Gambit Zełeńskiego w kwestii przyszłości Białorusi
Zajęci polsko - ukraińską wojną symboliczną nie zauważyliśmy trwającej i bardzo ciekawej rozgrywki, która dotyczy Białorusi, państwa o kluczowym znaczeniu dla bezpieczeństwa Europy Środkowej. Rozpoczęła się właśnie batalia, która może doprowadzić do eskalacji i nawet wybuchu konfliktu regionalnego, jeśli przeważą w tym starciu Rosjanie, albo do „neutralizacji” Mińska jeśli zwycięzcą okażą się Ukraińcy. „Neutralizacja” nie jest w tym wypadku dobrym terminem bo Białoruś nie stanie się państwem w sensie dosłownym neutralnym i nie wyjdzie w najbliższym czasie z obozu rosyjskiego (choć wydarzenia mogą przyspieszyć), ale zmiana jej polityki może dużo znaczyć zarówno dla perspektyw zakończenia wojny rosyjsko - ukraińskiej jak i dla sytuacji całego regionu. Neutralizację w tym wypadku należy rozumieć w kategoriach spadku geostrategicznego znaczenia Białorusi, co leży w interesie Ukrainy i z pewnością, gdyby taki scenariusz się zmaterializował byłoby poważnym ciosem dla Federacji Rosyjskiej.
Co ciekawe Ukraina, która po odejściu Yermaka zmieniła swoją politykę wobec Mińska na znacznie bardzie asertywną uczestniczy w batalii w której jest w stanie zrealizować scenariusz win - win. Z jednaj bowiem strony jeśli udałoby się Kijowowi doprowadzić do redukcji rosyjskiego zaangażowania wojskowego na Białorusi, to ryzyko ataku z północy uległoby zmniejszeniu a jeśliby tego rodzaju zmiana nastąpiła w wyniku twardej postawy Ukrainy to pozycja Kijowa wobec Bałtów uległaby wzmocnieniu. De facto w reakach Żeleńskiego znalazłyby się wówczas narzędzia deeskalacji napięcia na granicach między Białorusią a państwami bałtyckimi, co z pewnością Kijów wykorzystałby celem wzmocnienia swej pozycji regionalnej. Sukces strategii Kijowa oznaczałby też niepowodzenie realizowanej przez Waszyngton strategii „przekupienia” Łukaszenki co w obecnej sytuacji oznaczałoby wzmocnienia pozycji „europejczyków” vs. Stany Zjednoczone. I w tym wypadku pozycja Kijowa uległaby wzmocnieniu wobec Paryża, Berlina i Waszyngtonu nie mówiąc już o Warszawie, której dyplomatyczna słabość zostałaby w takiej sytuacji bezlitośnie obnażona. Co ciekawe Kijów zyskuje również w razie niepowodzenia tej strategii, jeśli nastąpi zaostrzenie sytuacji, i będziemy miali do czynienia z intensyfikacji posunięć Mińska które mogłyby świadczyć, że Białoruś chce wejść do wojny po stronie Rosji. Militarne znaczenie tego kroku nie byłoby wielkie, ale polityczne, w związku z pojawieniem się w większej liczbie rosyjskich żołnierzy w państwie graniczącym ze wschodnią flanką NATO, ogromne. Uwiarygadniałoby to ukraińską narrację w świetle której ukraińska armia walcząc z Rosjanami broni również i zapewnia pokój w państwach NATO, a to oznaczałoby z kolei, nie tylko prawdopodobny wzrost europejskiego zaangażowania finansowego we wspieranie Kijowa ale również dalsze przymykanie oczu na niezbyt demokratyczną wewnętrzną politykę Zełenskiego i „problemy” z wdrażaniem reform. Każdy z tych wariantów może być, paradoksalnie, korzystny dla Ukrainy a to oznacza, że Zełenski będzie prawdopodobnie grał twardo a może nawet ryzykownie.
- Fatalny autobus
Obecna faza zaostrzenia relacji między Kijowem a Mińskiem i Moskwą zaczęła się 17 czerwca kiedy to w białoruski autobus, którym jechali uczniowie szkoły sportowej z Rzeczycy do Gelendżyku, uderzył dron. W pojeździe znajdowały się 44 osoby, w tym 28 dzieci. Autobus znajdował się w obwodzie briańskim, w Rosji i jechał drogą oddaloną kilkadziesiąt kilometrów od linii frontu. Śmierć poniosła nauczycielka, rannych zostało 6 osób, w tym dwoje dzieci znalazło się w szpitalu w stanie ciężki. Rosjanie od razu oskarżyli o atak stronę ukraińską, prokuratura wdrożyła śledztwo, podano nawet nazwiska ukraińskich żołnierzy, którzy mieli być odpowiedzialni za tę operację. W świetle rosyjskiej narracji miał to być kolejny (po uderzeniu na akademik w Starobielsku w którym zginęło 21 według Rosjan studentów, według Ukraińców żołnierzy) barbarzyński atak, który bezprzedmiotowym czyni wszelkie propozycje negocjacji w kwestii zawieszenia broni, a na dodatek, w związku z faktem, że zabici zostali Białorusini zmusza Mińsk do udzielenia odpowiedzi.
