienie zawodowych marzeń. Odpowiedziałam:
„Srebrna Fabryka Karoliny Maliszewskiej. W takiej przestrzeni nie będzie ograniczeń i limitów! W końcu będę mogła zrealizować performance, który wciąż tkwi tylko w mej głowie i na kartce maszynopisu...”
Pewna osoba tak o mnie napisała:
„Chyba tak mi się właśnie kojarzysz [...]. Studio 54 i z zamieszaniem wokół Fabryki”.
Znacie to uczucie, kiedy przechodzicie fascynację połączoną z magnetycznym przyciąganiem, czymś bądź kimś? Taką niewyjaśnioną, podskórną, wręcz pulsującą? Jakbyście czuli zespolenie. Proszę nie mylić z fiksacją. Taki rodzaj połączenia mam odkąd pamiętam ze Srebrną Fabryką Andy’ego Warhola. Choć dla mnie ta srebrzysta przestrzeń była enklawą tworzoną przez ludzi. I chyba to jest kluczowe. Ich działania. Często na pograniczu wszystkiego. Podważające normy społeczne, jak i kryteria sztuki. To tam niezrozumienie i odrzucenie znajdowało nową formę. Formę na wyrażenie siebie bądź zatracenie. Osobliwe twory autokreacji.
KREACJA i PROCES to słowa, które mogłyby zamknąć przygodę z Fabryką, nieprawdaż?
Moja przygoda właśnie się rozpoczęła.
Pewnego kwietniowego popołudnia postanowiłam, że w końcu znajdę miejsce, w którym zrealizuję swoją autorską wystawę. Bez narzucania, bez odbierania mi sprawczości, bez deprecjonowania mnie jako artystki. Jaki był plan? Znaleźć miejsce. Gdzie? Gdziekolwiek. Intuicyjnie, kierując się swoimi pragnieniami, zaczęłam od ulic pełnych magazynów, kamienic i postindustrialnych przestrzeni. Miałam pukać w każde miejsce. Wysiadając z auta na parkingu, spojrzałam w górę i powiedziałam do przyjaciółki:
„O, tam mogłabym mieć swoją przestrzeń… te loftowe okna. Boże, jakie cudowne!”
Odpowiedziała:
„To nad Seven”.
Czyli sławetny legnicki klub. Ale nie o klub tutaj chodzi. Chodzi o liczbę 7. Siódemka od kilku lat jest moim drogowskazem. Nie ma przypadków. Dwa miejsca, biuro naprzeciw i mechanik w podwórku, dały mi informacje, dzięki którym mogłam zakończyć poszukiwania i umówić się na rozmowę w sprawie wystawy. Autoryzowany dealer i serwis pojazdów stał się moim objawieniem.
Brzmi łatwo i gładko? Ot tak, na pstryk? Nic bardziej mylnego. To był i jest proces wytrwałości, załamań, chaosu i szeroko pojętego rozpierdolu. Pot, brud, radość, łzy, ekscytacja, frustracja, deficyt finansów i rąk do pomocy…
Kolejny etap: odgruzowywanie. Dosłownie i w przenośni. Pozdrawiam Martę Niedźwiecką 🖤 Kilkuletni gruz został tu naprawdę przewalony. To był moment konfrontacji. Z przestrzenią i ze sobą. Bo ta przestrzeń nie pojawiła się przypadkowo. Jest częścią mnie. Efektem lat zmagań, wstydu i w końcu wkurwu. Na to, że bez „atrybutów”, znajomości, nazwiska, bywania i układów jesteś gdzieś obok. Przez lata żyłam nomadycznie. Poza obiegiem. Bez możliwości bycia „w środku”.
Więc w pewnym momencie stało się jasne: albo dalej czekam, albo biorę sprawy w swoje ręce. I zaczynam. To, co widać na tych ujęciach, to tylko fragment. Nie widać, ile energii, ile poświęcenia i ile osób przewinęło się przez ten proces. Intuicyjnie. Jakby były z nią nierozerwalne. Site-specific. Dostaną nową formę. Zobaczycie które. To był jeszcze moment energii. Ekscytacji. Nadziei. Że są ręce do pomocy. Że to się dzieje. Fizycznie ciężko, ale psychicznie wysoko. Jeszcze bez myślenia: „co dalej?”. Bez inwestorów. Bez zaplecza. Bez finansów. Z jedną wielką niewiadomą.
Bo wizja to jedno. A rzeczywistość swoje.
I to właśnie tutaj zaczyna się moment przejściowy. Kiedy spod gruzu wychodzą rzeczy, które potrafią ściągnąć w dół…
Niestety, jak wiemy, wszystko kosztuje. Czas, który trzeba poświęcić, poświęcam całodobowo, będąc zależna czasowo od osób, które chcą za symboliczną opłatą, barterem bądź po prostu z chęci pomocy mi pomóc. HIPER WDZIĘCZNOŚĆ!!!
Podjęłam ryzyko. Może nieco mnie przerosło? Bo jednak działam bez pracy. Z jednej strony pozwala mi to zająć się THE FACTORY 777 i poświęcić temu całkowicie, a z drugiej nie ułatwia kupowania nawet podstawowych rzeczy, od kołków po wypożyczanie sprzętów.
Twórczość wymaga środków. Nie wspominając o przestrzeni, która wymaga ekipy ludzi, najlepiej profesjonalnych budowlańców i montażystów. To są jednak inwestycje, na które pewnie przez jakiś czas nie będę mogła sobie pozwolić… Dlatego obecnie zbieram na realne potrzeby. Tak, aby ten proces mógł trwać.
Najnowsi Patroni
Ryzyko
Chcielibyśmy Cię poinformować o ryzykach, związanych z Twoim zaangażowaniem finansowym. Przekazując środki na realizację pasji Twojego ulubionego Twórcy prosimy, abyś wziął/wzięła pod uwagę kilka kwestii.