Tego samego dnia Sztab Ukraińskich Sił Zbrojnych wydał oświadczenie, w którym argumentowano, że tego dnia żołnierze nie używali systemów bezzałogowych w obwodzie briańskim a na poparcie swych twierdzeń strona ukraińska przedstawiła też przechwycony rosyjski dokument który potwierdzał oficjalną narrację Kijowa i uprawdopodobniał scenariusz w świetle którego mieliśmy do czynienia z rosyjską operacją ataku „pod fałszywą flagą” tak aby móc zrzucić winę na przeciwnika.
Ta wymiana wzajemnych oskarżeń między Moskwą a Kijowem nie byłaby w ogóle warta naszego zainteresowania gdyby nie reakcja Mińska. Oficjalna propaganda w reakcji na doniesienia o tragedii zaczęła podkreślać ukraiński udział, ale bardzo szybko wypowiedzi zostały stonowane a nawet pojawiła się argumentacja, iż winnymi są organizatorzy wyjazdu, którzy chcąc zmniejszyć koszty eskapady wybrali trasę położoną zbyt blisko linii frontu, co było błędem. Najdziwniejsze wypowiedzi przypisać można Łukaszence który zaczął publicznie mówić o „prowokacji” nie wyjaśniając przy tym kto, jego zdaniem, był jej autorem. Podkreślając, że w autobus uderzył dron produkcji ukraińskiej zauważył jednocześnie, iż „Jeśli ktoś nas sprowokuje i spróbuje wciągnąć w wojnę, myślę, że obróci się to przeciwko tym, którzy będą próbować”.
2. Ultimatum Żeleńskiego
Kilka tygodni przed incydentem z autobusem w obwodzie briańskim strona ukraińska zaczęła podnosić kwestię, która z czasem stała się jednym z głównych powodów obecnego zaostrzenia relacji między Kijowem a Mińskiem. Na początku kwietnia pojawiły się w ukraińskich mediach informacje, iż Rosjanie „ustawili” na Białorusi stacje retransmitujące sygnały przy pomocy których sterują dronami Geran atakującymi na masową skalę ukraińskie miasta. Kilka dni po pierwszych doniesieniach na ten temat Serhij „Flash” Bieskrestnow, doradca ukraińskiego MON oskarżył władze Białorusi, że te zgadzają się na wykorzystywanie przez Rosjan roamingu sieci telefonii komórkowej po to aby skuteczniej naprowadzać systemy typy Shahed na cele w północnej Ukrainie. Na Ukrainie ożyły obawy, iż Rosjanie, dysponujący bardziej zaawansowanymi zdolnościami mogliby wykorzystać na masową skalę stanowiska startowe na Białorusi próbując rozszerzyć działania wojenne na północną część Ukrainy.
19 czerwca Zełenski sformułował, a następnego dnia jeszcze dwukrotnie powtórzył, ultimatum pod adresem Mińska. Zażądał aby białoruskie władze w terminie tygodnia zdemontowały 4 retransmitery (dwa w obwodzie homelskim i dwa w brzeskim) których Rosjanie używają do naprowadzania swoich systemów na cele w zachodniej Ukrainie. Jeśli to się nie stanie, zapowiedział, to siły ukraińskie „doprowadzą do ich wyłączenia” co oczywiście było niedwuznaczną zapowiedzią przeprowadzenia w takiej sytuacji operacji zaczepnej. `Dodał przy tym, choć nie wiązał tego z 7-dniowym terminem, że Kijów wie które białoruskie przedsiębiorstwa pracują na rzecz rosyjskiego wysiłku wojennego, w tym podkreślił znaczenie rafinerii ropy naftowej których eksport w czasie wojny wzrósł 13 - krotnie i zażądał aby Mińsk skorygował swą dotychczasową rodzaju politykę.
3. Narracja ukraińska - Białoruś szykuje się do wojny
W czerwcu, już po wysunięciu przez Zełenskiego ultimatum pod adresem Łukaszenki białoruski rząd emigracyjny którego pracami kieruje Paweł Latuszka opublikował analizę w świetle której dyktator systematycznie przygotowuje państwo i podległe mu struktury aby zaangażować się w sposób czynny w wojnę z Ukrainą po stronie Rosji. W tym materiale zwraca się uwagę zarówno na zmiany legislacyjne, których przyjęcie ułatwiać miałoby i przyspieszać decyzję o zaangażowaniu w wojnę, jak i na działania sprowadzające się do rozbudowy potencjału wojskowego, modernizacji sprzętowej czy zwiększeniu stopnia gotowości. „Armia białoruska jest wzmacniana zarówno liczebnie, jak i organizacyjnie - piszą w podsumowaniu Autorzy raportu - powstaje też milicja ludowa. Rozszerzono uprawnienia komisariatów wojskowych i wprowadzono cyfrowe metody mobilizacji. Armia staje się również instrumentem kontroli wewnętrznej. Gospodarka cywilna przechodzi na model wojenny: funkcje mobilizacyjne powierzono Ministerstwu Gospodarki. Budżet państwa gwałtownie zwiększa wydatki na wojsko, a wprowadzane są elementy gospodarki planowej. Kompleks wojskowo-przemysłowy staje się sektorem systemowym. Infrastruktura strategiczna jest dynamicznie modernizowana, a gotowość logistyczna do prowadzenia operacji wojskowych na dużą skalę jest zwiększana.” Dodatkowym dowodem na trwające przygotowania do wojna ma być pogłębiana integracja systemu dowodzenia Białorusi i Rosji, co oznacza, że siły zbrojne którymi formalnie dysponuje Mińsk obecnie należy już traktować w kategoriach formacji pomocniczych Federacji Rosyjskiej. Punktem przełomowym w tym obszarze była budowa regionalnej rosyjsko - białoruskiej grupy wojsk, a jedynie konsekwencją tego trendu są nasilające się wspólne ćwiczenia, intensywniejsze wykorzystywanie przez Rosjan terytorium Białorusi dla prowadzenia i eskalowania konfliktu czy wreszcie dyslokacja systemów zdolnych do przenoszenia broni jądrowej. Towarzysząca tym procesom militaryzacja białoruskiego społeczeństwa i agresywna anty-zachodnia propaganda skłania Autorów raportu do postulowania „uprzedzającej reakcji” Zachodu, który powinien zwiększać presję na Mińsk. Autorzy Raportu zwracają uwagę na przyjęcie przez Zgromadzenie Narodowe w kwietniu 2024 roku nowej doktryny bezpieczeństwa i doktryny wojennej, które po raz pierwszy w historii tego państwa dają możliwość wysłania kontyngentu wojskowego poza granice kraju w ramach polityki wspierania sojuszników. W świetle tej argumentacji zmian ustawodawczych w państwach takich jak Białoruś, które bardzo legalistycznie podchodzą do polityki bezpieczeństwa nie należy lekceważyć i trzeba je traktować w kategoriach rozważania przez szeroko rozumiany obóz władzy wcześniej nie analizowanych, nowych scenariuszy zaangażowania. Dowodzą tego też przeprowadzane zmiany organizacyjne w siłach zbrojnych. Pierwszym krokiem zapowiadającym wdrożenie umownego „modelu rosyjskiego” była liberalizacja zasad powoływania do służby wojskowej, w tym podpisywania kontraktów, osób z wyrokami za przestępstwa natury kryminalnej, o czym postanowiono w kwietniu 2024 kiedy roku przyjęto nowelizację ustawodawstwa wprowadzając w życie rozwiązania będące kalką rosyjskiej legislacji. Kolejnym krokiem były deklaracje Mińska w zakresie rozbudowy potencjału ilościowego sił zbrojnych i wielkości aktywnej rezerwy. W 2024 roku białoruska armia liczyła 48,6 tys żołnierzy, wliczając pracowników cywilnych łącznie w dyspozycji resortu obrony było 63 tys osób. Począwszy od 2022 roku 1,5 raza zwiększono liczbę żołnierzy kontraktowych. Jak powiedział, cytowany przez Agencję TASS, Andriej Muraszow z białoruskiego Sztabu Generalnego zmiany w liczbie żołnierzy kontraktowych, zarówno szeregowców jak i podoficerów, są wynikiem nowej polityki w zakresie sposobu organizowania poboru. Ci, którzy jemu podlegają mogą zamiast obowiązkowej służby wojskowej podpisać z siłami zbrojnymi 24 miesięczny kontrakt, który zobowiązuje ich do odbycia przeszkolenia, choć nie natychmiast. W praktyce pozostają oni w domu ale władze rozbudowują bazę zobowiązanych do służby, których mogą szybko wcielić, o ile zajdzie taka potrzeba. Przy czym jeszcze latem 2022 roku ukraiński Sztab Generalny informował o planach rozbudowy potencjału kadrowego białoruskich sił zbrojnych, które w związku z powołaniem dowództwa południowego, miałyby osiągnąć poziom 80 tys żołnierzy. W czasie spotkania dowódców resortów siłowych, które miało miejsce na początku kwietnia 2026 roku i związane było z podsumowaniem serii niespodziewanych manewrów i przeglądów gotowości, które zarządził Łukaszenka pojawiły się informacje, że obecnie w białoruskich siłach zbrojnych, wliczając w to formacje podległe Ministerstwu Spraw Wewnętrznych, służy 70 - 100 tys osób a w sytuacji kryzysowej, po uwzględnieniu zdolności do mobilizacji aktywnej rezerwy pod broń może zostać powołane 500 tys mężczyzn. W latach 2023 - 24 wprowadzono też szereg zmian ułatwiających mobilizację „narodowego pospolitego ruszenia” 150 tys formacji, o funkcjach przypominających polski WOT, której zadaniem miałoby być przede wszystkim utrzymanie porządku „na tyłach” aktywnego zgrupowania wojsk. Komisje wojskowe otrzymały prawo powoływania służących w tej formacji przy użyciu sms-ów, co znów, jest rozwiązaniem analogicznym do wcześniej przyjętego w Federacji Rosyjskiej. Inni eksperci podkreślają znaczenie porozumień białorusko - rosyjskich o utworzeniu wspólnych ośrodków szkoleniowych, co ich zdaniem ułatwiać może szybką i niepostrzeżoną dyslokację znacznych sił rosyjskich pod pretekstem szkolenia i manewrów.
Równolegle rosną wydatki budżetowe Białorusi na obronę. Analitycy Centrum BEROC zrzeszającego niezależnych i opozycyjnych ekspertów argumentowali, że wzrost w 2025 roku wyniósł 26 % i osiągnął relację 2,35 % PKB (choć w wielkościach bezwzględnych było to jedynie 1,8 mld dolarów), eksperci powiązani z gabinetem Pawła Latuszki są zdanie, że wzrost był większy i wyniósł ostatecznie 32 % w relacji rok do roku. Podkreślają też znaczenie zmian w białoruskiej gospodarce, która ich zdaniem, w wyniku decyzji władz weszła w fazę „planowania mobilizacyjnego”, czyli scentralizowanego zarządzania zasobami.
Jednym z dowodów na poważniejsze zaangażowania Białorusi w rosyjską agresję wobec Ukrainy miałyby być też przeprowadzone niespodziewanie w maju 2026 wspólne ćwiczenia sił nuklearnych. Miały one charakter prowokacyjny, choć co typowe dla rosyjskiej sygnalizacji strategicznej, przekaz informacyjny miał charakter dwuznaczny i był trudny w interpretacji. Warto jednak zwrócić uwagę na dwa elementy tej sygnalizacji - skalę ćwiczeń i niezapowiedziany ich charakter.
O dacie rozpoczęcia ćwiczeń, które miały, w świetle oficjalnych informacji, sprawdzić gotowość sił zbrojnych „na terenie całego kraju” białoruski resort obrony poinformował dzień przed ich rozpoczęciem. Ostatnie tego rodzaju manewry miały miejsce w 2024 roku, ale odbywały się jesienią, zakładano w związku z tym, że i w tym roku scenariusz się powtórzy. Z kolei z komunikatu rosyjskiego resortu obrony wynika, że białoruskie ćwiczenia miały być elementem większych manewrów w których brały udział pododdziały sił strategicznych wojsk rakietowych, Floty Północnej i Oceanu Spokojnego a także okręgów wojskowych - petersburskiego i centralnego. Prowokacyjna jest też skala manewrów bo według oficjalnych danych brało w nich udział 64 000 żołnierzy, ponad 7800 jednostek broni i sprzętu wojskowego, w tym ponad 200 wyrzutni rakiet, więcej niż 140 samolotów, 73 okręty nawodne i 13 okrętów podwodnych, w tym osiem okrętów podwodnych z pociskami strategicznymi. Zmobilizowane siły i środki oznaczały przede wszystkim wzrost presji na państwa sąsiednie, które już od połowy kwietnia odnotowały narastające zagrożenie ze strony systemów bezzałogowych niewiadomego pochodzenia. Zwołanie manewrów w trybie nagłym, o takiej skali, miało też zapewne pokazać, iż Rosja mimo zaangażowania w wojnę na Ukrainie ma nadal znaczący potencjał wojskowy, który jest w stanie szybko i niepostrzeżenie zmobilizować przeciw ościennym państwom.
Ćwiczeniami na Białorusi współdowodził Paweł Murawiejka, szef sztabu generalnego i wiceminister obrony, co zdaniem niektórych obserwatorów mogło być tez sygnałem pod adresem Łukaszenki, iż Moskwa nie jest zadowolona ze zbytniego zbliżenia Mińska i Waszyngtonu, które można zaobserwować w ostatnich tygodniach.
W połowie kwietnia prezydent Zełenski, powołując się na analizy wywiadu poinformował, że Kijów widzi działania, podejmowane przez reżim Łukaszenki, których skutkiem może być „wciagnięcie” Białorusi przez Rosję do wojny przeciw Ukrainie. W Kijowie analizuje się, w świetle tych doniesień, obecnie 5 możliwych scenariuszy eskalacyjnych, a głównym dowodem na rzecz tezy o czynionych przygotowaniach do wojny jest budowa stanowisk artyleryjskich po białoruskiej stronie granicy, inwestycje w postaci napraw i remontów dróg co miałoby dać większe zdolności logistyczne i intensywna rozbudowa pól minowych przez siły białoruskie. Kolejnym, niepokojącym sygnałem miała być dyslokacja w obszary nadgraniczne czterech batalionów białoruskich a ostatnim większa intensywność działań rozpoznawczych na kierunkach ewentualnych uderzeń. Choć sami przedstawiciele strony ukraińskiej podkreślali jednak, że zaobserwowane działania charakteryzują się niewielką skalą i trudno mówić o intensywnych przygotowaniach do ataku, to tym nie mniej są powody, jak argumentowali, do niepokoju w Kijowie. Amerykańscy eksperci podkreślali też wzrost inwestycji modernizacyjnych w budynkach i rozbudowę „instalacji tyłowych” znajdujących się na zapleczu południowego dowództwa, co miałoby, ich zdaniem, wskazywać na to, iż czynione są przygotowania świadczące o tym, iż Mińsk poważanie bierze pod uwagę opcję zwiększenia presji wojskowej na północną granicę Ukrainy.
4. Reakcja Łukaszenki na ultimatum Zełenskiego
Ostatecznie Mińsk dwa dni przed upływem terminu ukraińskiego ultimatum wyłączył rosyjskie retlanslatory. To nie rozładowało sytuacji, a analizując poczynania i wypowiedzi reprezentantów białoruskiego reżimu możemy rekonstruować strategię Łukaszenki.
Jak zauważył Artem Szrajbman, emigracyjny białoruski politolog i komentator reakcja oficjalnych władz w Mińsku na ultimatum Zełenskiego była co najmniej niejednoznaczna. I tak, o ile Grigorij Azarienok, czołowy propagandysta reżimu w swym programie mówiąc o ultimatum Zełenskiego podkreślał „szaleństwo” ukraińskiego prezydenta o tyle przewodniczący Rady Bezpieczeństwa Aleksandr Wolfowicz wystąpił ze znacznie spokojniejszym w tonie oświadczeniem i zadeklarował, iż „Białoruś jest za dobrosąsiedzkimi stosunkami, za pokojowym dialogiem, za rozwiązywaniem wszystkich problemów przy stole negocjacyjnym”.
O łagodzeniu tonu przez oficjalny Mińsk może również świadczyć, co zauważyły media opozycyjne, wycofania z oficjalnej strony Łukaszenki i serwisów agencji Bełta przemówienia białoruskiego przedstawiciela przy OBWE. Oskarżył on Wołodymira Zełenskiego o prowadzenie awanturniczej polityki „pod wpływem cracku” mając na myśli ultimatum które ukraiński prezydent wystosował wobec Mińska. Przemówienie ujawnia z jednej strony, iż w białoruskiej ekipie władzy istnieje frakcja zwolenników „twardej” polityki wobec Kijowa, ale nie mniej istotne wnioski można wyciągnąć na podstawie decyzji o wycofaniu z oficjalnego obrotu tego rodzaju stanowiska. Świadczyć to może o gotowości Łukaszenki do szukania kompromisu, co zresztą białoruski dyktator potwierdził 25 czerwca, kiedy to Agencja Bełta opublikowała fragment wystąpienia Łukaszenki. Odniósł się on w nim do deklaracji Zełenskiego, wykorzystując w tym celu, co wymowne, spotkanie z Andriejem Worobiowem, gubernatorem obwodu moskiewskiego. Po pierwsze poinformował o mających miejsce rozmowach z „przedstawicielami Żeleńskiego”, po drugie zaprzeczył narracji Kijowa jakoby Moskwa, a precyzyjnie rosyjski ambasador Borys Gryzłow (Łukaszenka wskazał na niego wprost) realizowała strategię wciągnięcia Mińska do wojny i wreszcie deklarując, że nie chcąc walczyć z Ukraińcami, powiedział, iż muszą oni zrozumieć, że jeśli konflikt wybuchnie „to będzie to zupełnie inna wojna” niż dziś się uważa. W sposób ciekawy podkreślił też odrębność Rosji i Białorusi. Zwracając się bezpośrednio do ukraińskiego obozu władzy Łukaszenka powiedział - „Nie ma potrzeby robić zamieszania, krzyczeć, próbować dać komuś po rosyjsku w mordę i tak dalej. Zróbmy to humanitarnie. Należy zrozumieć, czym jest Rosja i czym jesteśmy my”. Gotowość deeskalacji napięcia ze strony Mińska była sygnalizowana już wcześniej nie tylko w formule zauważalnej, o czym mówił Szrajbman, różnicy w reakcjach na ultimatum Zełenskiego. Na początku czerwca, kiedy napięcia już zaczęły narastać na linii Mińsk - Kijów, a w związku ze wzrostem zagrożenia wtargnięciem dronów iskrzyło już między stolicami państw bałtyckich a Białorusią interesujący artykuł opublikował dyrektor Mińskiego Dialogu Yeuheni Preiherman. Miński Dialog i sam Preiherman w przeszłości byli użytecznym kanałem komunikowania się białoruskiego MSZ-u z państw mai Zachodu. Za pośrednictwem artykułów i publicznych wystapień (np. konferencji) ekspertów związanych z tym forum Mińsk nieoficjalnie prezentował pomysły czy koncepcje, które nie powinny być w sposób czytelny identyfikowane ze stanowiskiem władz, ale w ich interesie było przetestowanie ewentualnej reakcji stolic europejskich. Tak należy też interpretować ten, opublikowany w Al-Jazeerze artykuł który zbudowany został wokół tezy, iż Białoruś i jej zachodni i północni sąsiedzi potrzebują mechanizmu deeskalacji, co oznacza potrzebę, w pierwszym rzędzie, budowy kanałów komunikacji. Jak argumentował Preiherman „rosnące napięcia regionalne zwiększają ryzyko nieumyślnych błędów. Dlatego kraje bałtyckie pilnie potrzebują mechanizmów deeskalacji i kanałów komunikacji.” Białoruski ekspert podkreślił zarówno to, że w gruncie rzeczy już obecnie można mówić o procesie horyzontalnej eskalacji wojny rosyjsko - ukraińskiej, dając jednocześnie do zrozumienia, iż w interesie obydwu walczących stron, czyli zarówno Rosji jak i Ukrainy, leży „wciagnięcie” Białorusi i Bałtów do wojny. To w sposób zasadniczy, w jego opinii, zmienia położenie państw regionu i powoduje, że dotychczasowa polityka sprowadzająca się do przeczekania lub relatywnie niewielkich korekt dotychczasowego kursu politycznego jest już niewystarczającą. To oznacza też jego zdaniem, że rośnie ryzyko wybuchu wojny regionalnej i aby jej uniknąć, potrzebna jest wspólna akcja polityczna. Wspólna czyli obejmująca zarówno Mińsk jak i stolice niezainteresowanych wejściem do wojny państw członków NATO. Szukając dróg wyjścia z tej niełatwej sytuacji Preiherman zaproponował - „aby zapobiec dalszemu dryfowi w stronę wojny na dużą skalę, kraje bałtyckie i Europa Wschodnia pilnie potrzebują subregionalnego mechanizmu redukcji ryzyka militarnego, który umożliwiłby utrzymanie kanałów deeskalacji konfliktu z Moskwą. Taki mechanizm musi zostać całkowicie odpolityczniony i oddany wyłącznie w ręce wojskowych, a nie polityków.” Mamy w tej propozycji do czynienia z testowaniem przez Mińsk zarówno opcji indywidualnych kanałów deeskalacji między Białorusią a należącymi do NATO państwami regionu jak również z propozycją budowy, za pośrednictwem Łukaszenki, płaszczyzny rozmów z Putinem.
Po lekturze artykułu białoruskiego eksperta łatwiej zrozumieć narrację oficjalnego Mińska i dostrzeżoną powściągliwość w wypowiedziach białoruskich wojskowych. Mamy w tym wystąpieniu do czynienia z wyraźnie zarysowaną wizją przyszłej pozycji Białorusi, modelu idealnego, do którego elity tego kraju chcą dążyć po zakończeniu wojny rosyjsko - ukraińskiej. Nie jest to wcale wizja oznaczająca zgodę na inkorporację Białorusi przez Rosję w ramach Państwa Związkowego. Przeciwnie mamy do czynienia z czytelną koncepcją Białorusi jako pomostu, państwa, które będąc częścią rosyjskiego miru, zwłaszcza w obszarze powiązań ekonomicznych winno jednocześnie cieszyć się dużą dozą samodzielności i być gwarantem stabilizacji, powściągając czy starając się zarządzać rosyjsko - ukraińską wrogością. Aby to było możliwe nie wystarczy nie dać wciągnąć się do wojny, to oczywiście warunek konieczny, ale trzeba również zbudować drożne kanały komunikacyjne i zdolność do współdziałania politycznego z państwami regionu, po to aby stabilizować sytuację.
5. Kolejne posunięcia Kijowa i podróż Łukaszenki do Moskwy
Wyłączenie przez Białoruś retlansratorów służących do naprowadzania na ukraińskie cele rosyjskich dronów, o czym Zełenski poinformował 25 czerwca nie rozładowało napięcia. Tego samego dnia ukraiński prezydent odbył spotkanie z Olejem Ługowojem, szefem wywiadu wojskowego w toku którego poinformowany został o zaawansowanych pracach północnego sąsiada mających świadczyć o przygotowywaniu się Białorusi do wojny z Ukrainą. W świetle tych doniesień trwa „budowa infrastruktury drogowej oraz magazynów amunicji, paliw i smarów, które nie służą innym celom niż wojskowe, jest bliska ukończenia”. Zełenski napisał też, że Białoruś otrzymała już od Ukrainy wszystkie sygnały i informacje co powinna zrobić aby uniknąć wojny. „Białoruś wie - napisał ukraiński prezydent - jakie kroki musi podjąć, aby osiągnąć pokój. Rozwój infrastruktury granicznej, umożliwiającej agresję, musi zostać wstrzymany. Strona białoruska musi podjąć kroki mające na celu deeskalację i pokój”. Wspomniał też o „innych formach” współpracy Mińska z Rosją co stanowi bezpośrednie nawiązanie do wcześniejszych wypowiedzi na temat przerwania białoruski dostaw do Rosji paliw i podzespołów używanych w sektorze zbrojeniowym. Ustępstwa ze strony Mińska nie doprowadziły do deeskalacji sytuacji a przeciwnie, zgodnie z przewidywaniami, przyniosły efekt w postaci kolejnych zadań ze strony Kijowa. Presja będzie zatem w najbliższych dniach narastała co jak się wydaje jest jednym z elementów ogłoszonej właśnie przez Zełenskiego 40 -dniowej „operacji przymuszenia” Federacji Rosyjskiej do rozpoczęcia rozmów pokojowych.
Na dodatek Łukaszenka jeszcze przed upływem terminu ultimatum Zełenskiego w kwestii retlansratorów poinformował o „dłuższej delegacji zagranicznej” i zapowiedział podróż do Rosji i spotkanie z Putinem. Otworzyło to w środowisku białoruskiej emigracji politycznej dyskusję czy w istocie wyjazd Łukaszenki nie jest ucieczką do Rosji i czy Kreml ma zamiar doprowadzić do zmiany władzy w Mińsku co mogłoby oznaczać realizację „scenariusza eskalacyjnego” sprowadzającego się do wejścia Białorusi do wojny. Tym bardziej, że o planach mających na celu wciągnięcie przez Rosję Mińska do wojny pisał w tym samym czasie The Wall Street Journal. Dziennikarze tego dziennika powołując się na nieujawnionych z nazwiska „rosyjskich i europejskich urzędników” napisali, że już od początku roku Rosja zwiększyła presję, która w ostatnich tygodniach uległa nasileniu, wywieraną na Łukaszenkę, której celem jest doprowadzenie do wojny regionalnej w związku z zaangażowaniem Białorusi co miałoby być elementem scenariusza eskalacyjnego. Z tym właśnie miała być związana zarówno zeszłomiesięczna rozmowa telefoniczna Macrona z Łukaszenka, którą inicjował Paryż jak i tajemnicza podróż Nicolasa Lernera, szefa francuskiego wywiadu (Dyrekcji Generalnej ds. Bezpieczeństwa Zewnętrznego (DGSE)), który na początku czerwca odwiedził Mińsk i miał rozmawiać z Łukaszenką. Lerner to ciekawa postać przede wszystkim z tego powodu, że będąc bliskim współpracownikiem francuskiego prezydenta (studiowali razem na ENA) uchodzi też za specjalistę od trudnych misji. Do momentu objęcia funkcji dyrektora DGSE przeprowadził ich ponad 80, nie tylko w państwach islamskich ale również w Europie Wschodniej. Oczywiście nie wiadomo o czym Lerner rozmawiał z Łukaszenka, ale temperatura niedawnego sporu między Antonio Costą a duetem Macron - Merz, w trakcie spotkania liderów państw europejskich, którego przedmiotem było to kto ma negocjować z Moskwą (stolice wchodzące w skład formatu E-3 czy Komisja Europejska) skłania mnie do hipotezy, że misja Lernera w Mińsku była poświęcona zarówno testowaniu realnego zagrożenia rozszerzeniem wojny jak i, a może w większym stopniu, poszukiwaniem formatu negocjacyjnego z Kremlem za pośrednictwem Łukaszenki. Wracając jednak do doniesień WSJ warto jeszcze odnotować, że dziennikarze powołując się na źródła wśród przedstawicieli wywiadu napisali też, że „żądania Moskwy obejmują wykorzystanie terytorium Białorusi do ataków dronów na Ukrainę, przedłużenie linii frontu na zachód i odciągnięcie wojsk ukraińskich od priorytetowych obszarów na wschodzie. Alternatywnie, Białoruś mogłaby zostać wykorzystana do operacji przeciwko sąsiadom z NATO.”
Wyjazd Łukaszenki do Rosji wzbudził zrozumiałe zainteresowanie przedstawicieli białoruskiej opozycji i spekulacje na temat tego, ze może on już nie wrócić. Franek Wiaciorka, były doradca Świetlany Cichanouskiej, rozważając kwestie „wciągnięcia” Białorusi do wojny z Ukrainą zauważył jednak w ukraińskich mediach, że z perspektywy Rosji znacznie ważniejsza jest białoruska infrastruktura niż niewielka i słabo motywowana armia. Mamy też, jak się wydaje, do czynienia z ważnym, a może nawet przełomowym momentem, kiedy ujawniają się różnice strategiczne między Rosją a Białorusią. Jak zauważył, a trudno się z ta diagnozą nie zgodzić „Myślę, że to najtrudniejsza sytuacja dla samego Łukaszenki od 2020 roku, kiedy wybuchło powstanie po wyborach prezydenckich i nie wiedział, co robić. Teraz rozumie, że jego kruchy system może się bardzo szybko załamać, ponieważ mit Łukaszenki jako gwaranta pokoju i stabilności wali się w gruzy. I teraz leży w jego interesie demontaż tych nadajników i dostosowanie się do Ukrainy, ponieważ eskalacja nie leży przede wszystkim w interesie Łukaszenki. Otóż w interesie Białorusi leży osłabienie rosyjskiej obecności na Białorusi. Im mniej nadajników, rosyjskich baz i rosyjskiego personelu wojskowego na naszym terytorium, tym większe nasze szanse na wyrwanie Białorusi z rąk Kremla.” Z tej diagnozy nie należy, zdaniem białoruskiego polityka, wyciągać wniosku o jakichś fundamentalnej natury różnicach zdań między Łukaszenka a Putinem, choć może mieć ona miejsce. Najprawdopodobniej, jak napisał Wiaciorka tandem Putin - Łukaszenka, w toku trwających rozmów (kiedy piszę te słowa nie ma informacji o ich wynikach) będą starali się wypracować nową strategie wobec Ukrainy i najprawdopodobniej oznaczać ona będzie taktyczne ustępstwa.
Rywalizacja o geostrategiczny status Białorusi jeszcze się nie skończyła. Można nawet zaryzykować tezę, iż się dopiero zaczyna. W interesie Ukrainy leży podkreślanie ryzyka wybuchu wojny regionalnej i wejścia do konfliktu Białorusi. Powody są oczywiste. Tego rodzaju scenariusz, zwłaszcza wobec słabości i nieprzygotowania państw wschodniej flanki NATO zwiększa determinację w zakresie wsparcia Ukrainy jak również gotowość do przyjęcia i poparcia przez państwa regionu stanowiska Kijowa w innych kwestiach. Dobrze to było widać na przykładzie reakcji Wilna na ostatnie zadrażnienia na linii Warszawa - Kijów. Ryzyko materializacji scenariusza eskalacyjnego zwiększa też skłonność do kontynuowania finansowego wsparcia przez Europejczyków dla wysiłku wojskowego Ukrainy a także przyspiesza i wzmacnia determinację na rzecz poszukiwania platform kompromisowych kończących wojnę, co wzmacnia pozycję negocjacyjną Zełenskiego. Gdyby w wyniku żądań Kijowa pod adresem Mińska udało się wymusić ograniczenie rosyjskiej obecności wojskowej na Białorusi to prócz oczywistego zwiększenia bezpieczeństwa wzdłuż całej północnej granicy walczącego państwa mielibyśmy do czynienia z fiaskiem dotychczasowej polityki Trumpa wobec Łukaszenki. A to zwiększałoby apetyty Europejczyków na rozpoczęcie samodzielnej, bez uwzględniania stanowiska Waszyngtonu, gry obliczonej na poszukiwanie równowagi, zarówno celem zakończenia wojny jak i zbudowania własnych relacji z Moskwą.
Trwa ładowanie...